Największe absurdy walki z internetowym piractwem

Organizacje zwalczające piractwo prześcigają się w sposobach na utrudnienie życia osobom, które w nielegalny sposób pobierają i udostępniają treści objęte ochroną praw autorskich. Niestety coraz częściej największymi ofiarami tej antypirackiej wendety padają zwykli internauci, którzy często są „karani” za swoją uczciwość. Prezentujemy największe absurdy walki z piractwem.

internet

żródło: ShutterStock

O piractwie nie możesz nawet mówić

Okazuje się, że piratem możesz zostać nawet wtedy, gdy jedynie napiszesz lub wymówisz nazwę pirackiego serwisu. Przekonali się o tym dziennikarze „Der Tagesspiegel”, którzy zostali oskarżeni przez niemieckich wydawców o pomaganie w naruszaniu praw autorskich.

Na czym ta pomoc miała polegać? Otóż w gazecie pojawił się wywiad z twórcami pirackiego serwisu Boox.to. „Grzechem” dziennikarzy miało być to, że w rozmowie – co dość oczywiste – padła nazwa nieszczęsnego serwisu. Dla skarżących nie miał znaczenia fakt, że dziennikarze w jasny i czytelny sposób zaznaczyli, że mamy tu do czynienia z serwisem oferującym nielegalne treści.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
statystyki

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!