Skierowanie wniosku do Trybunału Konstytucyjnego rozważają gminy, które w wyniku zmian w ustawie o OZE będą musiały zwracać część podatku od właścicieli wiatraków.
Prezydent Andrzej Duda nie wahał się długo przed podpisaniem nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii i innych ustaw (Dz.U. z 2018 r. poz. 1269). Zrobił to już kilka godzin po przyjęciu kontrowersyjnej noweli przez Senat. Tym samym pogrzebane zostały nadzieje wielu samorządów, na których terenie znajdują się farmy wiatrowe. W praktyce oznacza to, że gminy te czekają niekiedy wielomilionowe straty związane z koniecznością oddania części daniny od nieruchomości nadpłaconej przez właścicieli wiatraków, a także mniejsze wpływy w przyszłości.
To pokłosie zmiany zasad opodatkowania wiatraków, która zgodnie z podpisaną ustawą, będzie działała z mocą wsteczną, bo już od 1 stycznia tego, a nie przyszłego roku, jak chcieli samorządowcy. W ostatnich dniach wzmogli oni apele o wycofanie się z mocno krytykowanego zapisu, który – jak przekonywali – wprowadzi chaos w trakcie roku budżetowego i zachwieje ich finansami, a dla niektórych będzie oznaczać nawet bankructwo.
Jakich strat się spodziewają? – Skutki finansowe będą zróżnicowane, ale w gminach o znaczącej liczbie wiatraków (np. 50 sztuk) strata może wynosić nawet 5 mln zł – przekonuje Jan Hasiuk, dyrektor Biura Stowarzyszenia Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej. I wskazuje, że w skali całego kraju może to być nawet kilkaset milionów złotych rocznie.
Reklama
Sami włodarze przekonywali od początku prac nad nowelizacją, że taka zmiana będzie dla nich katastrofą. – W naszym przypadku będziemy musieli zwrócić raty podatku za 2018 r. w wysokości 525 tys. zł miesięcznie, co łącznie daje kwotę ponad 6,3 mln zł. – twierdzi Lucyna Szymecka, skarbnik gminy Karlino, w woj. zachodniopomorskim.
Choć po stronie gmin stało Biuro Legislacyjne Senatu, które wskazywało w toku prac, że „niedziałanie prawa wstecz to jedna z najbardziej elementarnych zasad prawa”, to argumenty te nie znalazły uznania.
Mimo legislacyjnej porażki niewykluczone, że prawdziwa batalia zacznie się dopiero teraz. Jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, poszkodowane gminy jako jeden ze scenariuszy rozważają skierowanie wniosku do Trybunału Konstytucyjnego. Zgodnie z obowiązującymi procedurami musiałaby go złożyć jedna gmina. Inne jednostki, jak sugeruje nasz rozmówca, dołączyłyby do wniosku.
Część samorządowców potwierdza, że przygotowywali się na taki obrót spraw i mają już gotowe skargi na Skarb Państwa. Planują zbiorowe powództwo i walkę o wypłacenie rekompensat z tytułu utraconych dochodów. Szczegółowy plan działań – po uzgodnieniu z prawnikami i ustaleniu zbiorczej strategii – zostanie opracowany jeszcze w tym tygodniu.