Osoby i ugrupowania startujące w nadchodzących wyborach mają jeszcze 12 dni na złożenie w PKW wniosku o rejestrację komitetów. Na tę i kolejne kampanie będzie można wydać więcej pieniędzy
Od wtorku, gdy w Dzienniku Ustaw pojawiło się rozporządzenie premiera wyznaczające termin wyborów samorządowych (I tura) na 21 października, definitywnie zakończył się okres prekampanii wyborczej. Celowali w niej zwłaszcza Patryk Jaki i Rafał Trzaskowski – obaj ubiegający się o fotel prezydenta Warszawy i obaj jednakowo pokazujący, że nie przejmują się przepisami kodeksu wyborczego i apelami Państwowej Komisji Wyborczej (PKW), by nie agitować przedwcześnie.
Teraz działania kampanijne prowadzić mogą już tylko zarejestrowane komitety wyborcze. Jak wynika z naszych ustaleń, pierwsze szlaki przetarła Partia Razem, która już we wtorek złożyła w PKW wniosek o rejestrację komitetu. Tego samego dnia komitet zarejestrowały PO z Nowoczesną. Kolejne wnioski spodziewane są w najbliższych dniach. Najwięcej zapewne będzie tuż przed 27 sierpnia, bo wtedy mija termin na zgłaszanie komitetów – mówi DGP sędzia Wojciech Hermeliński, szef PKW. Termin ten wynika z art. 400 ust. 1 kodeksu wyborczego, zgodnie z którym zawiadomienie o utworzeniu komitetu wyborczego musi być złożone najpóźniej do 55. dnia przed dniem wyborów.
Reklama
Partie mogą też zacząć już wydawać pieniądze na kampanie wyborcze swoich kandydatów. Dobra wiadomość dla nich jest taka, że na mocy czerwcowego rozporządzenia ministra finansów o 6,4 proc. podwyższona została kwota przypadająca na jeden mandat samorządowego radnego przy ustalaniu limitu wydatków komitetów (jest to waloryzacja wynikająca z przepisów wyborczych i wskaźników gospodarczych GUS). I tak np. w przypadku wyborów do sejmiku województwa kwota ta wyniesie maksymalnie 6384 zł, w największych miastach – 3830,40 zł, w powiatach – 2553,60 zł, w gminach powyżej 40 tys. mieszkańców i dzielnicach Warszawy – 1276,80 zł, a w gminach do 40 tys. – 1064 zł.

Reklama
W praktyce jednak największe komitety wyborcze (KW) i tak nie wykorzystują tych limitów. Cztery lata temu łączny limit wydatków KW Prawa i Sprawiedliwości wyniósł ponad 52,6 mln zł. Tymczasem, jak wynika ze sprawozdania finansowego przedłożonego PKW, komitet wydał niecałe 21,6 mln zł (w tym ponad 9,3 mln na wykonanie materiałów wyborczych – ulotek, plakatów, reklam, spotów itp.). W przypadku Platformy Obywatelskiej limit w 2014 r. określono w wysokości prawie 30,9 mln zł, a PSL – na ponad 33,3 mln zł. Pierwsza z tych partii wydała około 30,5 mln zł, a ludowcy – ponad 11,1 mln zł.
W gminach limit wydatków jest dodatkowo podwyższony, jeśli komitet zarejestruje kandydata na wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. – Liczbę mieszkańców danej jednostki mnoży się przez 60 groszy. Jeśli liczba mieszkańców przekracza 500 tys., nadwyżkę mnoży się już przez 30 groszy. W ten sposób powstaje jedna, globalna kwota, która odgórnie ogranicza wydatki danego komitetu – tłumaczy jeden z rozmówców DGP. Co ciekawe, limity wydatkowe w wyborach lokalnych są dużo wyższe niż te w wyborach parlamentarnych. – Tam limit wynosi łącznie 1 zł od wyborcy. Jako że mamy ok. 30 mln wyborców, to maksymalny limit dla komitetu wynosi nieco ponad 30 mln zł – słyszymy w KBW.
W publicznych dyskusjach pojawiły się teorie tłumaczące, dlaczego premier niemal do ostatniej chwili zwlekał z ogłoszeniem daty wyborów (termin mijałby dzisiaj). Spodziewano się, że zrobi to tuż po decyzji Senatu o utrąceniu inicjatywy referendalnej prezydenta. Tak się jednak nie stało. – Pewnie chodziło o to, by politycy jak najdłużej mogli korzystać z przywilejów prekampanii, w której wydatki nie są tak monitorowane i panuje wolnoamerykanka – mówi nam osoba zorientowana w tematyce wyborczej.
Z naszych ustaleń wynika, że premier propozycję terminu wysłał do PKW już w ubiegłym tygodniu. Czekał jedynie na opinię sędziów.