Dziennik Gazeta Prawna, Rzeczpospolita, Parkiet i Puls Biznesu, na co dzień konkurenci, wczoraj ramię w ramię wystąpiły przeciwko kradzieży intelektualnej w sieci.

Pirackie serwisy internetowe, kopiując artykuły prasowe, nie tylko odbierają nam czytelników, ale i reklamodawców. Nie płacąc za skopiowane teksty, pozbawiają nas kolejnego źródła dochodów.

Takie są wnioski z wczorajszego seminarium „Własność intelektualna w spółkach giełdowych”. Gospodarzem spotkania była Giełda Papierów Wartościowych. – Ustawa Prawo autorskie wprowadza reguły korzystania z utworu już rozpowszechnionego – mówi Radosław Nożykowski z Kancelarii Baker & McKenzie.

Jednak reguły te w dobie internetu nie są wystarczające. Wprawdzie teksty wcześniej publikowane można cytować, ale w przypadku przedruku należy zapłacić honorarium. Za każdym razem należy również przytoczyć imię i nazwisko autora i źródło, z którego nastąpiło zapożyczenie.

– Prawem cytatu nie jest przytoczenie 90 proc. tekstu z dopiskiem, że pozostałą część można przeczytać na stronie wydawcy – zaznacza Nożykowski. Takie praktyki w sieci są nagminne.

Czytelnicy najczęściej poprzestają na przeczytaniu samego cytatu. Nie wchodzą już na stronę właściciela treści.

– Serwis kopiujący teksty zabiera wydawcom prasy ruch, z którego czerpane są korzyści – mówi dr Sebastian Kawczyński, prezes Plagiat.pl. Od liczby odwiedzin na stronie uzależniona jest wysokość dochodów od reklamodawców. – Pojawia się pytanie, kto będzie tworzył teksty, jeżeli ci, którzy je piszą, przestaną otrzymywać za nie wynagrodzenie. Serwisy bezprawnie kopiujące artykuły prasowe nie przewidują tego, że kiedyś źródło ich dochodów wyschnie – prognozuje Kawczyński.