© 2019 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. GP/PRAWO 2019-02-24T00:26:34+01:00 http://prawo.gazetaprawna.pl/rss.xml Pozew o alimenty. Jak należy go napisać? https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1398761,pozew-o-alimenty-jak-nalezy-go-napisac.html 2019-02-23T13:30:00Z &lt![CDATA[ <p>Określenie sądu</p><p>Na początku należy wskazać sąd rejonowy, do którego kierowany jest pozew. Wystarczające jest podanie sądu rejonowego, jego siedziby (miasta, w którym się znajduje) oraz wydziału, gdzie sprawa będzie rozpatrywana. Pozew o alimenty można wnieść do sądu rejonowego właściwego zarówno ze względu na miejsce zamieszkania pozwanego, jak i uprawnionego.</p><p>Informacje na temat powoda i pozwanego</p><p>W pozwie o alimenty muszą znaleźć się podstawowe informacje dotyczące powoda oraz pozwanego. Konieczne jest podanie takich danych jak:</p>imię i nazwisko powoda,adres zamieszkania powoda,adres korespondencyjny powoda,dane osobowe oraz adres zamieszkania i adres korespondencyjny opiekuna prawnego – w przypadku, kiedy to on składa pozew w imieniu małoletniego lub osoby z – ograniczoną zdolnością prawną,imię i nazwisko pozwanego,adres zamieszkania pozwanego,adres korespondencyjny pozwanego.<p>Określenie roszczeń- wnioski</p><p>W pozwie należy określić oczekiwania względem zakresu świadczenia&#160; oraz terminu, w jakim alimenty mają być wpłacane. W tej części pozwu można zawrzeć także inne wnioski, np. wniosek o zasądzenie od pozwanego kosztów procesu, wnioski o wezwanie konkretnych świadków lub wniosek o nadanie rygoru natychmiastowej wykonalności wyrokowi.</p><p>Uzasadnienie </p><p>Nie można zapominać, iż wszelkie roszczenia muszą zostać uargumentowane. Uzasadnienie ma na celu przedstawienie sądowi informacji o potrzebach uprawnionego oraz możliwościach materialnych pozwanego. Na ich podstawie podejmowana jest decyzja o wysokości alimentów. O tym, jak napisać uzasadnienie pozwu dowiesz się tutaj.</p><p>Dokumentacja</p><p>By uzasadnienie było wiarygodne należy dołączyć do niego stosowną dokumentację. Składają się na nią m.in. zaświadczenia potwierdzające sytuację materialną powoda oraz wskazujące na potrzeby, których zaspokojeniu służyć będzie świadczenie alimentacyjne. Więcej na temat załączników do pozwu o alimenty przeczytasz tutaj.</p><p>Podpis</p><p>Pozew musi zostać zwieńczony własnoręcznym podpisem powoda. Niepodpisane pismo nie zostanie rozpoznane przez sąd.</p> ]] Zanim w sądzie odbędzie się sprawa o alimenty należy napisać i złożyć pozew o to świadczenie. Jak poprawnie sformułować pismo i co w nim zawrzeć?]]> Nie Żydzi i Polacy byli wywłaszczani lecz właściciele. Jak finansowy spór o mienie żydowskie wpływa na relacje polsko-żydowskie? https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1399345,jak-finansowy-spor-o-mienie-zydowskie-wplywa-na-relacje-polsko-zydowskie.html 2019-02-23T08:45:00Z &lt![CDATA[ <p>Amerykańska ustawa nr 447, czyli Justice for Uncompensated Survivors Today – JUST, znów znalazła się na ustach komentatorów na całym świecie. Przywołał ją sekretarz stanu USA Mike Pompeo, mówiąc podczas konferencji blisko wschodniej w Warszawie: „Namawiam moich polskich kolegów, aby poczynili postępy w zakresie kompleksowego ustawodawstwa dotyczącego restytucji mienia prywatnego dla osób, które utraciły nieruchomości w dobie Holokaustu”. Ten kontekst, a także fala obraźliwych dla Polski wypowiedzi polityków izraelskich, dały pretekst do podejrzeń, że to dyplomatyczna ustawka. Rodzaj szantażu, który ma zmusić Polskę do wypłaty odszkodowań. </p> <p>Zacznijmy od tego, skąd się wziął ów akt prawny – JUST Act. To konsekwencja międzynarodowej konferencji oraz wydanej na jej zakończenie Deklaracji Terezińskiej z 2009 r., którą podpisało 46 państw, w tym Polska. Była w niej mowa m.in. o tym, że strony będą miały na uwadze to, aby dokonała się na terenie ich państw restytucja mienia żydowskiego – zarówno tego przejętego podczas wojny, jak i po jej zakończeniu. Że będzie ona transparentna. I jeszcze, że ofiary Zagłady oraz ich potomkowie mogą liczyć na to, że ich dziedzictwo kulturowe będzie otoczone szczególną opieką. Żeby monitorować, czy wszystko dzieje się tak, jak ustalono, powołano Europejski Instytut Dziedzictwa Zagłady (European Shoah Legacy Institute, ESLI). Ale został wygaszony w 2017 r. i jego misję przejął Kongres Stanów Zjednoczonych – bo zadania instytutu nie zostały zrealizowane. Zresztą Kongres już wcześniej monitorował sytuację. Natomiast JUST Act jest podstawą do działania komisji senackich, ale nie daje żadnych podstaw prawnych do roszczeń. Jednak jakiś nacisk moralny na Polskę cały czas jest wywierany, gdyż wciąż się podkreśla, że jedynie w Polsce nie doszło do jakiegoś uregulowania tych kwestii, odniesienia się do nich. Wciąż są kwitowane całkowitym milczeniem. </p> <p>To powołam się na umowę między Polską a Stanami Zjednoczonymi z 16 lipca 1960 r., na mocy której zobowiązaliśmy się – i zrealizowaliśmy to zobowiązanie – do wypłacenia 40 mln dol. za znacjonalizowane mienie.</p> <p>To prawda, ale to dotyczyło niewielkiej grupy osób, które zarówno w chwili utraty majątku, jak i w momencie zawierania tej umowy indemnizacyjnej, były obywatelami USA. Podobne porozumienia zostały zawarte zresztą w różnym czasie z 12 różnymi państwami i dotyczyły – jeszcze raz podkreślę – obywateli obcych państw. Była w naszym kraju pewna grupa osób, która na tyle szybko wyjechała i załatwiła sobie obywatelstwo amerykańskie, że mogła z tego układu skorzystać. Ja nie chcę ich nazywać Żydami, bo to są po prostu obywatele polscy, którzy wyemigrowali. Zarówno żydowskiego, jak i karaimskiego czy innego pochodzenia. Mieli równe szanse, aby takie odszkodowanie uzyskać. Pod warunkiem że byli w stanie udowodnić, iż podczas wojny ponieśli straty. Oni dziś, jeśli skorzystali z tych pieniędzy, nie mają żadnych podstaw do roszczeń. Ale, jak już powiedziałem, to była niewielka grupa, która spełniała owe warunki. Natomiast Polaków, którzy wyemigrowali z kraju w tym i późniejszym czasie – nie tylko dlatego, że doszło do Holokaustu, ale i z tej przyczyny, że w naszym kraju zapanował komunizm – i pozostawili swój majątek, było dużo więcej. </p><p>Naczelny rabin Polski: Nasz problem polega na tym, że jesteśmy do siebie tak podobni [ROZMOWA] &gt;&gt;&gt;&gt; </p> <p>40 mln dol. to wielka kwota, zwłaszcza na tamte czasy. A mówi pan, że uprawnionych było niewielu. Ile osób dostało pieniądze za utracone mienie, a ile wciąż ma podstawy, aby się upominać o odszkodowania?</p> <p>Ma pani rację, wówczas to były wielkie pieniądze. Zostały zapłacone przez Polskę gotówką, ale wypłacał je rząd USA i zaspokoił wszystkie zgłoszone i udowodnione roszczenia, a nie tylko w granicach owych 40 mln. Na tym polegały te umowy, że obce rządy przejmowały wszystkie roszczenia indywidualne swoich obywateli, a Polska wypłacała ulgowy ryczałt. Natomiast to, ilu właścicieli nie dostało, choć powinno, rekompensaty za utracone mienie, jest pytaniem, które pada często, ale wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Ja także tego nie wiem. Przy czym, podkreślam, sytuacja obywateli polskich żydowskiego pochodzenia i polskich jest taka sama: komunizm zabrał im majątki, a oni nic w zamian nie dostali. Proszę zrozumieć: to nie Żydzi i Polacy byli wywłaszczani, ale właściciele. Komunizm, w przeciwieństwie do nazizmu, nie posługiwał się kryterium rasowym, ale klasowym. Majątku – dekretem Bieruta – zostali pozbawieni obywatele polscy. Wracając do wielkości kwoty – faktycznie była znaczna, teraz się to zresztą odtwarza, bo wcześniej nasze Ministerstwo Finansów nigdy nie było w stanie tego porządnie zinwentaryzować. Chodzi o to, że wypłata odszkodowania przez obce państwo miała skutkować wpisem w księdze wieczystej, że dana nieruchomość przeszła na własność Skarbu Państwa, ale o to nie zadbano. I nie ma się co dziwić, bo to były czasy jednolitej władzy państwowej, jednolitej własności Skarbu Państwa, więc urzędnicy zaniechali odnotowywania w księgach hipotecznych tak nieważnych z ich punktu widzenia adnotacji. Dopiero po 1989 i 1990 r. ubiegłego wieku zaczęły się pierwsze próby podważania tego zagarnięcia. I zrobiła się afera. </p> <p>Jedną z najgłośniejszych była warszawska afera z reprywatyzacją nieruchomości przy ul. Chmielnej, gdzie chodziło o majątek duńskiego obywatela.</p> <p>Ten człowiek miał 1/3 praw do nieruchomości i oprócz duńskiego miał polskie obywatelstwo, odmówił przyjęcia zaoferowanego odszkodowania, chciał odzyskać nieruchomość. Jednak po jego śmierci odszkodowanie wypłacono jego rodzinie, co ustalono dopiero później, więc przyjmuje się, że tę 1/3 powinien otrzymać Skarb Państwa, a nie spadkobiercy Duńczyka. W tej sprawie były też inne wątki, zarzuca się tam raczej korupcję, a nie oszustwo. Moim zdaniem jest to przykład, że umowy indemnizacyjne stawiały w pozycji uprzywilejowanej obywateli państw obcych, Polakom nie zostawiając nic. Bo to właściciel, a nie Polak czy Żyd jest osobą, której się należy pełna ochrona, to właściciel ma pełne prawo do swojego majątku. I uprzedzając pani pytanie – Żydzi nie mają w obecnej sytuacji prawnej żadnych dodatkowych możliwości dochodzenia swoich praw do zwrotu majątku, których nie mają Polacy. A ta jedyna możliwość polega na tym, aby podważać legalność nacjonalizacji dokonanej na podstawie dekretu Bieruta. Nieważne, czy ów dekret był w swojej istocie nielegalny, czy niesprawiedliwy, nasze prawodawstwo wychodzi z założenia, że stanowił prawo, które wciąż obowiązuje. Więc jedyną przesłanką, aby podważać zabór mienia dokonany na jego podstawie, jest wykazanie, że zawłaszczenie odbyło się z naruszeniem tego komunistycznego prawa. Czyli jeśli pani rodzinie zagrabiono majątek, np. ziemski, to ma pani prawo do odszkodowania tylko wówczas, kiedy miał on nie więcej niż ujęte w dekrecie 50 ha. Bo jeśli było to 50,1 ha, to już niczego pani nie odzyska. Podobnie z zakładami pracy – jeśli pani przodkowie mogli zatrudnić nie więcej niż 50 pracowników, można dochodzić przed sądem, że nacjonalizacja była prawnie nieważna. Ale jeśli już pracowało 51 osób, to klamka zapadła. Na podstawie dekretu Bieruta znacjonalizowano czterdzieści parę tysięcy nieruchomości warszawskich. A wnioski o dzierżawę wieczystą złożono wobec zaledwie 16 tys. Czyli ponad połowę przejęto bez żadnych roszczeń, również z tego powodu, że właściciele pewnej części nieruchomości, a także ich spadkobiercy, zostali wymordowani. </p><p>Eldad Beck: Izraelczycy traktują Polaków jak worek treningowy, a jednocześnie całują ślady stóp Niemców &gt;&gt;&gt;&gt; </p> <p>Ale JUST Act nie mówi o właścicielach jako takich, ale o Żydach zgładzonych w Holokauście i ich spadkobiercach. Nie upomina się o wywłaszczonych obywateli polskich jakiegokolwiek pochodzenia, lecz jedynie o część osób pokrzywdzonych komunistycznym dekretem.</p> <p>Jednak musi pani przyznać, że sytuacja Żydów była i jest szczególna. Trzy miliony obywateli polskich zostało wymordowanych z powodów rasowych na terenie naszego państwa. I dziś nie ma realnych możliwości, aby zweryfikować, kto został zabity, jaki majątek pozostawił, kim byli – czy są – jego spadkobiercy. A przecież ci ludzie mieli jakieś majątki, większe i mniejsze. O ruchomościach nawet nie wspominam, poszły z dymem wojennej pożogi. Ale nieruchomości nie da się schować, nawet jeśli budynki zostały zburzone na skutek działań wojennych, są grunty. Więc moim zdaniem powinno się wprowadzić takie zapisy prawa, które umożliwią odzyskanie majątków rodzinnych zarówno obywatelom polskim żydowskiego pochodzenia, jak i każdego innego. Żydzi nie mają żadnych większych praw, aby się domagać zwrotu majątku czy odszkodowania za niego, niż inni obywatele polscy. Bez dyskryminacji.</p> <p>Jeśli jest tak, jak pan mówi, to o co ta cała międzynarodowa awantura?</p> <p>O to, że mienie, które pozostało po wymordowanych w Szoa, w dużej mierze pozostało na terenie Polski. To te domy chociażby. Fabryki. Zostały znacjonalizowane. Część z nich została przejęta prawem kaduka przez Polaków. Tak czy inaczej – są, służą prywatnym właścicielom i całej Polsce. Ktoś w nich produkuje, ktoś mieszka, płaci podatki. Ich właścicieli, a tym bardziej spadkobierców, nie sposób jest dziś ustalić. Choćby z tego powodu, że Niemcy bardzo się starali, żeby wyczyścić papiery, zniszczyć wszystkie dokumenty, nie chcieli zostawić po tym ludobójstwie śladu. </p> <p>Amerykańska ustawa, o której mówimy, zakłada, zresztą bardzo nieprecyzyjnie, że jeśli nawet właściciel żydowskiego pochodzenia nie zostawił spadkobierców, to prawo dziedziczenia po nim ma uzyskać jakaś organizacja żydowska czy związek. Tymczasem zgodnie z naszym prawem, jeśli ktoś umiera, nie pozostawiając spadkobierców, to dziedziczy po nim gmina.</p> <p>Mogę się zgodzić z panią w tych założeniach, jednak nawet jeśli je przyjmiemy, to sprawa nie jest taka prosta. Aby majątek mógł przejść na poczet Skarbu Państwa czy gminy, muszą być spełnione pewne wymogi. Choćby ten, że znamy ofiarę z imienia i nazwiska, znamy jej datę urodzenia, datę śmierci, okoliczności i powód zgonu, jesteśmy w stanie określić wstępnych i zstępnych uprawnionych do dziedziczenia, możemy określić ruchomości i nieruchomości, jakie są do podziału. A to w przypadku tych wszystkich ofiar Holokaustu z przyczyn, o których już mówiliśmy, jest niemożliwe. Więc proszę się nie dziwić, że środowiska żydowskie, mając tę wiedzę, czują oburzenie. Zaprzepaściliśmy, jak dotychczas, szansę choćby symbolicznego rozliczenia się z tego majątku, który pozostał na naszych ziemiach, jaką dała nam Deklaracja Terezińska. I jeszcze jedno: te przepisy o dziedziczeniu i przechodzeniu na rzecz Skarbu Państwa majątku bezdziedzicznego, wywodzące się jeszcze z czasów II Rzeczypospolitej czy ponapoleońskich, nie były obmyślone na coś takiego jak Holokaust. Tego żaden ustawodawca nie był w stanie przewidzieć. </p> <p>Pana zdaniem powinniśmy ulec żądaniom i płacić odszkodowania za np. nieruchomości, które zostały zniszczone podczas wojny?</p> <p>Za zniszczenia wojenne oczywiście nie. Za przejęcie – w takim stanie, w jakim zostało przejęte. Jeśli są jakieś środowiska zachodnie, które mówią o tym, że należałoby wprowadzić pewne zasady zwrotu zagarniętego mienia, to, moim zdaniem, ekipa rządząca powinna się nad tym zastanowić. Ale rząd jest suwerenny w swoich decyzjach i działa, jak działa.</p> <p>Przepraszam, ale to jest takie prawnicze gadanie. I nie jest prawdą, że nie oddaliśmy niczego Żydom – na rzecz ich związków wyznaniowych zostały przekazane nieruchomości warte wiele milionów złotych.</p> <p>To była jedyna ustawa reprywatyzacyjna, przy czym swoje majątki odzyskały nie tylko żydowskie gminy wyznaniowe, ale także inne Kościoły, przede wszystkim Kościół katolicki, i to jako pierwszy, jeszcze za PRL, w 1989 r. Ale na tym koniec. Mnie się marzy kolejna regulacja, która doprowadzi do reprywatyzacji – czyli odda majątek zagarnięty przez komunistów właścicielom albo ich spadkobiercom. Niezależnie od pochodzenia, sprawiedliwie.</p> <p>Już uzgodniliśmy, że znalezienie prawnych spadkobierców właścicieli pochodzenia żydowskiego jest bardzo trudne albo wręcz niemożliwe. To jakie jest wyjście z tego pata?</p> <p>Wyobrażam sobie, że moglibyśmy utworzyć jakiś fundusz, na rzecz którego wpływałyby środki z różnych źródeł. Z budżetu państwa, z donacji prywatnych, ale również na przykład z dochodów, które płyną z użytkowania pożydowskiego mienia. Te pieniądze można by przeznaczyć choćby na edukację historyczną, na upamiętnienie tych ludzi, którzy byli obywatelami Rzeczypospolitej, pracowali dla niej, tworzyli, płacili podatki, a którzy w wyniku wojennej pożogi zostali zgładzeni. Pamięć o nich nie może być zamazywana z powodu politycznych sporów. Z tego funduszu, choćby symbolicznego, moglibyśmy zacząć tworzyć chociażby zbiór judaików. Muzeum Polin jest dobrym początkiem takiego działania, ale nie może być tak, że jest ono jedyne.</p> <p>Sądzi pan, że utworzenie takiego, jak pan mówi, symbolicznego funduszu zaspokoiłoby ambicje i roszczenia Izraela?</p> <p>Nie mogę się wypowiadać w imieniu rządu Izraela, mogę mówić tylko w moim własnym imieniu.</p> <p>Występuje pan w wielu sprawach, w których chodzi o zwrot majątku pożydowskiego. Ciekawa jestem, jak one przebiegają. Czy np. sądy są bardziej czy mniej skłonne przyznawać prawa do restytucji czy też odszkodowań spadkobiercom o żydowskim rodowodzie niż innym?</p> <p>Muszę panią uspokoić – wszyscy są traktowani równo, czyli źle. Sprawy trwają latami, a ostatnio, na skutek działania komisji reprywatyzacyjnej, obserwuję pewną wzmożoną ostrożność, żeby nie powiedzieć lęk, przed wydawaniem orzeczeń. Rozumiem, że nakłada się na to część spraw, w których wyroki były obarczone oczywistymi błędami, niemniej skutkuje to przewlekłością w załatwianiu kwestii, które są oczywiste i proste do rozstrzygnięcia. </p> <p>Pomogłaby ustawa reprywatyzacyjna, o której mówi się od wielu lat, ale żadna z ekip rządzących nie odważyła się jej wprowadzić. Bo za wiele pieniędzy poszłoby na nią z budżetu państwa. Ten rząd także pracuje nad tymi kwestiami, ale efektów brak. </p> <p>I może dobrze, bo gdyby to procedowane prawo weszło w życie, oznaczałoby nacjonalizację resztek praw i ewentualnych roszczeń, które można dziś mieć do grabieży, jaka dokonała się za czasów komuny. Nikt niczego by nie odzyskał, w najlepszym razie musiałby się zadowolić 20-procentowym odszkodowaniem za majątek, który mu zabrano. A to tylko projekt, za chwilę się okaże, że to odszkodowanie nie będzie większe niż 2 proc. wartości zagrabionego mienia. </p> <p>Pan wciąż, słusznie zresztą, podnosi kwestie prawne dotyczące zwrotu majątków zagrabionych dekretem Bieruta. Ale w tej sprawie nie sposób ominąć emocji, także historycznych i politycznych. Dlaczego o sprawach, które – wydawałoby się – można rozstrzygnąć, stosując odpowiednie paragrafy, Polska i Izrael mówią w zupełnie różnym tonie?</p> <p>O błędach związanych z naszą legislacją już powiedziałem. Ale prawo nie działa w próżni społecznej. Pyta pani o różnice w narracji. Moim zdaniem jest na to prosta odpowiedź. Żydzi, którzy przeżyli Zagładę, także dzięki temu, że Polacy ich ukrywali, zapamiętali swój strach. Oni nie widzieli na oczy Niemców, widzieli Polaków. Rozmawiali z Polakami, a nie z Niemcami. Ci, którzy spotkali się z Niemcami, nie przeżyli, zostali zamordowani. Więc nie mogli przenieść swojej opowieści na przyszłe pokolenia. Za to ocaleńcy zapamiętali to, że Polak prosił, aby zachowywali się cicho, a potem przenosił ich do innej kryjówki nie dlatego, iż się bał, że niemieckie służby specjalne wyśledzą, że ukrywa Żydów, ale że sąsiedzi doniosą, że to robi... Paradoksalnie – narracja ocalonych przez Polaków Żydów, którzy zapamiętali swój strach i przekazali go następnym pokoleniom, rzutuje na to, w jaki sposób jesteśmy postrzegani i oceniani dziś przez obywateli Izraela. </p> <p>Jestem to w stanie – po ludzku, empatycznie – zrozumieć. Ale to nie rozwiązuje problemu na gruncie prawnym.</p> <p>Dla mnie odpowiedź jest prosta: zróbmy symboliczny ukłon w kierunku naszych braci wyznania mojżeszowego, których zamordowano na terenie Polski, upamiętnijmy ich. A jeśli chodzi o sprawy majątkowe, to stwórzmy takie regulacje, które nie będą dyskryminować nikogo pod względem rasowym. Właścicielom należą się równe prawa. I państwo powinno je chronić.&#160;</p> <p>Moglibyśmy utworzyć fundusz, na rzecz którego wpływałyby środki z różnych źródeł. Z budżetu państwa, z donacji prywatnych czy dochodów z użytkowania pożydowskiego mienia. Te pieniądze można by przeznaczyć na upamiętnienie ludzi, którzy byli obywatelami Rzeczypospolitej, pracowali dla niej, tworzyli, płacili podatki, a którzy w wyniku wojennej pożogi zostali zgładzeni</p> ]] Przepisy o dziedziczeniu, wywodzące się jeszcze z czasów II Rzeczypospolitej, a nawet ponapoleońskich, nie były obmyślone na coś takiego jak Holokaust. Tego żaden ustawodawca nie był w stanie przewidzieć.]]> Skargę do sądu można wysłać elektronicznie, ale i tak liczy się data jej wydrukowania https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1399104,skarga-elektroniczna-ale-i-tak-trzeba-wydrokowac-wydrukowania.html 2019-02-23T08:00:00Z &lt![CDATA[ <p>Sprawa dotyczyła podatku dochodowego od osób prawnych za 2012 r. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej uchylił w całości zaskarżoną decyzję organu I instancji i określił spółce zobowiązane podatkowe. Decyzja została odebrana przez pełnomocnika skarżącej spółki 11 grudnia 2018 r.</p><p>10 stycznia 2019 r., dokładnie o godzinie 21.25 firma reprezentowana przez doradcę podatkowego wysłała pismo do organu odwoławczego, za pośrednictwem platformy elektronicznej ePUAP. Dokument, wraz ze skargą na decyzję miał trafić do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie. Skarga została opatrzona podpisem elektronicznym, zweryfikowanym przez organ 11 stycznia 2019 r. A jak wynikało z adnotacji urzędniczej na przesłanym dokumencie, datowanym na 9 stycznia 2019 r. - skarga została wydrukowana przez pracownika organu 11 stycznia 2019 r. o godzinie 7.55.</p><p>Organ przesłał do WSA skargę tradycyjną pocztą oraz wniósł o jej odrzucenie, z uwagi na uchybienie terminu do wniesienia skargi. 15 lutego 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie odrzucił skargę oraz zwrócił wpis sądowy.</p><p>Wyjaśnił, że badanie merytorycznej zasadności skargi poprzedza sprawdzenie jej wymagań formalnych, w tym zachowania ustawowego terminu do wniesienia skargi, przewidzianego w ustawie Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi.</p><p>WSA pouczał, że skargę wnosi się w terminie trzydziestu dni od dnia doręczenia skarżącemu rozstrzygnięcia w sprawie. Spółka odebrała decyzję 11 grudnia 2018 r., zatem trzydziestodniowy termin na wniesienie skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego, liczony począwszy od 12 grudnia 2018 r., upływał 10 stycznia 2019 r.</p><p>W sprawie istotną okolicznością jest to, że pełnomocnik firmy przesłał skargę do organu za pośrednictwem platformy e-PUAP - 10 stycznia 2019 r., przy czym skarga została pobrana ze skrzynki pocztowej organu i wydrukowana przez pracownika organu w dniu 11 stycznia 2019 r.Tu należy pamiętać uchwałę Naczelnego Sądu Administracyjnego o sygn. akt I OPS 10/13 stanowiącej, że nie jest dopuszczalne wniesienie do sądu pisma opatrzonego bezpiecznym podpisem elektronicznym w tym także za pośrednictwem organu administracji publicznej, za pomocą środków komunikacji elektronicznej.</p><p>W takiej sytuacji najwcześniejszą datą, w której pismo nadane drogą elektroniczną może być uznane za wniesione do sądu, jest data jego wydrukowania (postanowienie NSA I OZ 268/16)</p><p>Wówczas dopiero wtedy pismo uzyskuje wymiar materialny, a więc przyjmuje cechy pisma tradycyjnego. Wykonany wydruk należy, jako pismo wpływające do sądu, oznakować pieczęcią (tzw. prezentatą) oraz podpisem pracownika przyjmującego pismo, ze wskazaniem sądu, daty i godziny wpływu oraz liczby załączników. Miarodajny jest zatem rzeczywisty czas wydrukowania, gdyż wtedy zapis elektroniczny uzyskuje swą zmaterializowaną tradycyjną, papierową formę </p><p>I SA/Sz 132/19 - postanowienie WSA w Szczecinie</p> ]] Ustalając datę doręczenia skargi wysłanej elektronicznie należy brać pod uwagę jedynie rzeczywisty czas wydrukowania, gdyż wtedy zapis elektroniczny uzyskuje swą zmaterializowaną tradycyjną, papierową formę – stwierdził w wyroku WSA.]]> Pozew o alimenty. Jakie dokumenty należy do niego dołączyć? [LISTA] https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1398746,pozew-o-alimenty-jakie-dokumenty-dolaczyc.html 2019-02-22T18:30:00Z &lt![CDATA[ <p>Na załączniki do pozwu o alimenty składają się przede wszystkim zaświadczenia o sytuacji materialnej obydwu rodziców oraz wskazujące na koszty związane z utrzymaniem dziecka. Niezbędne są także dokumenty dotyczące sytuacji rodzinnej obu stron, tj. odpis aktu urodzenia dziecka czy małżeństwa.</p><p>Lista załączników do pozwu o alimenty</p>odpis aktu urodzenia dziecka (skrócony w przypadku dziecka pochodzącego ze związku małżeńskiego, zupełny w odniesieniu do dziecka pochodzącego ze związku pozamałżeńskiego),odpis aktu małżeństwa, ewentualnie odpis wyroku rozwodowego, separacyjnego czy poprzedniego wyroku w sprawie o alimenty między stronami,zaświadczenia o wysokości zarobków albo zaświadczenie o tym, że jest się osobą bezrobotną, decyzje o przyznanych zasiłkach i świadczeniach z opieki społecznej (należy wskazać również dochody drugiej strony),zaświadczenia wskazujące na wysokość kosztów utrzymania dziecka, np. wydatki szkolne, wyżywienie, kultura i rozrywka, zajęcia pozalekcyjne uzależnione od zainteresowań czy predyspozycji dziecka, zajęcia sportowe itp.,stosowne zaświadczenia od lekarza specjalisty, np. potwierdzające alergię, konieczność zajęć korekcyjno-ruchowych, rehabilitacji, uczęszczania na basen itp.,zaświadczenia o zajęciach dodatkowych dziecka oraz ponoszonych z ich tytułu opłatach, np. korepetycje, kurs języka obcego, zajęcia plastyczne, szkoła muzyczna, siłownia, zajęcia teatralne, szkoła tańca itp.,rachunki, opłaty związane z utrzymaniem domu/mieszkania, w którym dziecko mieszka, np. czynsz, energia, gaz, woda etc.,faktury i rachunki za rzeczy zakupione dla dziecka, np. ubrania, książki, leki itp.,inne dokumenty, jeśli mogą okazać się istotne przy ustalaniu wysokości alimentów.<p>Zarówno wszystkie powyższe dokumenty, jak i pozew należy złożyć w dwóch egzemplarzach – jeden dla sądu, drugi dla strony pozwanej. </p> ]] Do pozwu o alimenty należy dołączyć dokumentację, która pozwoli sądowi ustalić potrzeby uprawnionego oraz finansowe możliwości zobowiązanego. Od nich bowiem zależy wysokość świadczeń alimentacyjnych. Poniżej przedstawiamy listę niezbędnych załączników do pozwu o alimenty.]]> Rada Warszawy za bonifikatą przy przekształceniu użytkowania wieczystego gruntów pod garażami https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1399283,rada-warszawy-za-bonifikata-przy-przeksztalceniu-uzytkowania-wieczystego-gruntow-pod-garazami.html 2019-02-21T22:02:00Z &lt![CDATA[ <p>Za uchwałą w tej sprawie głosowało 47 radnych, nikt nie był przeciw, ani nie wstrzymał się od głosu.</p> <p>Rada miasta w czwartek zebrała się na nadzwyczajnej sesji zwołanej na wniosek PiS. Radni tej formacji przygotowali projekt uchwały doprecyzowujący, że 98-proc. bonifikata przy przekształceniu użytkowania wieczystego we własność dotyczy nie tylko mieszkań, ale też garaży.</p> <p>Wnioskodawca Wiktor Klimiuk (PiS) mówił, że jakiś czas temu udało się uchwalić bonifikatę 98-proc., ale pojawiły się wątpliwości, czy grunty pod garażami również podlegają bonifikacie. W uzasadnieniu uchwały opowiedziano się za "rozwianiem wątpliwości i objęciem bonifikatą wszystkich nieruchomości związanych z celami mieszkalnymi".</p> <p>"Z jednej strony możemy być zadowoleni, gdyż po nowelizacji ustawy, udało się na nasz wniosek wywalczyć bonifikatę na miejsca postojowe oraz garaże. Od teraz one również będą objęte bonifikatą 98 i 99 proc. Niestety PO nie zgodziła się już na objęcie bonifikatą innych obiektów takich jak komórki lokatorskie, drogi dojazdowe, ogródki przydomowe, które są odrębnymi nieruchomościami" – powiedział po głosowaniu PAP Klimiuk.</p> <p>Wiceprzewodniczący rady miasta Dariusz Figura (PiS) dodał, że według deklaracji władz ratusza, dzielnice powinny przekształcać również komórki lokatorskie z taką samą bonifikatą jak lokale mieszkalne pod warunkiem, że są położone na tej samej nieruchomości.</p> <p>"Problem jest jeżeli komórka lokatorska czy miejsce postojowe jest np. w innym budynku, czyli jest to już inna nieruchomość. W tej sprawie składaliśmy wniosek mniejszości, ale on został odrzucony przez PO" – powiedział Figura.</p> <p>Mariusz Frankowski (KO) mówił podczas sesji, że jego klub popiera uchwałę wprowadzającą zapisy noweli ustawy ws. przekształcenia użytkowania wieczystego i wprowadzenie bonifikaty w przypadku miejsc postojowych i garaży.</p> <p>Mówił natomiast w imieniu radnych KO, że nie może poprzeć wniosku mniejszości zgłoszonego przez PiS, ponieważ został on dostarczony "troszkę późno" i nie ma stanowiska prawnego.</p> <p>"Jeżeli tylko, i zgłoszę to jako przewodniczący komisji rozwoju gospodarczego i cyfryzacji, te zapisy będą zgodne z tym, co miał na myśli ustawodawca i zostaną poparte opiniami prawnymi, zgłosimy to na komisji jako poprawkę do uchwały" – zadeklarował Frankowski.</p> <p>Na sesji wiceprezydent Robert Soszyński przedstawiał też informację nt. przygotowania urzędu miasta i urzędów dzielnic do przeprowadzenia przekształcenia użytkowania wieczystego.</p> <p>Wiceprezydent mówił, że informacje ws. uzyskania bonifikaty można uzyskać na stronach internetowych miasta, na stronach dzielnicowych Wydziałów Obsługi Mieszkańców, a także na miejscu w urzędach dzielnic. "Jestem absolutnie przekonany, że ta informacja jest szeroka, powszechnie dostępna i jednolita" – powiedział Soszyński.</p> <p>Mówił, że miasto chce "uporać się" ze sprawami związanymi z przekształceniem użytkowania wieczystego we własność i bonifikaty w ciągu 12 miesięcy od daty 1 kwietnia br. "Są przygotowane jednolite i obowiązujące w całym mieście wzory dokumentów, w tym wszystkich niezbędnych wniosków" – powiedział Soszyński.</p> <p>Podkreślał, że mieszkańcy najpierw powinni otrzymać zaświadczenie o tym, że nieruchomość uległa przekształceniu, dopiero potem miasto przyjmuje wniosek o ustalenie bonifikaty.</p> <p>Większość rady nie poparła na sesji drugiego projektu uchwały PiS w sprawie składania przez prezydenta m.st. Warszawy sprawozdań z postępów prac nad przekształceniem użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości.</p> <p>Pod koniec grudnia ub. roku Rada Warszawy przywróciła 98-proc. bonifikatę przy przekształceniu prawa użytkowania wieczystego we własność.</p> <p>12 lutego prezydent podpisał nowelizację o ustawy o gospodarce nieruchomościami oraz ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów. Nowelizacja ujednolica zasady dotyczące udzielania bonifikat na przekształcenie gruntów pod garażami i miejscami postojowymi. Samorządom daje możliwość udzielenia bonifikaty na przekształcenie gruntów pod garażami, czy miejscami postojowymi w sposób jednoznaczny, natomiast na gruntach Skarbu Państwa takie bonifikaty będą wynikały wprost z ustawy.&#160;</p> ]] 98-proc. bonifikata będzie przysługiwała również przy przekształceniu użytkowania wieczystego we własność gruntów pod garażami – zdecydowali w czwartek stołeczni radni. Tym samym doprecyzowali przepisy dot. bonifikaty.]]> Komisja finansów za prezydenckim projektem noweli w sprawie wsparcia kredytobiorców https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1399221,projekt-noweli-w-sprawie-wsparcia-kredytobiorcow.html 2019-02-21T18:24:00Z &lt![CDATA[ <p>Projekt przyjęto pod nieobecność przedstawicieli tzw. frankowiczów, którzy wcześniej opuścili posiedzenie komisji.</p> <p>Podsumowując prace przewodniczący komisji finansów publicznych Andrzej Szlachta (PiS) dziękował posłom i ministrom za zaangażowanie. "Mimo różnicy w niektórych obszarach myślę, że przyjęcie tego projektu jest takim pierwszym krokiem, aby pochylić nad sytuacją kredytobiorców" - ocenił Szlachta.</p> <p>Zanim komisja rozpatrzyła projekt, odrzuciła wniosek Pauliny Hennig-Kloski (N), by wystąpić do MSZ o opinię, czy zmiany są zgodne z prawem unijnym, czy nie powinny być notyfikowane Komisji Europejskiej, bowiem - jak mówiła - do KE wpłynęła skarga na tę ustawę. "Banki grożą sądami arbitrażowymi (...). Ciąży nad nami widmo odszkodowań" - ostrzegła. </p> <p>Przeciwny wnioskowi był Janusz Szewczak (PiS), który tłumaczył, że nie słyszał o skardze do KE. "Deutsche Bank ma - moim zdaniem - poważniejsze problemy niż ustawa frankowa w Polsce" - ocenił. </p> <p>Wiceminister finansów Piotr Nowak zapewnił, że przygotowując stanowisko rządu do proponowanych zmian MSZ nie zgłaszało uwag, a przedstawiane obecnie argumenty były wówczas znane. </p> <p>"Nie zmienił się zakres przedmiotowy ustawy (...), zupełnie nietrafne jest mówienie o jakiejkolwiek - w cudzysłowie - notyfikacji" - mówił minister w Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha. Jego zdaniem do tego nie ma żadnych podstaw. "Przesłanie listu przez kogokolwiek trudno uznać za uruchomienie jakiejkolwiek procedury przez uprawniony podmiot" - zaznaczył. </p> <p>"Nie ma żadnego listu czterech ambasadorów. Mamy maila, który jest mailem wysłanym z ambasady, gdzie mamy skan, który pewnie jest opatrzony oryginalnymi podpisami dwóch ambasadorów i dwóch charge d'affaires ad interim" - powiedział.</p> <p>Wniosek do MSZ poparła Krzystyna Skowrońska (PO), a jej kolega klubowy Jarosław Urbaniak ocenił, że list czterech ambasadorów "to poważny problem dyplomatyczny". </p> <p>Natomiast Tadeusz Cymański (PiS) wyraził przekonanie, że jeżeli dojdzie do formalnego kwestionowania ustawy, to zostanie ona obroniona.</p> <p>Dyskusję wzbudziła regulacja przewidująca, że środki wpłacone przez bank na subfundusz Funduszu Konwersji, które nie zostaną przez danym bank wykorzystane do konwersji, będą mogły być wykorzystane na wsparcie konwersji dokonywanej przez inne banki. Przedstawiciel Konfederacji Lewiatan bezskutecznie apelował o wstrzymanie procedowania projektu, gdyż jego zdaniem przepis taki powinien być notyfikowany do KE. </p> <p>Niezadowoleni z przebiegu obrad byli przedstawiciele frankowiczów. Zarzucali przewodniczącemu, że nie dopuszcza ich do głosu, a pozwala na składanie poprawek reprezentantom sektora bankowego. W proteście opuścili obrady komisji. "Widzimy tutaj większą rozgrywkę polityczną, niż zajmowanie się dobrem konsumentów, których my tu reprezentujemy" - tłumaczyli. </p> <p>"Będziecie mogli się dogadywać z banksterami" - skomentowała wiceprezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu Barbara Husiew. W komunikacie przesłanym PAP stowarzyszenie zapowiedziało, że złoży skargę na przewodniczącego komisji do marszałka Sejmu.</p> <p>Minister Mucha tłumaczył, że banki będą miały interes w tym, aby proponować konwersję, bowiem dzięki temu ich składki na fundusz konwersji będą niższe. "Nie mam żadnych wątpliwości, że ta motywacja będzie" - zaznaczył. </p> <p>"Mechanizm de facto jest presją, jest zachętą (...), przymusza banki: albo wydasz to swoim, albo inni to wezmą" - tłumaczył Cymański. </p> <p>Przedstawiciele sektora bankowego protestowali przeciw przepisowi, który przewiduje, że w przypadku gdy kredytobiorca, bez opóźnienia w spłacie, dokona spłaty 100 rat, pozostałą część rat zwrotu wsparcia lub pożyczki na spłatę zadłużenia umarza się. Proponowali usunięcie tej regulacji. </p> <p>"Ten automatyzm, który jest tutaj przewidziany ma charakter przepisu demoralizującego, sprowadza się do rozdawnictwa cudzych pieniędzy, naszych pieniędzy, klientów pieniędzy (...) bez spełnienia jakichkolwiek kryteriów socjalnych" - mówił wiceprezes ZBP Jerzy Bańka. </p> <p>Przed głosowaniem stanowiska komisji w sprawie projektu Skowrońska powiedziała, że problem, którego dotyczy projekt związany jest z ryzykiem kursowym - powstał w latach 2005-2007, kiedy mieliśmy do czynienia z dużym popytem na kredyty walutowe. "Mamy wiele zastrzeżeń. Jak powiedzieli przedstawiciele strony społecznej, nie rozwiązuje on (projekt - PAP) problemu, a stwarza dodatkowe pytania. Dzisiaj się wstrzymamy od głosu" - powiedziała Skowrońska. </p> <p>Cymański wyraził zadowolenie z braku sprzeciwu PO, oceniając, że jest to "delikatna zapowiedź czegoś większego". "Myślę, że ustawa będzie przyjęta w Sejmie przez wszystkie kluby. Mam nadzieję, zostawmy przeszłość i spory polityczne" - apelował.</p> <p> </p> <p>Także Hennig-Kloska oświadczyła, że wstrzyma się od głosu, zastrzegając, że w projekcie jest szereg przepisów, z którymi się nie zgadza. Zapowiedziała jednak złożenie poprawek w drugim czytaniu. </p> <p>Podsumowując prace przewodniczący komisji finansów publicznych Andrzej Szlachta (PiS) dziękował posłom i ministrom za zaangażowanie. "Mimo różnicy w niektórych obszarach myślę, że przyjęcie tego projektu jest takim pierwszym krokiem, aby pochylić się nad sytuacją kredytobiorców" - ocenił Szlachta.</p> <p>Wcześniej nad projektem pracowała podkomisja, która zaakceptowała 23 poprawki zaproponowane przez jej szefa Tadeusza Cymańskiego (PiS). Były one uzgodnione z rządem i Kancelarią Prezydenta. Jedna z nich zakłada, że z obowiązku płacenia składek na tzw. Fundusz Konwersji zostaną wyłączone banki znajdujące się w postępowaniu naprawczym. Większość poprawek miała charakter legislacyjny i doprecyzowujący. Zgodnie z nimi zmieniono stosowany w projekcie termin "restrukturyzacja" na termin "konwersja" - w jej świetle Fundusz Restrukturyzacji miałby być przemianowany na Fundusz Konwersji. Określono również termin wejścia w życie ustawy na 1 lipca 2019 roku.</p> <p>W sierpniu 2017 roku prezydent złożył w Sejmie projekt nowelizacji ustawy z 2015 roku o wsparciu kredytobiorców, znajdujących się w trudnej sytuacji, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy. To jedyny projekt dotyczący frankowiczów, który dotąd został uchwalony - w niedawnej głośnej noweli niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem nadzoru (tzw. ustawie o KNF) znalazły się także artykuły, przedłużające funkcjonowanie Funduszu Wsparcia Kredytobiorców (zgodnie z ustawą z 2015 roku miał działać tylko do końca 2018 roku).</p> <p>Rozpatrywany obecnie prezydencki projekt rozszerza działanie tego funduszu. Zakłada m.in. dwukrotne podniesienie minimum dochodowego umożliwiającego wnioskowanie o wsparcie. Zgodnie z propozycją, byłaby to sytuacja, gdy koszty kredytów przekraczają 50 proc. dochodów (dotąd było 60 proc.). Ponadto zwiększona miałaby zostać wysokość możliwego comiesięcznego wsparcia z 1,5 tys. do 2 tys. złotych, wydłużony okres możliwego wsparcia z 18 do 36 miesięcy (co w sumie dawałoby kwotę 72 tys. zł) oraz wydłużony okres bezprocentowej spłaty otrzymanego z Funduszu Wspierającego z 8 do 12 lat. Możliwe byłoby także umorzenie części zobowiązań z tytułu wsparcia, szczególnie w sytuacji regularnego spłacania rat.</p> <p>Pieniądze z Funduszu Wspierającego miałyby służyć wszystkim kredytobiorcom, zarówno złotowym, jak i walutowym. Z myślą o tych ostatnich projekt wprowadza natomiast inny fundusz - Fundusz Restrukturyzacyjny (po przyjęciu poprawek - Fundusz Konwersji).</p> <p>Miałby on zostać utworzony z wpłacanych kwartalnie składek banków, uzależnionych od wielkości ich własnych portfeli kredytów denominowanych i indeksowanych (maksymalnie 0,5 proc. wartości bilansowej portfela kredytów podlegających restrukturyzacji). Banki, które zdecydowałyby się "odwalutowywać" kredyty odnoszone do walut obcych, będą mogły liczyć na zwrot różnic bilansowych między wartością kredytów przed i po restrukturyzacji (konwersji). "Kredytodawcy nie poniosą większego obciążenia niż ok. 3,2 mld zł rocznie" - napisano w uzasadnieniu do projektu. </p> <p>Oba Fundusze - Wspierający i Konwersji - byłyby elementami Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Rachunki obu funduszy prowadziłby Bank Gospodarstwa Krajowego i on dokonywałby wypłat.</p> ]] Sejmowa komisja finansów opowiedziała się w czwartek za prezydenckim projektem nowelizacji ustawy o wsparciu kredytobiorców w trudnej sytuacji. Opozycja wstrzymała się od głosu.]]> Jest zgoda w sprawie przepisów ograniczających handel nielegalnymi papierosami https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1399202,jest-zgoda-w-sprawie-przepisow-ograniczajacych-handel-nielegalnymi-papierosami.html 2019-02-21T17:34:00Z &lt![CDATA[ <p>Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych dostosowuje prawo krajowe do dyrektywy 2014/40/UE. Zawiera on przepisy zobowiązujące producentów lub importerów wyrobów tytoniowych, przeznaczonych na polski rynek, do wystąpienia o niepowtarzalny identyfikator oraz o stosowanie odpowiedniego zabezpieczenia, które mają służyć do monitorowania pochodzenia wyrobów tytoniowych, co umożliwi sprawdzenie, czy pochodzą one z legalnego źródła.</p> <p>Poseł Anna Kwiecień z PiS-u podkreśliła, że podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia projekt nie wzbudził żadnych kontrowersji. "Projekt został przyjęty jednogłośnie, w związku z tym proszę wysoki Sejm o uchwalenie niniejszej ustawy" – powiedziała.</p> <p>Krzysztof Szulowski z PiS-u wyjaśnił, że nowelizacja ma m.in. na celu ograniczyć sprzedaż wyrobów tytoniowych nielegalnego pochodzenia, przez co wpłynie na podniesienie bezpieczeństwa w dziedzinie używania wyrobów tytoniowych.</p> <p>Beata Małecka-Libera, występując w imieniu klubu Platforma Obywatelska-Koalicja Obywatelska, oceniła, że projekt nie budzi żadnych wątpliwości. "Jest to doprecyzowanie pewnych przepisów, wynikające z prawa unijnego. (…) Jedyna wątpliwość jest taka, że Komisja Europejska przyjęła go w 2015 r., a my dopiero w tej chwili go przyjmujemy" – powiedziała. Zapewniła, że jej klub będzie głosował za nowelizacją ustawy.</p> <p>Jan Łopata z klubu PSL i Unii Europejskich Demokratów ocenił, że przepisy te należy jak najszybciej wprowadzić w życie. Zapowiedział, że klub poprze projekt nowelizacji.</p> <p>Jerzy Kozłowski z Kukiz’15, choć również zapewnił o poparciu dla noweli, to jednak złożył poprawkę polegającej na czasowym wyłączeniu odpowiedzialności karnej tych podmiotów, które nie zdążą – nie z własnej winy – z przygotowaniem się do realizacji nowych przepisów.</p> <p>Projekt przewiduje, że w celu zapewnienia, że do obrotu nie będą wprowadzane wyroby niezgodne z ustawą lub wobec których producent lub importer nie dopełnił obowiązków zgłoszenia wyrobów zostały przewidziane sankcje. "Zaproponowano karę do 200 tys. zł grzywny, karę ograniczenia wolności lub obie te kary łącznie, co jest zgodne z sankcjami przewidzianymi w ustawie za podobne przestępstwa" – czytamy w uzasadnieniu projektu.</p> <p>Wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko wyjaśniła, że czasowe wyłączenie odpowiedzialności karnej jest niemożliwe, gdyż została ona zapisana w dyrektywie KE.</p> <p>W związku z tym, że złożono poprawkę do projektu, został on skierowana do rozpatrzenia przez komisję zdrowia.</p> <p>Projekt nowelizacji przewiduje, że Państwowa Inspekcja Sanitarna będzie miała prawo poboru próbek papierosów w miejscach ich produkcji. Obecnie są one pobierane przez producentów, czyli przez podmioty kontrolowane, co rodzi wątpliwości dotyczące przestrzegania przez nich norm jakościowych.</p> <p>Próbki będą pobierane jedynie przez 6 państwowych powiatowych inspektorów sanitarnych, którzy mają w swojej właściwości miejscowej przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją papierosów (chodzi o stacje w powiatach: augustowskim, grójeckim, poddębickim, poznańskim, radomskim oraz dla miasta Kraków). Celem tego rozwiązania jest ciągła weryfikacja maksymalnego poziomu wydzielanych substancji smolistych, nikotyny i tlenku węgla w dymie papierosowym.&#160;</p> ]] Kluby i koła parlamentarne zapowiedziały głosowanie za uchwaleniem przepisów mających ograniczyć handel nielegalnymi papierosami. W czwartek odbyło się drugie czytanie rządowego projektu nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu.]]> Sejm: Podkomisja zajmie się reformą postępowań cywilnych https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1399166,projekt-zmian-kodeksu-postepowania-cywilnego.html 2019-02-21T15:26:00Z &lt![CDATA[ <p>Pierwsze czytanie tego rządowego projektu odbyło się w środę. Projekt po sejmowej debacie trafił do komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach, która w czwartek przekazała go do stałej podkomisji zajmującej się nowelizacjami prawa cywilnego.</p> <p>"Projekt jest pokaźny. Myślę, że czeka nas kilka dni wytężonej pracy" - ocenił przewodniczący sejmowej komisji i jednocześnie szef podkomisji Arkadiusz Mularczyk (PiS). Jak przekazał, posiedzenia podkomisji wyznaczono na 6 i 7 marca - będą to zapewne posiedzenia całodzienne.</p> <p>Propozycja MS zakłada m.in., że pozwany w procesie cywilnym będzie zobowiązany do tego, by jeszcze przed rozpoczęciem postępowania pisemnie odnieść się do zarzutów z pozwu. Ponadto sprawa w sądzie cywilnym ma rozpoczynać się od posiedzenia przygotowawczego. Projekt zakłada też skrócenie terminów rozpraw. Zgodnie z projektem przyspieszeniu postępowań ma służyć także rozszerzenie możliwości składania zeznań na piśmie, co będzie dotyczyć stron postępowania i świadków, którzy nie mogą stawić się na rozprawę, np. ze względu na pobyt za granicą.</p> <p>Do najważniejszych założeń projektu nowelizacji należy m.in. reguła, zgodnie z którą w mniej skomplikowanych sprawach cywilnych ma być tylko jedna rozprawa, na której zapadnie wyrok. "Temu ma służyć wprowadzenie posiedzenia przygotowawczego i obowiązku pisemnej odpowiedzi na pozew" - czytamy w projekcie.</p> <p>Propozycja MS zakłada też, że pozwany w procesie cywilnym będzie zobowiązany, by jeszcze przed rozpoczęciem postępowania pisemnie odnieść się do zarzutów z pozwu. Według resortu, pozwoli to sędziemu na sprawne przygotowanie planu rozprawy i wcześniejsze wezwanie stron do uzupełnienia dowodów.</p> <p>Projekt zakłada również skrócenie terminów rozpraw. MS zaproponowało, że jeśli ogłoszenie wyroku w procesie cywilnym nie będzie możliwe już na pierwszej rozprawie, to sędzia na posiedzeniu przygotowawczym będzie zobowiązany od razu wyznaczyć kilka następujących bezpośrednio po sobie terminów rozpraw. Zdaniem resortu pozwoli to uniknąć wielomiesięcznych przerw między rozprawami.</p> <p>Zmiany mają też prowadzić do wyeliminowania praktyk polegających na niekończącym się składaniu zażaleń w tych samych sprawach, mimo że sąd je odrzuca. Zgodnie z propozycją MS, zażaleniom zmierzającym w oczywisty sposób jedynie do zwłoki nie będzie nadawało się normalnego biegu, a w szczególności nie spowodują one wstrzymania biegu postępowania.</p> <p>Według resortu, usprawnieniu procedur służyć ma także zwięzłość uzasadnień wyroków. Projekt przewiduje, że sędziowie nie będą musieli przepisywać treści zeznań i dokumentów z akt sprawy ani cytować orzeczeń Sądu Najwyższego - wystarczy zarysowanie istoty problemu.</p> <p>Ponadto w projekcie zrezygnowano z wymogu odczytywania wyroku w sytuacji, gdy nikt tego ogłoszenia nie słucha – czyli w sytuacji, gdy na ogłoszenie wyroku nikt się nie stawił.</p> <p>Podczas środowej sejmowej debaty nad projektem przedstawiciele klubów PiS, PO-KO, i Nowoczesnej opowiedzieli się za dalszymi pracami, natomiast reprezentanci klubów PSL-UED i Kukiz'15 nie zabrali głosu w dyskusji.</p> <p>Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak mówił, że zasadniczym celem projektu jest usprawnienie i przyspieszenie sądowego postępowania w sprawach cywilnych. Zaznaczył, że "sprawność i szybkość postępowań w sprawach cywilnych nie jest satysfakcjonująca w proporcji do zaangażowanych środków, a przede wszystkim nie spełnia oczekiwań społecznych". (PAP)</p> <p>autor: Marcin Jabłoński</p> <p>mja/ godl/</p> ]] Do sejmowej podkomisji trafił w czwartek obszerny projekt zmian Kodeksu postępowania cywilnego, których celem jest reforma postępowań cywilnych - jak zapowiada resort sprawiedliwości chodzi m.in. o ich przyspieszenie. Posiedzenia podkomisji wyznaczono w początkach marca.]]> Iustitia: Przyjęcie raportów nie oznacza pozytywnej oceny pracy prezesów sądów https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1399140,przyjecie-raportow-nie-oznacza-pozytywnej-oceny-prezesow-sadow.html 2019-02-21T12:58:00Z &lt![CDATA[ <p>Sędziowie pozytywnie oceniają zmiany kadrowe – zapewniło w czwartek Ministerstwo Sprawiedliwości, powołując się na w większości pozytywne opinie sędziów o rocznych raportach z działalności sądów rejonowych. "Zmiany kadrowe, których celem było usprawnienie pracy sądów, sprawdzają się. Pozytywnie oceniają je sami sędziowie, o czym świadczą najnowsze informacje roczne o działalności sądów rejonowych. Aż 96 proc. tego rodzaju raportów zostało pozytywnie zaopiniowanych, w tajnym głosowaniu, przez zebrania sędziów" – napisał resort w przesłanym w czwartek komunikacie.</p> <p>MS podkreśliło, że "na 318 sądów rejonowych w Polsce, tylko w 12 sądach (3,8 proc.) informacje roczne zostały zaopiniowane negatywnie". Według ministerstwa "świadczy to o tym, że zmiany zachodzące w polskim sądownictwie są dobrze oceniane przez samych sędziów".</p> <p>"Na podstawie rozmów z sędziami mogę powiedzieć, że w większości sądów sędziowie uznali, że jest to głosowanie nie oceniające pracę prezesa – bo takiej oceny dokonują ich przełożeni, a nie zgromadzenie sędziów – tylko przyjmujące tę informację bądź nie" – powiedział PAP sędzia Przymusiński.</p> <p>Jak zaznaczył, sędziowie "podeszli do tego w ten sposób, że jeśli nie mają zastrzeżeń do rzetelności danych przedstawionych w informacji, to wyrażają o niej pozytywną opinię". "Pozytywna opinia oznacza, że większość sędziów uznała, iż dane są rzetelne, ale nie oznacza to oceny pracy prezesa sądu" – podkreślił rzecznik Iustitii.</p> ]] Pozytywne opinie gromadzeń sędziów o raportach z działalności sądów nie oznacza pozytywnej oceny pracy prezesów – powiedział rzecznik stowarzyszenia Iustitia Bartłomiej Przymusiński, odnosząc się do komunikatu Ministerstwa Sprawiedliwości.]]> Ministerstwo Sprawiedliwości: Sędziowie pozytywnie oceniają zmiany kadrowe https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1399090,sedziowie-pozytywnie-oceniaja-zmiany-kadrowe.html 2019-02-21T11:08:00Z &lt![CDATA[ <p>"Zmiany kadrowe, których celem było usprawnienie pracy sądów, sprawdzają się. Pozytywnie oceniają je sami sędziowie, o czym świadczą najnowsze informacje roczne o działalności sądów rejonowych. Aż 96 proc. tego rodzaju raportów zostało pozytywnie zaopiniowanych, w tajnym głosowaniu, przez zebrania sędziów" – napisał resort w przesłanym w czwartek komunikacie.</p> <p>MS podkreśliło, że "na 318 sądów rejonowych w Polsce, tylko w 12 sądach (3,8 proc.) informacje roczne zostały zaopiniowane negatywnie". Według ministerstwa "świadczy to o tym, że zmiany zachodzące w polskim sądownictwie są dobrze oceniane przez samych sędziów".</p> <p>Resort dodał, że informacja roczna "to najważniejsze sprawozdanie, w którym ocenia się, czy prezesi sądów dobrze wykonywali swoje obowiązki". Raport zawiera m. in. dane o obsadzie kadrowej sądu i działalności administracyjnej, statystykę spraw, informacje o ewentualnych skargach na opieszałość. Informacja zawiera także ocenę sytuacji sądu oraz opis podjętych i planowanych działań.</p> <p>Informację sporządza prezes, a opiniuje ją zebranie sędziów - wszyscy sędziowie sądu rejonowego. Uchwały zebrania sędziów zapadają bezwzględną większością głosów. Głosowanie jest tajne, jeżeli zażąda tego choć jeden z obecnych członków zebrania.</p> <p>"Ta w pełni przejrzysta procedura jest więc głosowaniem sędziów nad swoistym wotum zaufania dla obecnych prezesów sądów rejonowych. Blisko 70 proc. z nich zostało powołanych od 12 sierpnia 2017 r., na mocy znowelizowanej ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, która jest elementem reformy wymiaru sprawiedliwości"– oświadczył resort.</p> <p>Informacje roczne podlegają ocenie prezesa sądu wyższego rzędu, a informację roczną sporządzoną przez prezesa sądu apelacyjnego ocenia minister sprawiedliwości.</p> ]] Sędziowie pozytywnie oceniają zmiany kadrowe – zapewniło w czwartek Ministerstwo Sprawiedliwości, powołując się na w większości pozytywne opinie sędziów o rocznych raportach z działalności sądów rejonowych.]]> Prezes Zabłocki zostaje (na razie) https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1399007,stanislaw-zablocki-stan-spoczynku.html 2019-02-21T07:55:00Z &lt![CDATA[ <p>Sędzia Zabłocki miał przejść w stan spoczynku 20 lutego br. z powodu zmian, jakie prezydent wprowadził do regulaminu SN (Dz.U. z 2019 r. poz. 274). Na ich skutek prezesi izb utracili kompetencje m.in. do wyznaczania składów orzekających oraz terminów posiedzeń. Ponadto zmiany wymuszą włączenie do orzekania nowych sędziów SN, których status prawny jest podważany przez wielu prawników. Prezes Zabłocki uznał, że nowe regulacje wprowadzą chaos w pracach izby i w efekcie doprowadzą „do głębokiej destrukcji” jej prac oraz „narastania zaległości”. </p><p>We wtorek późnym popołudniem pojawiła się jednak informacja, że Małgorzata Gersdorf, I prezes SN, wskazała inną datę przejścia w stan spoczynku sędziego Zabłockiego. Jej zdaniem powinno do tego dojść dopiero z końcem sierpnia. Decyzja ta została zaakceptowana przez samego zainteresowanego, który wziął pod uwagę „dobro wymiaru sprawiedliwości”. </p><p>O budzących kontrowersje zmianach w regulaminie SN rozmawiamy z Pawłem Muchą, ministrem w Kancelarii Prezydenta RP &gt;&gt;&gt;. </p> ]] Stanisław Zabłocki, prezes Sądu Najwyższego kierujący Izbą Karną nie przeszedł wczoraj w stan spoczynku, jak to miało mieć miejsce. Stanie się to dopiero 31 sierpnia – poinformował Michał Laskowski, rzecznik prasowy SN.]]> Przepisy w końcu wyjaśnią, którędy powinny się poruszać segwaye i elektryczne hulajnogi https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1398996,jak-poruszac-sie-elektryczna-hulajnoga.html 2019-02-21T07:46:00Z &lt![CDATA[ <p>– Mamy dziś wolnoamerykankę. Potrzebna jest jak najszybsza nowelizacja – nie ma wątpliwości prof. Ryszard Stefański, specjalista od prawa ruchu drogowego. Obowiązujący kodeks drogowy nie definiuje bowiem pojazdów o napędzie elektrycznym. W ogóle nie sposób ich podciągnąć pod ustawowy katalog. Dlatego mimo że elektryczne hulajnogi potrafią przemykać nawet z prędkością 30 km/h, to formalnie mają to prawo robić tylko po chodnikach.</p>Bezradni policjanci<p>– W obecnym stanie prawnym osoby, które nimi kierują, są traktowane jak piesi. Nie mogą więc poruszać się ani po jezdni, ani po ścieżce rowerowej. Mają za to prawo przejeżdżać przez przejścia dla pieszych, czego rowerzystom robić nie wolno. Za korzystanie z dróg czy ścieżek dla rowerów policjanci w patrolu teoretycznie mogą dać pouczenie lub wystawić mandat – wyjaśnia nadkomisarz Maciej Święcichowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. I dodaje, że wobec niedostatecznych przepisów jedyne, co mogą robić policjanci, to apelować o rozwagę i wzajemny szacunek na chodniku.</p><p>– Moim zdaniem hulajnogi elektryczne w ogóle nie powinny się poruszać po chodniku, bo stwarzają dla pieszych zbyt duże zagrożenie. I na pewno nie są mniej niebezpieczne niż rowery. Uważam, że należałoby je raczej traktować jak pojazdy mechaniczne, skoro przecież są napędzane silnikiem – przekonuje prof. Stefański. </p><p>Zarówno samorządowcy, jak i zarządcy dróg od dłuższego czasu apelowali do resortu infrastruktury o uwzględnienie w regulacjach nowoczesnych środków komunikacji. Ministerstwo przymierzało się do realizacji ich postulatów już w 2016 r. przy okazji wdrażania do porządku krajowego unijnej dyrektywy w sprawie okresowych badań technicznych pojazdów (2014/45/UE). Projekt ten zakładał wprowadzenie urządzeń transportu osobistego – nowej kategorii mającej objąć nie tylko elektryczne hulajnogi czy segwaye, lecz także deskorolki czy wrotki. Co prawda projekt jest obecnie na etapie prac parlamentarnych, ale przepisy odnoszące się do e-pojazdów ostatecznie z nich wyłączono, gdyż uznano, że wykraczają one poza zakres nowelizacji.</p><p>„Mając na względzie wzrastającą popularność oraz dostępność urządzeń transportu osobistego z napędem elektrycznym (głównie wśród mieszkańców dużych aglomeracji miejskich) i ich udział w ruchu drogowym, a także dostrzegając fakt, że korzystanie z tych urządzeń budzi wątpliwości w zakresie zgodności z prawem, uprzejmie informuję, że regulacje dotyczące wskazanych wyżej urządzeń będą przedmiotem nowelizacji ustawy – Prawo o ruchu drogowym” – wyjaśnia Ministerstwo Infrastruktury w odpowiedzi na interpelację poselską. Resort zastrzega też, że nadal prowadzi w tej sprawie prace analityczne.</p>Po ścieżce rowerowej<p>W założeniu urządzenia transportu osobistego mają obejmować wszelkie sprzęty napędzane siłą mięśni lub za pomocą silnika elektrycznego, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 25 km/h, o szerokości nieprzekraczającej w ruchu 0,9 m, czyli takiej samej jak w przypadku rowerów. Użytkownicy takich pojazdów mieliby już zgodnie z prawem poruszać się po ścieżkach rowerowych, a jeśli jeżdżą z prędkością pieszego – także po chodniku bądź poboczu. W podobny sposób e-hulajnogi czy segwaye są unormowane w wielu innych krajach europejskich. Niektóre – tak jak Wielka Brytania – rozważają umożliwienie osobistym e-pojazdom poruszania się po drogach publicznych, mając nadzieję, że stanie się to zachętą dla rezygnacji z samochodów. Nad podobnym rozwiązaniem pracują włodarze niektórych metropolii, np. Nowego Jorku. </p><p>Brak precyzyjnych zasad poruszania się to jednak niejedyny problem władz miejskich z małymi pojazdami elektrycznymi. Ostatnio zarządców dróg o zawrót głowy przyprawiają bezmyślnie porzucane hulajnogi na minuty należące do firmy Lime. Warszawscy drogowcy w końcu zaczęli rekwirować te, które pozostawiono na chodnikach, uznając, że stanowią one mienie porzucone bądź zagrażające bezpieczeństwu. I zgodnie z uchwałą rady miasta naliczają kary za zajęcie pasa drogowego.&#160;</p> ]] Ministerstwo Infrastruktury zamierza w końcu wyjaśnić w przepisach, którędy powinny się poruszać segwaye i hulajnogi z e-napędem.]]> Jedna zmowa przetargowa – dwa odrębne postępowania i dwie sankcje https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1398995,odpowiedzialnosc-spolek-kary-za-zmowe-przetargowa.html 2019-02-21T07:35:00Z &lt![CDATA[ Milionowe kary<p>Największy problem będą mieli przedsiębiorcy przyłapani na zmowach przetargowych. </p><p>– Spółki będą za to karane finansowo z jednej strony na podstawie ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, a z drugiej na podstawie ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. Mówimy o niebagatelnych kwotach – chodzi o kary w wysokości 10 proc. rocznego obrotu z jednej ustawy oraz 30 mln zł z drugiej – zauważa Mikołaj Piaskowski, radca prawny z zespołu prawa konkurencji kancelarii Baker McKenzie.</p><p>Z jednej strony zmowy przetargowe są zakazane przez art. 6 ust. 1 pkt 7 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 798 ze zm). Zgodnie z tym przepisem zakazane jest uzgadnianie w przetargu warunków składanych ofert. Z drugiej strony, art. 305 kodeksu karnego uznaje taki czyn za przestępstwo, a to oznacza sankcje z ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. Możliwe będą różne konfiguracje. Być może pierwszy postępowanie poprowadzi prezes UOKiK, a po nim osobne zostanie wszczęte przez prokuraturę. Nie można również wykluczyć odwrotnej kolejności. Obydwa postępowania będą także mogły się toczyć w tym samym czasie, zupełnie odrębnie. I obydwa będą mogły zakończyć się nałożeniem kar finansowych za to samo.</p><p>– Ryzyko podwójnej karalności za tę samą zmowę przetargową istnieje także w obecnych przepisach, ale ze względu na to, że są one tak rzadko równolegle stosowane (odpowiedzialność spółki możliwa jest tylko wtedy, gdy skazana najpierw zostanie osoba fizyczna), problem jest bardziej akademicki. Zgodnie z założeniami resortu sprawiedliwości po usunięciu zasady prejudykatu ustawa ma być dużo częściej stosowana, a to sprawi, że teoretyczne dotychczas zagrożenie stanie się jak najbardziej realne – podkreśla Mikołaj Piaskowski.</p>Normy kolizyjne<p>Problem jest o tyle poważniejszy, że od pewnego czasu UOKiK uznaje za czyn nieuczciwej konkurencji już samo utworzenie konsorcjum przez firmy, które mogłyby samodzielnie wystartować w przetargu. Nie chodzi więc już tylko o klasyczne zmowy, gdzie dwóch lub więcej wykonawców rozstawia swe oferty w sposób niekorzystny dla zamawiającego, ale także sytuacje mniej ostre, gdzie przedsiębiorcy całkiem jawnie podejmują współpracę. </p><p>„W sytuacji gdy konsorcjanci mogli wystąpić samodzielnie o pozyskanie zamówienia, uznać należy, że porozumienie zawarte w formie umowy konsorcjum narusza przepisy ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, bowiem przedsiębiorcy, którzy mogliby złożyć indywidualne oferty i efektywnie rywalizować o klienta, wyłączają walkę konkurencyjną na rzecz nieuzasadnionej współpracy” – napisano w uzasadnieniu decyzji UOKiK nr RLU 38/2012.</p><p>Dotychczas takie działanie oznaczało ryzyko nałożenia kary przez prezesa UOKiK. Teraz w grę będzie również wchodzić sankcja z ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych.</p><p>– W mojej ocenie przepisy pozwalające na dwukrotne karanie za ten sam czyn mogą naruszać zasadę ne bis in idem i być tym samym niekonstytucyjne. Jak uniknąć tego zagrożenia? Kompleksowym rozwiązaniem mogłoby być przyjęcie norm kolizyjnych, które przyznawałyby prymat odpowiedzialności wynikającej z ustawy UOKiK lub ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, ewentualnie regulowałyby karanie na podstawie każdej z tych ustaw z nakazem, by uwzględniać wzajemnie już nałożone kary, przy czym obecna lakoniczna treść art. 28 ust. 2 projektu jest w moim odczuciu niewystarczająca – podpowiada Mikołaj Piaskowski.</p><p>Wspomniany przez niego przepis wskazuje, że orzekając karę pieniężną, sąd powinien uwzględnić orzeczone wcześniej kary administracyjne. Tyle że nie wyjaśnia, w jaki sposób ma to robić. Czy nałożenie jednej kary będzie oznaczać, że druga już nie będzie w ogóle orzekana? Czy też ta druga powinna być niższa? Przede wszystkim jednak regulacja ta dotyczy wyłącznie sytuacji, gdy sąd będzie wydawał wyrok już po nałożeniu sankcji przez prezesa UOKiK. Co zaś, gdy będzie orzekał pierwszy? Tego nie uregulowano.&#160;</p><p>Etap legislacyjny</p><p>Projekt przed pierwszym czytaniem w Sejmie</p> ]] Obowiązująca od ponad 16 lat ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 703 ze zm.) jest martwa. Sprawy przeciwko spółkom praktycznie nie są prowadzone. Niebawem jednak ma to się zmienić. Czekający na pierwsze czytanie w Sejmie rządowy projekt nowych przepisów ułatwi karanie firm. Prawomocne skazanie menedżera czy pracownika nie będzie już konieczne do nałożenia sankcji na spółkę. Ich wysokość wyniesie od 30 tys. aż do 30 mln zł. Środowisko przedsiębiorców uważa, że nowe przepisy pogorszą klimat do prowadzenia działalności gospodarczej. Podczas konsultacji projektu nie zwrócono natomiast uwagi na dodatkowe zagrożenie – podwójną karalność za ten sam czyn, co koliduje z zasadą ne bis in idem. Artykuł 4 przesądza bowiem wprost, że odpowiedzialności podmiotu zbiorowego na zasadach określonych w ustawie nie wyłącza innych rodzajów odpowiedzialności (patrz: ramka).]]> E-dowodu jeszcze nie ma, za to jest już monopol. Wszędzie wygrywa ten sam model czytników https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1399026,jest-juz-monopol-na-e-dowod.html 2019-02-21T07:12:00Z &lt![CDATA[ <p>Jak wynika z naszych ustaleń – niekoniecznie. W tle sprawy rysuje się cichy spór na linii MSWiA – resort cyfryzacji.</p><p>Od 4 marca Polacy będą mogli składać wnioski o wydanie dowodów osobistych z warstwą elektroniczną (czipem). Docelowo blankiet ma stanowić nową formę uwierzytelniania rozmaitych czynności i oferować dostęp do kolejnych e-usług. Aby jednak e-dowód mógł w ogóle być stosowany w administracji publicznej, w urzędach muszą pojawić się odpowiednie czytniki. To one będą odczytywać dane zakodowane w czipie i umożliwią obywatelom wpisanie kodu PIN (podawanie go będzie potrzebne zawsze, gdy będziemy chcieli złożyć podpis osobisty lub zostać uwierzytelnionym).</p><p>Gminy już dostały odpowiedni sprzęt. Jak jednak twierdzą nasi informatorzy, efekty przetargów są co najmniej zastanawiające. – Z tego, co wiem, wszędzie wybrano ten sam czytnik niemieckiej firmy Reiner, zaoferowany przez Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych (PWPW) – twierdzi nasze źródło. – Słyszałem, że jakaś gmina się wyłamała. Też wybrała sprzęt Reinera, tyle że od innego dostawcy niż PWPW – mówi inny rozmówca, pracownik jednego z resortów.</p><p>O komentarz poprosiliśmy samą spółkę. Ta jednak nie podaje szczegółów. – PWPW dostarcza czytniki do e-dowodów do gmin, które złożyły na nie zamówienia. Szczegółowe informacje na temat tych relacji handlowych stanowią tajemnicę przedsiębiorcy. PWPW nie było jednak jedynym oferentem czytników dla gmin – odpowiada wydział komunikacji wytwórni.</p><p>O efekty przetargów zapytaliśmy w kilkunastu dużych miastach. Wszędzie słyszymy to samo – że wybrano ofertę PWPW i proponowane przez nią czytniki Reinera. Tak było m.in. w Warszawie, Łodzi, Toruniu, Wrocławiu, Krakowie, Zielonej Górze czy Częstochowie.</p><p>Stołeczni urzędnicy opowiadają, że przetarg nieograniczony zorganizowano jesienią ubiegłego roku. Nie wpłynęła żadna oferta. – W wyniku rozpoznania rynku okazało się, że jedynym dostawcą mogącym zrealizować zamówienie od ręki, jest PWPW. Umowa została podpisana w trybie poza ustawą – Prawo zamówień publicznych 6 grudnia 2018 r. – podaje Dominika Wiśniewska ze stołecznego ratusza. Jej zdaniem „brak konkurencji powoduje wzrost cen na rynku”.</p><p>Postanowiliśmy sprawdzić, co doprowadziło do tej sytuacji.</p>Bez alternatywy<p>Zakupy dokonywane przez gminy miały miejsce w okresie październik – grudzień 2018 r. Jednak to nie samorządy płaciły za czytniki. Koszty zakupu pokrył budżet państwa (w rezerwie celowej zabezpieczono kwotę 5,4 mln zł). Taki tryb postępowania wynikał z koncepcji e-dowodu przyjętej przez rząd (na wniosek Ministerstwa Cyfryzacji) w sierpniu 2017 r. Kwestię wyposażania gmin w sprzęt koordynuje MSWiA. Na rządowym portalu Gov.pl pod koniec października 2018 r. opublikowano „Specyfikację wymagań dla czytników kart e-dowodu dla urzędów gmin”. To miało pomóc samorządom przygotować specyfikacje istotnych warunków zamówienia na potrzeby własnych przetargów.</p><p>– Publikując te ogólne specyfikacje dla gmin, już w gruncie rzeczy było wiadomo, jaki będzie efekt tych przetargów – przyznaje nam osoba związana z projektem e-dowodu.</p><p>Nasze źródła twierdzą, że w przygotowanie specyfikacji technicznych, w oparciu o które gminy prowadziły potem przetargi, zaangażowane były osoby z PWPW. Sama spółka nie zaprzecza. – Zaangażowanie spółki w określenie wymagań technicznych dla czytnika wynika z przyjętej konstrukcji projektu, którą określała przygotowana przez Ministerstwo Cyfryzacji rządowa koncepcja z sierpnia 2017 r. – podaje wydział komunikacji PWPW.</p><p>Czy to nie było równoznaczne z przyznaniem temu podmiotowi przewagi konkurencyjnej? – Zaangażowanie PWPW w prace wynikało z ogólnej koncepcji projektu, co było pewnym błędem. Ale już od 2017 r. każdy gracz mógł zrobić rozeznanie i przewidzieć, że tylko jeden czytnik na rynku spełnia wymogi – przekonuje jeden z naszych rozmówców.</p><p>Choć dziś to MSWiA koordynuje sprawę zakupu czytników, to jednak wcześniej miało to robić Ministerstwo Cyfryzacji. Tak wynika choćby z porozumienia, które w czerwcu 2016 r. zawarły MC, MSWiA i Ministerstwo Zdrowia. Przewidywało ono, że to minister cyfryzacji „zapewni organom gmin infrastrukturę sprzętową”. – Potem temat scedowano na MSWiA, wcześniej zmieniając jeszcze koncepcję technologiczną e-dowodu. Pierwotnie zakładano, że będzie posiadał interfejs dualny (możliwość odczytania czipa w sposób zbliżeniowy lub przez włożenie do specjalnej szufladki czytnika – red.), a w maju 2017 r. zmieniono to na bezstykowy. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale to wpłynęło na sytuację z czytnikami – stwierdza nasz rozmówca.</p><p>MSWiA również przekonuje, że to było kluczowe. – Specyfikacja techniczna czytników wynika z podjętej jeszcze na etapie rządowej koncepcji decyzji o zastosowaniu wyłącznie interfejsu bezstykowego, co rzutuje na dostępność wyspecjalizowanych urządzeń do komunikacji z kartą – tłumaczy MSWiA.</p><p>Jak słyszymy w resorcie, w Europie interfejs bezstykowy w dowodzie mają również Węgrzy i Niemcy. Na swoich stronach rządowych Węgrzy wskazują sześć rekomendowanych czytników, ale tylko jeden z pinpadem. Z kolei Niemcy rekomendują aż osiem, ale również tylko jeden z pinpadem. – Czytnik kart dla gmin musi mieć pinpad, ponieważ aktywacja warstwy elektronicznej e-dowodu wymaga nadania kodu PIN. Czytnik bez pinpadu nie daje gwarancji bezpiecznego nadania PIN – uzasadnia MSWiA.</p><p>Resort, zdając sobie sprawę z ograniczeń w dostępności czytników (a, jak słyszymy, wiadomo to było przynajmniej od lipca 2018 r., gdy taka informacja pojawiła się na komitecie sterującym projektu e-dowodów), zorganizował w listopadzie ub.r. warsztaty z przedstawicielami rynku czytników. To jednak nie przyniosło przełomu. – Dotychczas żaden z producentów nie przedstawił konkurencyjnej oferty czytnika z pinpadem – przyznaje MSWiA. Wskazuje też, że przedstawiciele resortu zwracali się do wiceszefa MC i pełnomocnika rządu ds. cyberbezpieczeństwa Karola Okońskiego o informację na temat „rozpoznania rynku czytników”. – Ministerstwo Cyfryzacji do dziś nie znalazło alternatywnego rozwiązania – kwituje MSWiA.</p>Jeden czy więcej?<p>Nieoficjalnie słyszymy, że resort Joachima Brudzińskiego poprosił PWPW o przeanalizowanie, czy firma mogłaby wyprodukować własny czytnik. – Wtedy gminy nie byłyby skazane na jeden model. Ale wyprodukowanie takiego urządzenia nie jest proste – słyszymy w MSWiA.</p><p>O wyjaśnienia prosimy też resort cyfryzacji. Dlaczego to MSWiA przygotowało proces zakupu czytników w gminach, a nie MC – wbrew zawartemu w 2016 r. porozumieniu? Jak słyszymy, dokument zawierał tylko „wstępne założenia podziału prac”, a ostateczne decyzje podjęto na Radzie Ministrów w sierpniu 2017 r., kiedy to koordynację zakupu czytników przyjąć na siebie miało MSWiA. Jeśli zaś chodzi o same czytniki i e-dowody, MC tłumaczy, że zdecydowano się na wariant bezstykowy, biorąc pod uwagę opinie ekspertów i analogiczne projekty realizowane w tym czasie w innych krajach (np. Węgry wdrażały dowód bezstykowy, ale Hiszpania dualny). – Zdecydowała kalkulacja kosztów wdrożenia i utrzymania całego procesu wydawania dowodów osobistych. Karty z interfejsem dualnym są znacznie droższe, a przy tym mniej trwałe, z okresem użytkowania mniejszym niż 10 lat – przekonuje MC.</p><p>A co z kwestią, że tylko jeden czytnik w tej sytuacji spełniał wymogi? MC przypomina, że to gminy dokonywały zakupów na podstawie specyfikacji opublikowanej przez MSWiA. – Według naszej wiedzy podmiotów oferujących czytniki jest więcej niż jeden i nie tylko jedna firma ma je w swojej ofercie – twierdzi MC.</p><p>– Owszem, nie tylko PWPW oferowała czytnik. Ale zdystansowała konkurencję, oferującą czytniki Reinera i innych producentów – odpowiada jeden z naszych informatorów. Jeśli bowiem PWPW nie była jedynym oferentem (np. w Warszawie, Toruniu), to zazwyczaj oferowała lepsze ceny. Przykład? W Zielonej Górze wytwórnia zaoferowała czytniki za 499 zł za sztukę, podczas gdy inna firma zaoferowała czytnik o symbolu P200 za 502 zł brutto, a kolejna – za 179 euro netto (o symbolu CyberJack RFID comfort PL). Miasto wybrało więc ofertę PWPW.</p><p>Efekty naszych ustaleń opisujemy posłowi PO Krzysztofowi Brejzie. – Wszystko wygląda na jedną wielką fikcję, w której wygrać miała jedna firma. Sprawą z miejsca powinny się zainteresować odpowiednie służby – komentuje poseł i zapowiada, że wystąpi o wyjaśnienia w drodze interpelacji poselskiej.</p><p>Uwaga, przerwa!</p><p>Projekt wdrożenia e-dowodu – jak informuje Ministerstwo Cyfryzacji – wchodzi w ostatnią fazę. Wszystkie dowody osobiste, które zostaną wydane na podstawie wniosków złożonych od 4 marca 2019 r., będą już miały warstwę elektroniczną. Testy, jakie przeprowadzono w kilkudziesięciu lokalnych urzędach w kraju, przebiegły pomyślnie, a szkolenia przeszło już ok. 5 tys. urzędników. Z przygotowaniami do wydawania e-dowodu wiążą się pewne komplikacje. Od środy (27 lutego) czasowo wyłączona zostanie możliwość elektronicznego złożenia wniosku o dowód. MC tłumaczy, że chodzi o skonfigurowanie systemów informatycznych oraz o to, by wszystkie wnioski elektroniczne, które zostaną do tego dnia złożone, zostały obsłużone. Wnioski online będzie można znów składać od poniedziałku 4 marca. W piątek (1 marca) od godz. 12 nastąpi przerwa techniczna. Tego dnia wnioski o dowód będą przyjmowane w urzędach do godz. 11.30. W weekend 2 i 3 marca nie będzie można załatwiać spraw urzędowych. – Jeśli wniosek o dowód osobisty ktoś chce składać osobiście, powinien to zrobić jak najszybciej lub poczekać do 4 marca – radzi MC. ©℗ TŻ</p> ]] Blisko 2,5 tys. odrębnych, nieograniczonych przetargów w gminach. I wszędzie wygrywa ten sam model czytników do obsługi nowych dowodów osobistych. Przypadek?]]> Prezydent powołał dwóch sędziów Sądu Najwyższego https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1398882,prezydent-powolal-dwoch-sedziow-sadu-najwyzszego.html 2019-02-20T13:31:00Z &lt![CDATA[ <p>Andrzej Duda wręczył akty powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego w środę; nowo powołani sędziowie złożyli wobec prezydenta ślubowanie.</p><p>"To poprzez państwa służbę społeczeństwo wyrabia sobie opinię na temat wymiaru sprawiedliwości, czy Polska jest państwem sprawiedliwym, czy jest państwem, w której tej sprawiedliwości brakuje, a nawet, jak czasem mówią, wręcz jej nie ma. Nie ma się co oszukiwać. Cały czas ta ocena nie jest obecną dobrą. Ona musi zostać poprawiona i o to państwa bardzo proszę" – apelował do nowo powołanych sędziów prezydent.</p><p>Kandydatura powołanego do Izby Karnej SN sędziego Błaszczyka została wyłoniona jeszcze przez poprzednią Krajową Radę Sądownictwa na mocy uchwały z maja 2017 r. Tamta uchwała poza Błaszczykiem wymieniała także kandydatury Małgorzaty Wąsek-Wiaderek i Pawła Wilińskiego. Wąsek-Wiaderek i Wiliński zostali powołani do Izby Karnej SN przez prezydenta w listopadzie zeszłego roku.</p><p>Obecnie jeszcze pięcioro osób wyłonionych na mocy uchwał poprzedniej KRS jako kandydaci do SN oczekuje na powołanie prezydenta.</p><p>Z kolei kandydatura sędziego Stępkowskiego do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych została wyłoniona już przez obecny skład KRS w końcu sierpnia zeszłego roku. W październiku zeszłego roku prezydent powołał 27 osób na sędziów trzech izb Sądu Najwyższego. Jednak w odniesieniu do Izby Kontroli Nadzwyczajnej spośród rekomendowanych 20 osób, jedna nie została wtedy powołana - właśnie Stępkowski.</p><p>Wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha mówił w październiku ub.r., że w przypadku jedynej niepowołanej z rekomendowanych przez KRS osób "pojawiła się wątpliwość prawna, czy są spełnione kryteria określone w ustawie o SN".</p><p>Jak podawały w związku z tym media w odniesieniu do Stępkowskiego pojawiła się kwestia wyłączności posiadania przez niego obywatelstwa polskiego. Sędzia powinien mieć bowiem wyłącznie polskie obywatelstwo. Jak informowano kandydat złożył oświadczenie o wyrzeczeniu się obywatelstwa brytyjskiego, ale miał oczekiwać "na potwierdzenie wywarcia skutków prawnych" tego oświadczenia.</p><p>Na sędziów NSA powołani zostali w środę natomiast: Elżbieta Kowalik-Grzanka oraz Przemysław Szustakiewicz. Prezydent powołał również czterech sędziów Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, siedmiu sędziów Sądów Apelacyjnych, 23 sędziów Sądów Okręgowych oraz 24 sędziów Sądów Rejonowych.</p><p>Andrzej Duda wręczył również akt powołania do pełnienia urzędu na stanowisku asesora sądowego w wojewódzkim sądzie administracyjnym.</p> ]] Prezydent Andrzej Duda powołał w środę Jacka Błaszczyka oraz Aleksandra Stępkowskiego na sędziów Sądu Najwyższego - poinformowano na stronie prezydenta. Prezydent powołał też m.in. dwóch sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego.]]>