13 czerwca formalne śledztwo w całej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście-Północ - podała w środę Katarzyna Szeska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie. "Podjęto działania w celu ustalenia, gdzie mieści się ten serwer" - powiedziała PAP Szeska. Sprawę przekazała Prokuratura Krajowa.

Śledztwo toczy się co do trzech rodzajów przestępstw: publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa lub pochwalania go (za co grozi do 3 lat więzienia); publicznego propagowania totalitarnego ustroju państwa (kara do 2 lat) oraz publicznego znieważania grupy ludności z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej (kara do 3 lat).

Całą sprawę ujawnił "Nasz Dziennik"

Całą sprawę ujawnił "Nasz Dziennik", który w artykule "Komunistyczny portal sieje terror" napisał w początkach czerwca, że Organizacja Młodzieżowa "Lewica Bez Cenzury" im. Feliksa Dzierżyńskiego "nawołuje do czynnego łamania prawa".

"Wzywają do niszczenia polskich miejsc pamięci narodowej i zakłócania patriotycznych uroczystości, odwołują się do praktyk komunistycznych z okresu Stalina prześladowania przeciwników lewicy, przedsiębiorców i księży, a wszystko to za pomocą stron legalnie funkcjonujących w internecie i pisemka +Młody Komunista+" - pisał autor artykułu Wojciech Wybranowski.

"Gazeta Wyborcza" napisała potem, że on sam w latach 90. działał w poznańskiej Radykalnej Akcji Antykomunistycznej, a w 1997 r. za obrzucenie w Paryżu jajami prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego został skazany przez paryski sąd na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu.

W odpowiedzi na tekst "NDz", na portalu 1917.pl pojawiło się zdjęcie Wybranowskiego, który stoi na tle portretu Lenina z wyciągniętą do góry ręką (podpis głosił: "Faszysta Wojciech Wybranowski zamawia piwo"). "Lewaccy bojówkarze kontratakują. Po wczorajszej naszej publikacji liderzy LBC na swoim portalu zamieścili stek wyzwisk pod adresem gazety oraz autora artykułu. Zamieszczono również - odpowiednio wyretuszowane - jego prywatne zdjęcia" - napisał Wybranowski w kolejnym "NDz".

Po publikacjach "NDz" rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Piotrowska zapowiedziała analizę materiałów portalu, która zakończy się przekazaniem sprawy "właściwej miejscowo" prokuraturze.