Największe absurdy walki z internetowym piractwem

Organizacje zwalczające piractwo prześcigają się w sposobach na utrudnienie życia osobom, które w nielegalny sposób pobierają i udostępniają treści objęte ochroną praw autorskich. Niestety coraz częściej największymi ofiarami tej antypirackiej wendety padają zwykli internauci, którzy często są „karani” za swoją uczciwość. Prezentujemy największe absurdy walki z piractwem.

E-book

żródło: ShutterStock

Interesy wydawców ważniejsze od treści

Niemieccy wydawcy wpadli na pomysł, aby na rynek wypuszczać e-booki, które w minimalny sposób różniłyby się od siebie treścią (lekko zmieniony tekst, składnia czy interpunkcja). Jednocześnie – jak zapewniają pomysłodawcy – różnice te nie wpływałyby na wartość merytoryczną utworu. Oznacza to, że do każdego nabywcy e-booka trafiałaby lekko zmodyfikowana wersja danej książki. Oczywiście zmiany te dokonywane byłyby automatycznie, dzięki specjalnemu systemowi DRM, który został już zaprojektowany przez niemieckich naukowców.

Jakiekolwiek ingerowanie w treść utworu literackiego – nawet jeśli wynika z troski o ochronę praw autorskich – nie tylko trąci absurdem, ale stwarza również ogromne zagrożenie dla wolności literatury.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
statystyki

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!