Czy jest możliwe, że to, co kiedyś było trudne do wyobrażenia – zabójstwo popełnione przez pozornie przystosowanego społecznie młodego człowieka – zaczyna być codziennością? Kim jest współczesny polski zabójca?
W ostatnich latach media informowały o zabójstwach dokonanych przez młodych ludzi, pochodzących z dobrych rodzin, wykształconych, spokojnych. Wystarczy przypomnieć budzący wiele emocji pościg za Kajetanem P., który 3 lutego 2016 r. prawdopodobnie zabił nauczycielkę języka włoskiego, rozkawałkował jej ciało, przewiózł je taksówką do własnego mieszkania, a następnie, w obawie przed ujęciem, uciekł z kraju. Zatrzymano go po 11 dniach na Malcie.
Koniec dobrej rodziny
Reklama
Zanim jeszcze do tego doszło, opinia publiczna została poinformowana o tym, że Kajetan P. pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny, matka jest prokuratorem, ojciec architektem. Sam podejrzany odebrał staranne wykształcenie, władał kilkoma językami, był stażystą w Polskiej Agencji Prasowej oraz w dziale kulturalnym „Polityki”, gdzie – zresztą bez sukcesu – próbował publikować teksty o kanibalizmie. Pracował w jednej z warszawskich bibliotek. Prowadził portal „Książę i żebrak”. W czasopiśmie Polskiej Akademii Nauk „Meander” ukazał się jego wiersz poświęcony Hannibalowi Lecterowi. Wydawało się, że przed niespełna 30-letnim mężczyzną było życie pełne sukcesów i sławy, doprawdy nie takiej, jaka stała się jego udziałem.
Podobnie bulwersująca sprawa rozegrała się w Rakowiskach pod Białą Podlaską w nocy z 12 na 13 grudnia 2014 r. Dwoje nastolatków, Zuzanna M. i Kamil N., brutalnie pozbawili życia rodziców chłopaka. Zabici byli wykształconymi, spokojnymi ludźmi – Jerzy N. był funkcjonariuszem Straży Granicznej w stopniu pułkownika, Agnieszka N. nauczycielką. Nic nie wskazuje na jakąkolwiek patologię w rodzinie, nie było żadnych przejawów znęcania się nad synem, podobnie jak w rodzinie Zuzanny M. Jej ojciec nie żyje, matka jest pracownikiem naukowym na uniwersytecie. Zuzanna M. pisała wiersze. Przypisywanej poetom wrażliwości jej jednak zabrakło, kiedy wraz z Kamilem N. zadawała ciosy nożem jego śpiącym rodzicom. Policjanci przeprowadzający później oględziny na miejscu tej zbrodni mówili, że „dom spłynął krwią”.

Reklama
I wreszcie zabójstwo sprzed kilku tygodni, w Falenicy. 25-latek podejrzany jest o zabicie obojga rodziców. Wszystko działo się prawdopodobnie na oczach jego młodszego rodzeństwa. O tej sprawie nie wiemy wiele, bo śledztwo trwa, ale powtarza się ten sam motyw – młody, nieźle wykształcony, inteligentny, wydawałoby się, że spokojny sprawca z dobrej rodziny. Co prawda nie chciał się uczyć i jakiś czas temu rzucił studia, co wypominali mu rodzice, którym zależało na tym, by chłopak się usamodzielnił. To oczywiście mogło rodzić konflikty, ale czy tylko tego rodzaju problem, a nawet wynikła z niego kłótnia, mogą doprowadzić do zabójstwa? Wydaje się to mało prawdopodobne, tym bardziej że – jeśli podawane w mediach informacje są prawdziwe – sprawca w chwili czynu był trzeźwy, a zatem powinien umieć zapanować nad emocjami.
Zabójstw szczęśliwie mniej
Wielokrotnie w ostatnim czasie pytano mnie, czy doszło do zmian w profilu polskiego zabójcy i czy to, co kiedyś było trudne do wyobrażenia – zabójstwo popełnione przez pozornie przystosowanego społecznie młodego człowieka – zaczyna być polską codziennością.
Zacznijmy od statystyk. Komenda Główna Policji podaje, że w 2016 r. stwierdzono 456 zabójstw. Niby niemało, więcej niż jedno dziennie, ale na przykład w roku 2001 było ich 1325. Od tamtej pory liczba stwierdzonych zabójstw stale zauważalnie maleje. Od 2013 r. zmieniono co prawda sposób prezentacji danych w statystykach policyjnych (nie uwzględniają one już spraw prowadzonych we własnym zakresie przez prokuraturę, bez udziału policji), ale nie wydaje się, że ta zmiana w przypadku zabójstw w znacznym stopniu zmieniła obraz problemu (w roku 2012 liczba zabójstw stwierdzonych wyniosła 582, w 2013 – 574). Mamy do czynienia z tendencją spadkową i moim zdaniem z faktem tym nie ma sensu polemizować.
Tak więc spada liczba zabójstw, ale czy dochodzi do przemian jakościowych? Czy zabija się inaczej albo na pozbawienie człowieka życia decydują się inni sprawcy niż dotychczas? Do odpowiedzi na to pytanie statystyki za bardzo się nie przydadzą, tym bardziej że od zmian w 2013 roku Komenda Główna Policji nie gromadzi już niektórych danych, np. dotyczących liczby zabójstw popełnionych pod wpływem alkoholu. Sięgnijmy mimo wszystko do tych sprzed kilku lat.
W roku 2012 zbadano trzeźwość 361 dorosłych sprawców zabójstw. 294 z nich było nietrzeźwych. Statystyki z 2011 r. wskazują na proporcję 443:359, a z 2010 – 413:318. Oznacza to, że około 80 proc. sprawców zabójstw działało pod wpływem alkoholu. Takie dane nie powinny zaskakiwać. Alkohol zwalnia hamulce, które kontrolują popędy, może wzmagać agresję. Czasami cuchnące skarpetki kolegi, który mimo próśb nie chce nałożyć butów, mogą – po spożyciu alkoholu – wywołać takie rozdrażnienie, że pogawędka przy wódce kończy się wbiciem noża w ciało interlokutora. Nie jest to przypadek hipotetyczny. To autentyczne zdarzenie.
W opisanych na początku sprawach to jednak nie alkohol wywołał agresywne zachowania sprawców. Nie jest też tak, że do tej pory sprawcami zabójstw nigdy nie bywały młode, inteligentne, wykształcone i pochodzące z niepatologicznych środowisk osoby.
Dobrze skrywane tajemnice
W lutym 1980 r. w Warszawie zaginęła Danuta O., pracownica Telewizji Polskiej. Krótko po zgłoszeniu zaginięcia znaleziono jej rozkawałkowane zwłoki – zapakowaną w garnek głowę w Jeziorku Czerniakowskim, zaś pozostałe części ciała spakowane do walizek w skrytkach bagażowych na Dworcu Centralnym. Milicja rozpoczęła szeroko zakrojoną akcję mającą na celu odnalezienie sprawcy tego okrutnego mordu. Nawet po odnalezieniu głowy Danuty O. komunikaty milicyjne wciąż odnosiły się do poszukiwania zaginionej, co oczywiście mogło być uzasadnione potrzebą zapewnienia swego rodzaju komfortu psychicznego sprawcy, który – czując się bezpiecznie – mógł się zachowywać bardziej nieostrożnie, co ułatwiłoby jego ujęcie. Dzięki zeznaniom sąsiadki zaginionej milicja wpadła na trop zabójczyni. Okazała się nią Katarzyna O., córka ofiary. W chwili czynu była 18-letnią dziewczyną uważaną za spokojną. Przeżywała rozwód rodziców, czuła się samotna i niekochana, ale nikt nie spodziewał się, że jest zdolna do pozbawienia życia własnej matki, a potem do precyzyjnego rozkawałkowania jej zwłok. Dziś wraca się czasami do tej sprawy, ale wtedy, w roku 1980, wcale nie było o niej głośno. Zapoznałam się z nią o raz pierwszy, czytając opracowanie Tadeusza Rydzka pod tytułem „Sprawa kryptonim Wiązanka”. Książkę wydało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, a na pierwszej stronie widniał napis: „do użytku wewnętrznego”. Nie było szczegółowych informacji o tym zabójstwie w prasie, „Dzienniku telewizyjnym”. Komunistycznemu państwu nie było na rękę pokazywanie tej sprawy obywatelom. Takie okrucieństwa miały wszak się zdarzać tylko w zepsutych kapitalistycznych społeczeństwach.
Dziś o tym mówimy
Dzisiaj media piszą o wszystkim, ciesząc się brakiem cenzury. Ale, w moim przekonaniu, przy takim powszechnym dostępie do wszelkich informacji dziennikarze próbują przyciągnąć uwagę odbiorców, relacjonując tylko te sprawy, które mają szansę zostać zauważone. Skoro w Polsce popełnia się ponad 450 zabójstw rocznie, nie ma sensu opowiadać o kolejnej pijackiej awanturze, nawet jeśli skończyła się śmiercią. Codzienne słuchanie czy czytanie o takich sprawach stałoby się po prostu nużące dla odbiorców. Dlatego nie należy się dziwić, że pokazuje się sprawy nietypowe, przede wszystkim z uwagi na osobę sprawcy (a czasami ofiary) oraz ze względu na modus operandi zabójcy. Młodzi, wykształceni, pochodzący z dobrze funkcjonujących społecznie rodzin ludzie pozbawiający życia własnych rodziców albo odcinający głowę ofierze gwarantują przyciągnięcie uwagi widzów, słuchaczy czy czytelników choćby na chwilę.
W moim przekonaniu, popartym w jakiejś mierze praktyką, nie można mówić o zmianie profilu polskiego zabójcy. Nie jest tak, że po ulicach grasują osobnicy rodem z „American Psycho”, bogaci, zepsuci i zabijający dla rozrywki. Być może liczba osób teoretycznie mało predystynowanych do aktów agresji, a jednak dokonujących zamachów na życie innych ludzi, będzie rosła. Towarzyszące współczesnemu człowiekowi stres, pośpiech, pogoń za dobrami materialnymi, frustracja spowodowana niemożnością spełnienia oczekiwań bliskich, nieumiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu mogą być czynnikami sprzyjającymi wybuchowi. Zuzanna M. i Kamil N. podjęli decyzję o zabójstwie państwa N., bo ci nie akceptowali ich związku. Mężczyzna podejrzany o zabójstwo w Falenicy był prawdopodobnie sfrustrowany niemożnością zadowolenia rodziców. Na szczęście jednak wciąż są to wyjątki.
Liczba osób teoretycznie mało predystynowanych do aktów agresji, a jednak dokonujących zamachów na życie innych ludzi, może rosnąć. Stres, pośpiech, pogoń za dobrami materialnymi, frustracja spowodowana niemożnością spełnienia oczekiwań bliskich, nieumiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu mogą sprzyjać wybuchowi