Co trzeci badany jest przeciwnego zdania, a niemal 23 proc. nie ma wyrobionej opinii w tej sprawie. Co ciekawe, większą wiarę w to, że Zjednoczona Prawica (ZP) nie zmieni swojego kształtu, mają wyborcy Koalicji Obywatelskiej (KO) czy Konfederacji niż wyborcy PiS. Spośród tej pierwszej grupy niemal aż 60 proc. uważa, że ZP przetrwa w niezmienionym składzie do 2023 r. W to samo wierzy też 54 proc. wyborców Konfederacji. Ale już tylko 48 proc. zwolenników PiS.

– Ten sondaż to swoisty „wskaźnik stabilności”. Jeśli częściej to wyborcy opozycji oceniają, że ZP jest zwarta i stabilna, niż wyborcy PiS, to w gruncie rzeczy to dobra informacja dla obozu władzy – ocenia Marcin Duma z United Surveys. A z czego wynika taka, a nie inna ocena wyborców opozycji? – Jak się patrzy z bliska, widać więcej szczegółów. Wyborcy KO patrzą na obóz PiS z daleka, dlatego dla nich ZP to jednolity twór. Wyborcy PiS są bliżej, dostrzegają bujanie okrętem przez Zbigniewa Ziobrę czy Jarosława Gowina – tłumaczy Duma.

Podobnie sprawę widzi Katarzyna Lubnauer, wiceprzewodnicząca klubu KO. – Nasi wyborcy skupiają się na naszej ocenie PiS, podobnie jak wyborcy PiS traktują nas jako „totalną opozycję”, zgodnie z narracją TVP. My nie mówimy o Zjednoczonej Prawicy jak o konglomeracie podmiotów, tylko jak o „obozie PiS”. Dlatego nasi wyborcy postrzegają ich jako jedną strukturę, raczej nie sięgają po prasę zbliżoną do władzy, gdzie często można przeczytać o wewnętrznych rozgrywkach i różnicach między PiS a jego koalicjantami – tłumaczy posłanka.

Niezależnie od sympatii politycznych dziś nietrudno dostrzec napięcia w obozie rządzącym. Ich głównym „generatorem” jest szykowana na okres powakacyjny rekonstrukcja. W jej efekcie liczba ministerstw ma się skurczyć o prawie połowę. To oznacza najpewniej uszczuplenie stanu posiadania koalicjantów, czyli Porozumienia Jarosława Gowina i Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry (dziś mają po dwa resorty). Sprawa jest na tyle drażliwa, że wpływa nie tylko na formułowane na zewnątrz „przekazy dnia” odnośnie do rekonstrukcji, ale też koalicyjne pertraktacje. – Premier nie chce iść w narrację, że koalicjanci się wzmocnią, dostając zamiast dwóch „średnich” resortów po jednym „silnym”. Intencja jest właściwie odwrotna, tzn. by nie wzmocnić przystawek, dlatego podkreśla się, że PiS, jako główny trzon Zjednoczonej Prawicy, proporcjonalnie ma za mało w stosunku do dużo mniejszych koalicjantów – mówi nam osoba z obozu rządzącego.

W PiS w dalszym ciągu panuje duży resentyment w stosunku do Jarosława Gowina za doprowadzenie do przesunięcia majowych wyborów. Na zeszłotygodniowym, zamkniętym posiedzeniu klubu w Jachrance – jak wynika z relacji RMF – szef klubu PiS Ryszard Terlecki miał powiedzieć, że to przez „nielojalność jednego z koalicjantów konieczne było przełożenie wyborów prezydenckich”.

Z kolei ziobryści są aktualnie w ofensywie. Niedawno atakowali premiera Morawieckiego za ustalenia z unijnego szczytu w temacie praworządności, otwarcie też podważali działania rządu w zakresie neutralności klimatycznej. Teraz mocno zaznaczają swoją linię polityczną w tematach światopoglądowych – czy to w kontekście inicjatywy związanej z wypowiedzeniem Konwencji Stambulskiej (którą premier odesłał do TK w celu wyciszenia sprawy), czy zaostrzającego się sporu ze środowiskiem LGBT.

– W PiS większość sporów ma charakter walki o władzę. Zbigniew Ziobro próbuje się budować w skrajnie prawicowym elektoracie, wykorzystując ataki na społeczność LGBT. To typowa wojna o władzę, a nie wynikająca tylko z przekonań światopoglądowych. Ludzie, zwłaszcza pod wpływem Kościoła, dali się uwieść tej narracji, w związku z tym Ziobro mocno w to gra – ocenia Katarzyna Lubnauer.

Z kolei poseł PiS Zbigniew Girzyński przyznaje, że jest kilka czynników, które mogą doprowadzić do „mniejszej lub większej dekompozycji obozu Zjednoczonej Prawicy”. – Te czynniki to sytuacja gospodarcza, możliwe spory w obszarze realizacji programu czy pojawienie się lub zniknięcie ze sceny politycznej ważnych postaci – wskazuje. I dodaje, że dziś cała ZP skupiona jest wokół postaci Jarosława Kaczyńskiego, który jest „człowiekiem w zaawansowanym wieku, miewającym problemy ze zdrowiem”. – Takie rzeczy trzeba brać pod uwagę, choć mam nadzieję, że Jarosław Kaczyński będzie jak Konrad Adenauer, który został kanclerzem, mając 74 lata – mówi Girzyński.

Ewentualny rozpad Zjednoczonej Prawicy mógłby skutkować rządem mniejszościowym PiS (ze swoim prezydentem i opozycyjnym Senatem) lub przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi. Jednocześnie niewykluczone, że partia Jarosława Kaczyńskiego nie ustanie w próbach poszerzania formuły ZP. Wciąż ze strony PiS trwają naciski, by przeciągać na swoją stronę ludowców. Wczoraj w mediach pojawiły się doniesienia (m.in. Polsatu), według których wiceszef klubu PSL-Kukiz’15 Jarosław Sachajko otrzymał propozycję objęcia teki ministra rolnictwa, pod warunkiem że przyciągnie ze sobą 4–5 działaczy Koalicji Polskiej.