Ministerstwo Sprawiedliwości tak przejęło się kondycją wymiaru sprawiedliwości, że postanowiło zaaplikować sądom kurację wstrząsową. Pierwszy wstrząs – likwidację sądów grodzkich – mają już za sobą. Teraz Temidę czeka odwrót od sądów gospodarczych i sądów rodzinnych.
Używam celowo słowa „odwrót”, gdyż urzędnicy z resortu sprawiedliwości oburzają się na hasło „likwidacja”. Jest faktem, że atmosfera niepewności i zniecierpliwienia zadomowiła się na dobre w sądach gospodarczych i rodzinnych. Niepokój ten jest na tyle ugruntowany, że nie zniwelują go gładkie słowa ministra sprawiedliwości, który powtarza, że nie ma mowy o likwidacji. Jednak niedawno w Zakopanem na zjeździe sędziów sądów rodzinnych jego uczestnicy zaprotestowali przeciw pomysłowi włączenia spraw rodzinnych do wydziałów cywilnych. Resortowa propozycja oznacza w praktyce likwidację sądownictwa rodzinnego – nazywają rzeczy po imieniu sędziowie.
Efekty uboczne
Sędziowie sądów gospodarczych nie są może tak dobrze zorganizowani jak ich koledzy z wydziałów rodzinnych, ale w ich obronie odezwali się sami przedsiębiorcy i samorządy gospodarcze. Tak w jednym, jak i drugim przypadku problem jest ten sam – chodzi o to, by nie wylewać dziecka razem z kąpielą, by nie zaprzepaścić dorobku tych sądów. Nie jest on może imponujący. Rozstrzyganie sporów gospodarczych, podobnie zresztą jak i rodzinnych, pozostawia wiele do życzenia.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.