Encyklopedyści to szlachetna grupa. Jej nieszlachetna odmiana to Myśliwi. Mamy jeszcze Hobbystów, Retorów i Charakterystycznych. No i Asystentów - pisze dr Agnieszka Damasiewicz.
Wchodzę na stronę kancelarii. W zakładce po prawej „Zespół”: adwokat, radca prawny i trzech aplikantów. W zakładce po lewej „Zakres usług”. Dwadzieścia dwie pozycje, od klasyków typu: prawo cywilne, prawo rodzinne, poprzez prawo konkurencji, nieruchomości, autorskie, pracy, aż po wisienki na torcie, czyli prawo medyczne, farmaceutyczne i turystyczne. Jak ci dwaj z tą trójką, w piątkę, dają radę? Moim zdaniem to gatunek prawników, który nazwałabym „Encyklopedyści”. Nie specjalizują się w niczym dogłębnie, tylko w odpowiedzi na zadane pytanie sięgają, do „encyklopedii”, czyli w punkt do danego przepisu kodeksu, danego fragmentu komentarza i do koniecznej dawki wiedzy, np. na temat jakiegoś rodzaju utworów, o które chodzi w sprawie z zakresu prawa autorskiego. Czy do specjalistycznej usługi, jeśli chodzi o prawo medyczne. Ta kategoria prawników nie musi wiedzieć, za to musi wiedzieć, gdzie szukać. Ilustracją tego podejścia jest taka historyjka o sklepikarzu.
Wchodzi klient.