Nie mam pojęcia, dlaczego nikt w rządzie nie wpadł jeszcze na pomysł, aby państwo zajęło się handlem na szeroką skalę. Natychmiast powinno zostać powołane Ministerstwo Dystrybucji, które pozabierałoby prywaciarzom wszystkich te ich biedronki, żabki, kerfury oraz lidle, a do tego otworzyło własne sklepy z bielizną, komputerami czy akcesoriami wędkarskimi i erotycznymi (ponoć niektóre są nie do odróżnienia).
Przecież cały Naród skorzystałby na tym rozwiązaniu! Państwo, jako monopolista absolutny, mogłoby wynegocjować z producentami tak niskie stawki za towary, że jedlibyśmy i ubierali się praktycznie za darmo.
Na przykład ze spółdzielnią mleczarską z Mrągowa wynegocjowałoby dostawy masła po 90 gr za kostkę. W swoich sklepach zaś sprzedawałoby ją tylko o 10 groszy drożej – za złotówkę, bo przecież mając 38 mln wiernych jak owczarki niemieckie klientów, nie musiałoby się troszczyć o rzecz tak przyziemną jak wysoka marża.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.