- Obowiązkiem sędziego jest przyjęcie funkcji prezesa sądu, jeżeli tylko dostrzega, że jest w stanie prawidłowo ją wykonywać - mówi Dagmara Pawełczyk-Woicka w rozmowie z DGP.
To z pewnością odegrało pewną rolę. To przecież naturalne, że skoro współpracowałam z wiceministrem Piebiakiem, to miał on szansę mnie poznać. Razem działaliśmy również przez długie lata w Stowarzyszeniu Sędziów Polskich „Iustitia”. Tak więc nie ma w tym nic dziwnego, że ktoś, kto decyduje o nominacji, kieruje się swoimi doświadczeniami z pracy z daną osobą.
Jeżeli chodzi o ten system, to była to idea, która połączyła mnie i wiceministra Piebiaka. Od początku wspólnie twierdziliśmy, że wprowadzenie takiego rozwiązania jest konieczne i przyniesie korzyść zarówno sędziom, jak i stronom postępowań. Dyskutowaliśmy, jak to jest rozwiązane w innych krajach. Byliśmy zdania, że przez wiele lat ta ważna sfera dotycząca przydziału spraw nie została uregulowana w sposób należyty.
Uważam, że sędzia jest sługą Rzeczypospolitej. I jego nie tylko prawem, ale wręcz obowiązkiem, jest przyjęcie funkcji prezesa sądu lub jakiejkolwiek innej, jeżeli tylko dostrzega, że jest w stanie w sposób prawidłowy ją wykonywać. Nie mam jednak zamiaru nikogo w sposób aktywny przekonywać do swoich racji. To nie jest moją rolą. Natomiast jeżeli chodzi o występowanie ze stowarzyszenia, to jeszcze nie podjęłam decyzji. Jeżeli jednak zostanę z niego usunięta, to z całą pewnością podejmę odpowiednie kroki prawne przysługujące mi w takiej sytuacji i mające na celu zachowanie członkostwa.
W SSP „Iustitia” zawsze mi się podobało, i to przeważyło o podjętej 18 lat temu decyzji o zostaniu jego członkiem. To, że było ono bardzo otwarte na różne poglądy i pełniło funkcję takiej platformy, gdzie mogło dochodzić do wymiany poglądów między sędziami. Nigdy jednak nie było tak, abym zgadzała się w 100 proc. ze wszystkim, co głosiło stowarzyszenie. To przecież naturalne, że ludzie się różnią. Jednak kiedyś w stowarzyszeniu inaczej niż obecnie dochodzono do pewnych kompromisów, wypracowywania wspólnych rozwiązań. Inny był też styl prowadzenia dyskusji. W latach poprzednich na członków nie wywierano żadnych nacisków, żeby postępowali w określony, jedynie słuszny sposób. Teraz natomiast presja wywierana przez stowarzyszenie jest zbyt duża. I to mi się nie podoba.
Sędziowie w stosunku do mnie zachowują się w sposób bardzo wyważony i kulturalny. Oczywiście odczuwam pewną nieufność i niepewność, co wydaje się zrozumiałe i co, mam nadzieję, z czasem minie. Czym więcej sędziów będzie chciało współpracować i włączać się w sposób aktywny w sprawy naszego sądu, tym lepiej. Na takiej współpracy opiera się przecież samorząd sędziowski.
Doszły do mnie plotki, że również w sądach krakowskich były pewne nawoływania do zachowań niegodnych sędziego, że były formułowane wypowiedzi zawierające wręcz groźby uszkodzenia fizycznego. Ja mam jednak nadzieję, że to są tylko i wyłącznie plotki, i one nie znajdą żadnego potwierdzenia. W przeciwnym razie bowiem należałoby podjąć zdecydowane kroki wobec autorów takich wypowiedzi. Osobiście jednak z tego typu groźbami czy atakami się nie spotkałam.
Przepisy tego nie przewidują. A skoro tak to zostało uregulowane, to ja nie zamierzam zabiegać o głosy i poparcie w zgromadzeniu. Natomiast chcę swoimi codziennymi decyzjami pokazać, że będę pracować dla dobra sędziów i sądu, którym kieruję. Na tym zamierzam zbudować w przyszłości swój autorytet.
Nie czuję się wywołana do tablicy, ale powiem tak: gdyby ustawodawcy chodziło o to, żeby prezes, który przede wszystkim jest przecież sędzią, był menedżerem, to wprowadziłby wymóg posiadania odpowiednich kompetencji do wykonywania takiej funkcji. To prawda, że nie mam doświadczenia w sprawowaniu funkcji prezesa sądu. Gdybym je miała, na pewno byłoby to dla mnie ułatwieniem. Jednak patrząc na to z drugiej strony, to dzięki temu, że nie mam bagażu tego typu doświadczeń, mam świeższe spojrzenie na wiele spraw. Muszę przypomnieć, że w środowisku od dłuższego już czasu słychać głosy, i one się pojawiały jeszcze przed wprowadzeniem tych wszystkich zmian, że prezesi sądów nie orzekają, że alienują się od reszty sędziów. To było bardzo krytykowane.
Niektóre moje decyzje z pewnością nie spotkają się z entuzjazmem części sędziów. Dostałam bowiem zalecenia od ministra, aby ograniczyć w naszym sądzie liczbę sędziów funkcyjnych. Oczywiście nie chodzi tutaj o pozbawianie funkcji konkretnych sędziów, a po prostu o zmniejszenie tej liczby. Następną kwestią do rozwiązania jest angażowanie sędziów do pracy w księgach wieczystych. Pan minister uważa, że nie powinno to mieć miejsca, a przynajmniej powinno być ograniczone do absolutnego minimum. W związku z tym będzie trzeba dokonać przeglądu podziału czynności. I te decyzje z pewnością nie będą popularne.
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ta decyzja wywołała taką sensację. Jej powód jest bowiem bardzo prozaiczny: sędzia Żurek po prostu nie miał zbyt dużo czasu na wykonywanie funkcji rzecznika naszego sądu. W pewnym momencie doszło do tego, że rzecznikiem była tylko sędzia Beata Górszczyk. Dodać także należy, że pan sędzia Waldemar Żurek, niewiele pracując w charakterze rzecznika prasowego Sądu Okręgowego w Krakowie, pobierał z tego tytułu dodatek do wynagrodzenia. Zaznaczam przy tym, że za rzecznika prasowego sądu uważam osobę, która informuje opinię publiczną, media, o toczących się postępowaniach, które budzą zainteresowanie obywateli. To żmudna, codzienna praca, na której zapewne trudno zbudować medialną karierę. Nie uważam, aby wypełnianiem funkcji rzecznika sądu były luźne występy telewizyjne w programach na temat zmian ustrojowych. Nie ukrywam przy tym, że pewne wypowiedzi sędziego Żurka oceniam jako mocno kontrowersyjne. Jednak to naprawdę nie było głównym motywem mojej decyzji o odwołaniu pana sędziego z funkcji rzecznika SO w Krakowie.
Zawsze będę otwarta na współpracę z każdym sędzią, który tylko wyrazi taką wolę. Ja nie mogę traktować w inny sposób niż pozostałych sędziego tylko dlatego, że ten wypowiada się o mnie w sposób krytyczny. To w ogóle nie ma żadnego znaczenia. Prawda jednak jest taka, że na co dzień nie muszę współpracować ze wszystkimi sędziami liniowymi, o ile oni sobie tego nie życzą. Muszę współpracować przede wszystkim z zespołem wizytacyjnym, a także przewodniczącymi wydziałów. Natomiast gwarantuję, że jeżeli czy to sędzia Morawiec, czy sędzia Żurek zgłoszą potrzebę spotkania się ze mną w sprawach służbowych, będę otwarta. Zawsze znajdę czas dla każdego sędziego orzekającego w naszym sądzie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu