statystyki

Najłatwiej obwinić najsłabszego. Czy można obarczać przechodniów winą za zdarzenia na drogach? [OPINIA]

autor: Piotr Wójcik26.10.2019, 14:30; Aktualizacja: 26.10.2019, 17:13
„Victim blaming” to typowa strategia pozwalająca bagatelizować ogromną liczbę zabitych przechodniów w Polsce i przenosić odpowiedzialność za wypadki na wszystko i wszystkich, byle nie na kierowców

„Victim blaming” to typowa strategia pozwalająca bagatelizować ogromną liczbę zabitych przechodniów w Polsce i przenosić odpowiedzialność za wypadki na wszystko i wszystkich, byle nie na kierowcówźródło: ShutterStock

Za większość wtargnięć pieszych na jezdnię odpowiada lewactwo wmawiające pieszym, że są świętymi krowami” – tą światłą myślą podzielił się na Twitterze Maciej Maciejowski, były radny Warszawy i były członek KRRiT z ramienia PiS, obecnie związany ze Skutecznymi Piotra „Liroya” Marca. Była to reakcja na tragiczny wypadek na warszawskich Bielanach, w którym zginął mężczyzna przechodzący przez pasy z dziecięcym wózkiem.

Wpis Maciejowskiego jest jednym z typowych przykładów zjawiska zwanego „victim blaming”. Sprowadza się ono w tej debacie do obarczania przechodniów winą za zdarzenia na drogach (ale również przypisywania jej ofiarom wielu innych przestępstw, np. gwałtów). Obwinia się ich o to, że nie są wystarczająco uważni, wbiegają przed nadjeżdżające samochody i chodzą po ulicach z nosem wlepionym w ekrany telefonów. Nic więc dziwnego, że co jakiś czas dochodzi do tragedii.

Stówką przez pasy

Gdyby uważnie wsłuchać się w tę dyskusję, trzeba by wyciągnąć wniosek, że nieuważni piesi są największą plagą polskich dróg. Problem w tym, że dane zupełnie tych amatorskich hipotez nie potwierdzają. W lipcu tego roku Instytut Transportu Samochodowego (ITS) opublikował wyniki „Badania zachowań pieszych i relacji pieszy – kierowca”, przeprowadzonego w ostatnim kwartale 2018 r. w czterech województwach (łódzkim, mazowieckim, śląskim i wielkopolskim), w których dochodzi do prawie połowy wypadków z udziałem przechodniów w kraju.

Okazuje się, że teorie internautów nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Najniebezpieczniejszym zachowaniem pieszych na przejściach jest wtargnięcie, a więc wejście na pasy, które wymusza na kierowcy gwałtowne zahamowanie. Na 6,1 tys. przebadanych przejść badacze zarejestrowali dokładnie 26 wtargnięć – stanowiły więc one 0,43 proc. wszystkich takich incydentów. 8 proc. pieszych przeszło przez jezdnię w niedozwolonym miejscu, a 7 proc. na czerwonym świetle.

Marginesem były również naganne zachowania związane z korzystaniem z telefonów. 5 proc. obserwowanych przeszło przez jezdnię, rozmawiając przez telefon, a co setny pisał wówczas SMS. Także co setny słuchał w tym czasie muzyki. Oczywiście 8 proc. osób przechodzących w niedozwolonym miejscu oraz 7 proc. ignorujących czerwone światło to nie są optymistyczne statystyki. Nie należy takich zachowań bronić ani usprawiedliwiać, ale trzeba wiedzieć, że skala łamania przepisów przez pieszych jest całkowicie nieporównywalna z naruszeniami po stronie kierowców.


Pozostało jeszcze 67% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (5)

  • i to by było na tyle(2019-10-26 19:49) Zgłoś naruszenie 94

    Pewno, że tak. Zgwałcona jest też sobie winna. Po co weszła pod rękę gwałcicielowi /lom/. Dziecko używane przez dorosłego świeckiego i i świętego - też tego chciało. Co nam mieszkańcy pewnej parafii z księdzem na procesie ostatnio udowodnili. Jak baby nie bije to jej wątroba gnije, nikt się za taką nie ujmie. Jak silna baba trzepnie mężusia, co by wziął się do pracy - to cała wieś będzie walczyć o jego godność.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Dokładny(2019-10-28 11:40) Zgłoś naruszenie 61

    Co za dyrdymały. Jako kierowca mogę potwierdzić z całą odpowiedzialnością, że ilość pieszych, którzy wchodzą na pasy bez odwracania wzroku od smartfona jest ogromna. Słuchawki na uszach i sunie, o tym, że się nie rozejrzy w lewo i prawo to nie wspomnę. Jeżeli ktoś ma wątpliwości niech stanie przy przejściu dla pieszych np przy metrze Słodowiec, liceach i obserwuje, a potem wyciąga wnioski.

    Odpowiedz
  • Zeghar(2019-10-27 21:32) Zgłoś naruszenie 43

    Spadajcie panie Wójcik. Wpis Maciejowskiego jest w tej sytuacji nie na miejscu w świetle opisu tego zdarzenia. Nie należy jednak zapominać, że piesi niestety od lat są świętymi krowami polskiego ruchu drogowego. W czym tylko utwierdzają ich kolejne wielkie komisje walczące z wypadkami, dla których winnym jest tylko i wyłącznie kierowca. I nie ma sensu powoływać się na statystyki, bo są one najzwyczajniej niewiarygodne, bo trafia do nich to, co jest wygodnie wpisać policji. Samo przywołane badanie ITS ma sporą wadę - badali sytuację na przejściach. Sorry, ale piesi nie potrzebują pasów, żeby przejść przez jezdnię.

    Odpowiedz
  • Doświadczony(2019-11-15 19:32) Zgłoś naruszenie 00

    Tak można przerzucać się winą w nieskończoność, Manipulować statystyką również. Każdy kto się tym zajmuje wie, że wynik statystyczny zależy od metody badania. I tak nap. można porównać ilość ludzi w Polsce przechodzących codziennie przez jezdnie ( chyba kilka milionów) do ilości zdarzeń w których bierze udział pojazd i pieszy w ciągu doby ( chyba kilkanaście, no , kilkadziesiąt) I jaki to promil? A teraz z innej beczki. Dlaczego mówimy o winie kierowcy czy pieszego? Co daje stwierdzenie, śmiertelnie potrąconemu, że to on miał bezwzględne pierwszeństwa na pasach? Guzik mu to daje i jego najbliższym. I co z tego, ż kierujący pójdzie do więzienia na kilka lat , a po wyjściu zapomni co zrobił. Czy to przywróci zmarłemu życie? No właśnie. Wariatów za kółkiem nie brakowało, nie brakuje i w przyszłości nie będzie ich mniej. W niektórych krajach ucinano rękę złodziejom i co, nie kradli? Kradli. Tak jest na drodze. Jeżeli nawet mający pierwszeństwo na pasach pieszy nie bacząc czy na torze jazdy na jaki zamierza wejść jedzie jakiś wariat który nie przestrzega przepisów i wkroczy na ten tor, zostanie rozjechany to mu te pierwszeństwo nic nie da w niebie. Najwyżej kierowca pójdzie siedzieć. A pieszy nie żyje. I nikt mu życia nie wróci. Uczmy pieszych, że mają bezwzględne pierwszeństwo na pasach( które jak już ktoś w internecie informował powinny mieć już pasy na chodniku i jak na nich stanie człowiek to oznacza, że już jest na pasach) ale zawsze mogą się spodziewać, że po drodze pędzi wariat, który nie przestrzega przepisów i może go zabić JEŻELI NIE BĘDZIE UTRZYMYWAŁ KONTAKTU WZROKOWEGO Z NADJEŻDŻAJĄCYM POJAZDEM i wejdzie na jego tor jazdy. Jako słabszy w tym starciu poniesie większy uszczerbek na zdrowiu, a nawet może stracić życie. Wobec tego, mimo pierwszeństwa niech nie wchodzi ( nie mówie o wtargnięciu bo to jest zdefiniowane) na tor jazdy tego wariata, pojazdu. A tych wariatów bezwzględnie eliminować z ruchu wszelkimi sposobami. Ale pieszy musi sam zadbać o soje bezpieczeństwo i to bez względu co mówi o tym przepis. Wszystkich wariatów nikt nie jest wstanie wyeliminować, ale trzeba próbować. Przestańmy więc zatrzymywać się na tym co kierowca musi, powinien itd bo będzie winny, a uczmy zachowań pieszych zachowania bezpiecznego bo tylko ono może dać skutek. Wprowadzenie zaś przepisu od jutra niczego w mentalności Polaków nie zmieni tylko uciszy sumienie polityków. Tyle na ten temat.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane