Autopromocja

Kryszkiewicz: Nie każdy kibic to kibol

10 czerwca 2011

Decyzja o zamknięciu niektórych stadionów ma konsekwencje nie tylko polityczne, ale także finansowe. Myli się jednak ten, kto naiwnie myśli, że ich skutki odczują kluby piłkarskie.

Kluby zastosowały odpowiedzialność zbiorową. Kibice narozrabiali – kibice dostaną po kieszeni. Nie ważne, czy brali udział w rozróbach, które przyczyniły się do zamknięcia stadionu. Nie ma nawet znaczenia to, że kogoś na stadionie w tym czasie nie było. Pieniędzy za niewykorzystany karnet na odwołane mecze nie odzyska i basta! Zgodnie z zasadą – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Wiadomo – jak w drużynie.

Wygląda na to, że kluby piłkarskie nie poczuwają się do winy za to, co się działo na ich stadionach. Najwyraźniej zapomniały, że to one mają obowiązek dbać o ład i porządek podczas meczów. Są przecież gospodarzami imprez. Muszą to robić nie tylko dlatego, że wymaga tego od nich Donald Tusk. Oczekują tego od nich przede wszystkim kibice, którzy przychodzą obejrzeć mecz, a nie wyrywać krzesełka z trybun. Nie wszyscy kibice to kibole. Co więcej – tych ostatnich jest znacznie mniej. Kluby chyba jednak o tym zapomniały. To, co się działo ostatnio podczas rozgrywek o Puchar Polski, wyraźnie pokazało, że kluby straciły panowanie nad tym, co się dzieje na trybunach. Podejmując decyzję o niezwracaniu kibicom pieniędzy za odwołane mecze, tracą także ich szacunek. A jego odzyskanie będzie trwało znacznie dłużej niż naprawa zdewastowanych trybun.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.