Reklama
O problemach wynikających z administracyjnego zatrzymania prawa jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km/h plus pisaliśmy od momentu wprowadzenia tej instytucji w 2015 r. do ustawy o kierujących pojazdami (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1268 ze zm). W założeniu zastosowanie tej natychmiastowej sankcji w reakcji za najbardziej rażące wykroczenia drogowe miało stanowić szybki prysznic dla piratów drogowych i było odpowiedzią na niskie oddziaływania kar, nakładanych często wiele miesięcy po popełnieniu czynu. W rezultacie od maja 2015 r. po stwierdzeniu przez policję lub inny organ uprawniony do kontroli ruchu drogowego przekroczenia prędkości o więcej niż 50 km/h w obszarze zabudowanym, starosta jest zobligowany do wydania decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy na trzy miesiące. Niezależnie od tego, czy kierujący popełnił wykroczenie, czy je kwestionuje. Nawet odmowa przyjęcia mandatu skutkująca wszczęciem postępowania wykroczeniowego w praktyce nie wstrzymuje zatrzymania dokumentu na kwartał. Co więcej, środek ten można przedłużyć do pół roku, jeśli osoba, wobec której wydano decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy, zostanie złapana na prowadzeniu auta. A gdy sytuacja się powtórzy, wówczas starosta jest zmuszony odebrać uprawnienia definitywnie.
Tak skonstruowane przepisy pozwalają na sytuację, w której sąd karny uniewinni kierowcę od zarzutu przekroczenia prędkości o 50 km/h w obszarze zabudowanym (stwierdzając np., że rzeczywista prędkość była mniejsza), ale wyrok zapadnie już po odzyskaniu przez zainteresowanego dokumentu. Regulacje te od razu po wejściu w życie zostały zaskarżone przez rzecznika praw obywatelskich. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z października 2016 r. (sygn. akt 24/15) uznał jednak, że naruszają one ustawę zasadniczą tylko o tyle, że nie przewidują możliwości odstąpienia od zastosowania omawianego środka, gdy kierowca przekracza prędkość, będąc w stanie wyższej konieczności (np. spiesząc się do szpitala). W pozostałym zakresie, dotyczącym braku adekwatnych gwarancji procesowych, TK umorzył postępowanie, twierdząc, że przecież prawa procesowe kierowców nie są ograniczone i nawet w postępowaniu administracyjnym mogą oni udowadniać, że dokument odebrano im niesłusznie.
Do tego zlekceważonego wówczas przez trybunał wątku powraca w swoim wniosku Małgorzata Manowska. Przytacza ona, że w praktyce postępowania sądów administracyjnych stanowisko, wedle którego rozstrzygnięcie w przedmiocie zatrzymania prawa jazdy (gdy strona kwestionuje ustalenia policji) powinno zależeć od wyniku postępowania wykroczeniowego i do tego czasu należy zawieszać postępowanie – jest odosobnione.
– W orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego, jak i wojewódzkich sądów administracyjnych wyrażany jest w zasadzie jednolity pogląd, że podstawą decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy na podstawie art. 102 ust. 1 pkt 4 ustawy o kierujących pojazdami jest jedynie informacja uzyskana od pomiotu, który ujawnił kierowanie pojazdem z prędkością przekraczającą dopuszczalną o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym, i przesądza ono o obowiązku wydania decyzji i zakresie jej kontroli – czytamy we wniosku I prezes SN.
Tymczasem z art. 2 konstytucji wynika wymóg, by wszystkie postępowania prowadzone przez organy władzy publicznej w celu rozstrzygnięcia spraw indywidualnych odpowiadały standardom sprawiedliwości proceduralnej. W szczególności muszą zapewnić wszechstronne i staranne zbadanie okoliczności istotnych dla rozstrzygnięcia, gwarantować prawo do przedstawienia i obrony swoich racji oraz umożliwić rozpatrzenie sprawy w rozsądnym terminie.
Poza tym, zdaniem I prezes SN, tak skonstruowane przepisy naruszają prawo do sądu, ponieważ zgodnie z wymogiem art. 45 ust. 1 konstytucji prawo to nie może być rozumiane jako formalna dostępność drogi sądowej.