PSL zaczęło zabiegi, by Bronisław Komorowski nie zablokował ustawy reaktywującej 79 sądów. Wczoraj pracę nad obywatelskim projektem ustawy o okręgach sądowych sądów powszechnych zakończyła sejmowa komisja sprawiedliwości. Przewiduje on ponowne utworzenie 79 małych sądów rejonowych w miastach powiatowych, zlikwidowanych rozporządzeniem ministra Jarosława Gowina.
Reklama
A choć Sejm jeszcze ustawy nie uchwalił, to PSL już namawia prezydenta Komorowskiego i jego współpracowników, by nie stopowali jej wejścia w życie. – W najbliższych 2–3 tygodniach będziemy chcieli jeszcze spotkać się z prezydentem w tej sprawie – mówi przewodniczący klubu PSL Jan Bury.
Argumenty dotyczą nie tylko ratowania – jak mówi PSL – Polski lokalnej, lecz są też polityczne. 79 to niemal jedna czwarta liczby powiatów i głosy z tych powiatów mogą rozstrzygać tak w wyborach prezydenckich, jak i parlamentarnych. Na razie odpowiedzi z Pałacu Prezydenckiego nie ma, ale ludowcy nie spodziewają się jej, zanim ustawa nie opuści parlamentu.
Liczą jednak, że jeśli ustawa wyjdzie z Sejmu z dużym poparciem, to ciężko ją będzie prezydentowi zablokować. Uważają tak zresztą nie tylko politycy PSL. – W sytuacji gdy Sejm ustawę przyjmie, prezydent powinien być z sejmową większością i ją podpisać – mówi przewodniczący komisji sprawiedliwości Ryszard Kalisz.
Bo to, że ustawa Sejm opuści, jest praktycznie przesądzone. Ludowcy, którzy są jej głównymi orędownikami, robią wszystko, by minister Gowin pozostał w tej sprawie osamotniony. Wczoraj, jak ustalił DGP, na skutek sprzeciwu ministrów z PSL rząd nie zajął się punktem przewidującym wyrażenie przez rząd opinii na temat ustawy. Teraz chcą oni jak najszybciej wprowadzić ją pod obrady Sejmu.
Ustawa czeka na rozpatrzenie przez posłów w drugim czytaniu, co może nastąpić na posiedzeniu zaczynającym się 6 marca. Platformie grozi w sprawie zablokowania ustawy porażka: przegrała wszystkie głosowania w komisji i tak samo może być na sejmowej sali. Będzie osamotniona. – Najprawdopodobniej klub w tej sprawie poprze reformę, choć wiele osób związanych z samorządami ma wątpliwości – mówi przewodniczący klubu PO Rafał Grupiński.
Jednak część posłów PO nie pali się do obrony pomysłów ministra sprawiedliwości. – Nie chodzi już o sam pomysł, ale o sposób jego wprowadzenia. Doszło do tego, że resztę Sejmu mamy przeciwko sobie – mówi jeden z polityków PO. Inny stwierdza, że nie wyklucza zagłosowania razem z opozycją za przyjęciem ustawy. Kwestią jest więc raczej nie to, czy wyjdzie z Sejmu do podpisu prezydenta, ale kiedy to się stanie.
Jeśli Bronisław Komorowski nie będzie chciał jej podpisać, to może ją zawetować albo wysłać do Trybunału Konstytucyjnego. To oznacza, że gdy ustawa trafi do prezydenta, to rozstrzygające mogą być kwestie prawne dające argumenty prezydentowi do jej zaskarżenia. Na to liczy resort sprawiedliwości. – Determinacja polityczna przeważyła nad kwestiami merytorycznymi.
Sami wnioskodawcy zgłosili kilkadziesiąt poprawek do projektu. Będziemy się zwracać o opinię, czy jest zgodny z konstytucją – mówi Patrycja Loose, rzeczniczka resortu sprawiedliwości.
Faktycznie przebieg prac nad ustawą w komisji potwierdza, że budzi ona wątpliwości. – Ten projekt jest ułomny. Rozwiązania dotyczące kwestii organizacyjnych i kadrowych są obarczone wadą, co powoduje, że trudno będzie je wprowadzić w życie – ostrzegał sejmowy prawnik na finiszu prac komisji. Przewodniczący Ryszard Kalisz proponował, by dać czas resortowi na zaproponowanie zmian.
Podczas prac komisji przedstawiciel resortu, wiceminister Wojciech Hajduk, zgodził się na taką propozycję, ale zwolennicy projektu obawiali się, że resort zacznie grać na zwłokę. Ostatecznie komisja przygotowała sprawozdanie. Jedną z istotnych zmian, jakie się w nim znalazły, jest półroczne vacatio legis, które zaproponował poseł Ryszard Kalisz.