Pamiętam, że tak samo na granicy był projekt nowelizacji prawa o zgromadzeniach. A następnie na granicy była sama ustawa. Ta, na której suchej nitki nie pozostawił Trybunał Konstytucyjny, orzekając, że ustawodawca poszedł o krok za daleko. Okazało się więc, że sędzia po raz kolejny wypaczył wynik. A przecież drużyna była tak dobrze przygotowana.

Patryk Słowik, dziennikarz Gazety Prawnej

Patryk Słowik, dziennikarz Gazety Prawnej

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Posłowie i ministrowie jednak nie przypominają drużyny piłkarskiej. Są raczej jak skoczkowie w dal: dobiec jak najbliżej do linii, żeby polecieć jak najdalej. A jak się spali pierwszą próbę? Będzie druga. A po drugiej trzecia. W tych zawodach dyskwalifikacja w zasadzie nie grozi. Polski polityk mówi: „Inni nic nie robili latami, więc ja muszę zrobić natychmiast”. Problem pojawia się, gdy na dobrych chęciach nie poznaje się arbiter i efekt szalenie przecież potrzebnej pracy ląduje w koszu. Wtedy przychodzi następny zawodnik i znów naprawia świat.

Gdy byłem młodym chłopakiem, oglądałem fenomenalną polską sztafetę 4x400 m mężczyzn. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę sztafetę polityczną – gdy polityk jednej partii przekaże pałeczkę politykowi drugiej i razem stworzą coś, co nie będzie blisko ani falstartu, ani cienkiej czerwonej linii. A bieg nie będzie jedynie biegiem po wypłatę.