Jeśli chodzi o walkę o prawa kolegów z ław sądowych, jest niczym bohater „Wściekłego byka” w reżyserii Martina Scorsese. W tym jest bezkompromisowy aż do bólu. I to bez względu na to, jakie może mieć to dla niego samego konsekwencje.

Przez te kilka lat szefowania najważniejszemu i najliczniejszemu stowarzyszeniu sędziów wielokrotnie udowadniał, że znalazł się na właściwym miejscu. Gdy bierze udział w debatach lub posiedzeniach sejmowych czy senackich komisji, to można być pewnym, że będzie ciekawie.
Jego celne riposty i rzeczowe opinie niejednego polityka wprawiły w prawdziwe zakłopotanie. Nic więc dziwnego, że Maciej Strączyński ma co najmniej tylu przeciwników, co zwolenników. I to także we własnym zawodowym środowisku. Część sędziów zarzuca mu bowiem, że Iustitia pod jego wodzą za bardzo skupiła się na obronie przywilejów prawników noszących togi z fioletowym żabotem, a za mało uwagi poświęca problemom instytucjonalnym.

Reklama

MK