statystyki

Bilans zderzenia sędziów z ziemią. Ich praca podlega ocenie, a społeczeństwo ma pewne oczekiwania [OPINIA]

autor: Małgorzata Kryszkiewicz06.10.2019, 09:00
Prawo

A oni muszą ciężko pracować, aby odbudować autorytet wymiaru sprawiedliwości. I powinni to robić przede wszystkim na salach rozpraw, a nie podczas manifestacjiźródło: ShutterStock

Jeżeli sędziowie w końcu wyjdą ze swoich wież z kości słoniowej, będzie to chyba jedyna dobra rzecz, jaka wyniknie z całej tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości. dobra nie tylko dla samego środowiska, lecz przede wszystkim dla społeczeństwa.

P rzyglądając się trwającej od początku rządów Prawa i Sprawiedliwości walce o kształt sądownictwa, uświadomiłam sobie, dlaczego rundy walk bokserskich są limitowane czasowo. Żadna przecież przyjemność oglądać dwóch słaniających się ze zmęczenia zawodników, którzy ostatkiem sił zadają sobie kolejne ciosy. Choć coraz częściej chybiają, żaden nie chce się poddać i zejść z ringu. Mimo że publiczność już ziewa i nie potrafi ukryć zniesmaczenia.

Ze sporu o wymiar sprawiedliwości obie strony wyszły mocno pokiereszowane. Oczywiście sądom dostało się znacznie mocniej niż politykom. Ci ostatni nie od dziś grają w tę grę i dobrze wiedzą, co zrobić, aby nawet ewidentną porażkę przekuć w wizerunkowy sukces. Sędziowie dopiero uczą się tej sztuki. Wcześniej nie była im do niczego potrzebna.

A mimo to nie da się zaprzeczyć, że przy przeprowadzaniu tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości rządzący zaliczyli kilka bolesnych wpadek. Tą chyba najbardziej spektakularną była przegrana bitwa o Sąd Najwyższy. Bo choć politykom udało się utworzyć dwie nowe izby SN (Dyscyplinarną oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych) i obsadzić je zaufanymi ludźmi, to ostatecznie nie zdołali pozbyć się osób, które przeszkadzały im najbardziej. A że taki był cel przeprowadzanych w 2018 r. zmian w przepisach, nikt nawet nie ukrywał.

W uzasadnieniu prezydenckiego projektu nowej ustawy o SN obniżającego wiek przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku wprost zostało przecież napisane, że ma to być narzędzie, które umożliwi weryfikację kadry sędziowskiej orzekającej w najważniejszym sądzie w Polsce. Tą drogą planowano pozbyć ok. 40 proc. składu SN. O tym, że w tym wszystkim chodziło o kwestie personalne, a nie ustrojowe, najlepiej świadczy przypadek prof. Małgorzaty Gersdorf, którą też miały objąć przepisy o wcześniejszym stanie spoczynku. Powstał jednak problem: wysłanie jej na przedterminową emeryturę wiązałoby się ze skróceniem jej kadencji na stanowisku I prezesa SN. A to, że trwa ona sześć lat, jest zapisane nie w zwykłych ustawach, lecz w konstytucji.


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • a kuku(2019-10-06 09:48) Zgłoś naruszenie 1512

    Szanowna p. redaktor. Nie o społeczeństwo, prawo i sprawiedliwość chodzi. Chodzi o dobrze płatne posady dla swoich, no i odwieczną zasadę rządzących - sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Zwykły Polak został dobrze okradziony, teraz gnębi się kobiety i dzieci ubogich i walczy o wprowadzanie ogłupiającej oświaty. A wszystko to w imię b,h, i oj. dla nas świętych i świeckich. A ci na dole to owce do strzyżenia i zarzynania.

    Odpowiedz
  • realista(2019-10-06 22:55) Zgłoś naruszenie 510

    Droga Pani, w każdej demokracji prawem zwycięzcy jest nominacja sędziów i w krajach takich jak Niemcy czy USA nominacje sędziowskie są znacznie bardziej upolitycznione. To w Polsce jest patologia nieodpowiadającej przed nikim kasty sędziowskiej. 30 lat po upadku komunizmu najwyższa pora to zmienić. I jeśli PiS będzie źle osądzony przez historię, to nie dlatego, że ruszył postkomunistyczne sądy, tylko za to, że zrobił to za późno.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • rr(2019-10-07 07:40) Zgłoś naruszenie 47

    Sądy - to nie jest żadna władza. W ustroju totalitarnym - którego spadkobiercami jesteśmy - to zależna od władzy wykonawcze i ustawodawczej - grupa urzędnicza. My mamy system sądowniczy odziedziczony w spadku po państwach totalitarnych (II RP i Komuna), dlatego tak jest też u nas. Żeby można było sądownictw traktować jako władzę - musiałoby mieć albo demokratyczną legitymację suwerena, albo tak jak w USA, sądy musiałoby sprawować samo społeczeństwo. Co więcej w Polsce, ta grupa urzędnicza, wykazuje dziwną pogardę, dla sprawiedliwości w rozumieniu suwerena. Skazują na kary wolnościowe za batona albo podrobioną legitymację, a mafiozów zarządzających skraje patologicznymi organizacjami przestępczymi skazują na jakieś śmieszne kary. Ta grupa zawodowa jest zupełnie oderwana od społeczeństwa, poprzez swoje przywileje.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane