W cieniu dyskusji o krzyżach przeszły niezauważone dwa oświadczenia. Jedno wydały władze adwokatury, drugie zaś Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Choć wystąpienia dotyczą odmiennych spraw, mają wspólny mianownik: wolność słowa.
Władze SDP zaapelowały do prezydenta, by nie podpisywał ustawy o ochronie informacji niejawnych, gdyż sprowadza ona konstytucyjne prawo do informacji publicznej do rozmiarów groteskowych. Istotnie, w czasach, kiedy z kosmosu można dojrzeć igłę w stogu siana, pytania o sens rozbudowywania w przepisach tego, co ściśle tajne, poufne czy zastrzeżone, są bardzo wskazane. Zwłaszcza że system ochrony informacji niejawnych został u nas tak pomyślany, że zabrakło w ustawie miejsca i na sądową kontrolę, i na precyzyjne słownictwo.
O tym, jakie informacje zostaną objęte klauzulą tajności, będą decydować urzędnicy w zaciszu swych gabinetów. A do pomocy ustawodawca dał im nieostre i ocenne słownictwo. I tak, rozróżnienie poszczególnych tajemnic zostało dokonane przez ustawodawcę według kryterium szkody. Mamy więc informacje, których ujawnienie może spowodować „wyjątkowo dużą szkodę”, albo takie, które mogą doprowadzić do „szkody nieodwracalnej”. W innym miejscu mówi się o „dużych szkodach” i „dużym uszczerbku dla interesów ekonomicznych”. Tym sposobem dostępu do informacji publicznej będą strzegły określenia, które raz mogą znaczyć bardzo wiele, a innym znów razem mogą nie znaczyć nic. W praktyce wszystko więc będzie zależało od urzędniczego widzimisię.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.