Jeśli projekt ustawy o sądownictwie wejdzie w życie, minister sprawiedliwości otrzyma władzę, o jakiej wszyscy jego poprzednicy mogli pomarzyć. Pytanie, czy nie skończy się to jego odwołaniem.
W tym tygodniu Sejm zajmie się ustawą o Sądzie Najwyższym. PiS szykuje się do jej szybkiego przeforsowania i uchwalenia na ostatnim planowanym przed wakacjami posiedzeniu. Tydzień później ustawa trafi do Senatu. Gdyby senatorowie wprowadzili do niej jakieś poprawki, możliwe jest zwołanie jeszcze jednego posiedzenia Sejmu w ostatnim tygodniu lipca, by ustawa do końca miesiąca trafiła do podpisu prezydenta.
Nie wiadomo, czy PiS zmieni jeszcze projekt. – Będziemy się zastanawiać nad poszczególnymi artykułami. Na pewno jakieś korekty będą, zapewne jak zwykle legislacyjne, ale nie wiem, czy zasadnicze zmiany – mówi Stanisław Piotrowicz z PiS. Wydaje się, że szanse na poważne zmiany są nikłe. Tak szybki tryb prac ma zminimalizować opór wobec ustawy i umożliwić jej szybkie wprowadzenie. Opozycja mobilizuje się na posiedzenie i będzie próbowała zablokować uchwalenie ustawy. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński ograniczył wejście do Sejmu osobom, które nie mają stałych przepustek, by opozycja nie wprowadziła swoich zwolenników. Jeśli uda się przeforsować ustawę, wjedzie ona w życie niemal jednocześnie z ustawami o KRS i ustroju sądów powszechnych. O ile do żadnego z projektów nie będzie zastrzeżeń prezydenta.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.