Na razie rząd skupia się na działaniach związanych ze zdrowiem i bezpieczeństwem obywateli, ale jasne jest, że musi też wprowadzić rozwiązania, które zabezpieczą byt, pracę i warunki socjalne obywateli w związku z ograniczeniami wynikającymi z zagrożenia epidemicznego. Ogromnym problemem będzie brak środków do utrzymania w przypadku samozatrudnionych (1,3 mln osób według danych GUS na koniec 2018 r.) oraz pracujących wyłącznie na umowach cywilnoprawnych (zleceniu i dziele; 1,3 mln osób). W przeciwieństwie do pracowników nie mają oni m.in. prawa do wynagrodzenia przestojowego w razie zamknięcia/zawieszenia działalności przez pracodawcę ani zasiłku za czas kwarantanny lub choroby (jeśli nie odprowadzali dobrowolnie składki chorobowej).

Dziś rząd ma przedstawić pakiet rozwiązań dla firm. Nie wiadomo jeszcze, jaki będzie ich zakres, w szczególności czy obejmie także zleceniobiorców, którzy często nie prowadzą działalności gospodarczej.

– Na dodatek takie umowy są często stosowane w tych sektorach, które już musiały zawiesić działalność w związku z zagrożeniem epidemicznym. Chodzi generalnie o usługi, w tym np. branżę gastronomiczną, handlową, rozrywkową. Wiele osób traci podstawę bytu materialnego – zauważa Andrzej Radzikowski, przewodniczący OPZZ.

Podkreśla, że związek zaapelował już do premiera m.in. o prawidłowe wykorzystanie środków zagwarantowanych przez UE na wsparcie w walce z koronawirusem (i włączenie partnerów społecznych do negocjacji w sprawie rozdysponowania tych pieniędzy).

– Konieczne jest m.in. bezwzględne wsparcie pracodawców w zapewnieniu bezpiecznych i higienicznych warunków pracy tym osobom, które muszą wykonywać swoje obowiązki w sytuacji zagrożenia. Pracownikom ochrony zdrowia powinny należeć się dodatki za szczególne warunki i wydłużony czas świadczenia obowiązków – dodaje przewodniczący OPZZ.

Rząd nie uniknie też pytań o wsparcie tych firm, które muszą prowadzić normalną działalność w okresie rozpowszechniania się koronawirusa (np. sklepów, komunikacji pasażerskiej, stacji paliw). Trudno sobie wyobrazić, że w obecnych warunkach sami pracodawcy zapewnią w tych jednostkach np. właściwe środki ochrony indywidualnej (rękawiczki, maseczki), skoro pojawiają się problemy z ich zapewnieniem dla szpitali. Władza publiczna powinna też lepiej informować o skutkach wprowadzanych zmian dla pracowników i pracodawców (nie wystarczy np. ogłosić zamykania kolejnych branż lub placówek) oraz unikać niejasnych lub sprzecznych wyjaśnień (tak jak w sprawie prawa do badania temperatury pracowników w miejscu zatrudnienia). Z kolei z punktu widzenia pracodawców najistotniejsza będzie pomoc w ograniczaniu negatywnych skutków dla biznesu.

– Obecne wymogi całkowicie zaburzają równowagę konkurencyjną. Wystarczy, że jeden pracownik danej firmy zachoruje i w praktyce cała jej działalność może być wstrzymana z uwagi na konieczność kwarantanny. Konieczne jest podjęcie działań, które ułatwią niwelowanie skutków tej sytuacji – wskazuje Sławomir Paruch, radca prawny i partner w kancelarii PCS Paruch Chruściel Schiffter. 

Wyzwania dla pracy w związku z wirusem

Wyzwanie dla pracodawców, pracowników

Powody problemów i sposoby ich rozwiązania

Brak dodatkowego zasiłku opiekuńczego dla rodziców dzieci powyżej ósmego roku życia

W związku z zamknięciem żłobków, klubów dziecięcych, przedszkoli lub szkoły (na razie do 25 marca 2020 r.) rodzicom dzieci do ośmiu lat przysługuje prawo do dodatkowego zasiłku opiekuńczego (14 dni). Takie rozwiązanie przewiduje specustawa obowiązująca od 8 marca. Nie przewiduje ona jednak takiego wsparcia dla rodziców dzieci starszych, które nie mogą pozostawać bez opieki (w przedziale 8–12 lat). O rozszerzenie wspomnianego uprawnienia w tym wieku apeluje m.in. opozycja, ale oczywiście oznacza to dodatkowy koszt dla ZUS.

Brak jednoznacznych wyjaśnień i komunikatów lub sprzeczne informacje organów publicznych dotyczące uprawnień pracodawców i pracowników w związku z sytuacją epidemiczną

Najlepszym przykładem jest kwestia możliwości badania temperatury zatrudnionych w miejscu pracy. Zgodnie z komunikatem Urzędu Ochrony Danych Osobowych (z 12 marca) „przepisy o ochronie danych osobowych nie mogą być stawiane jako przeszkoda w realizacji działań w związku z walką z koronawirusem”. UODO wskazał też, że specustawa upoważnia m.in. inspekcję sanitarną do wydawania decyzji nakładających na pracodawców obowiązek podjęcia określonych czynności zapobiegawczych lub kontrolnych (i to do niej powinny być kierowane pytania w sprawie szczegółów działań dotyczących przeciwdziałania koronawirusowi). Z kolei z informacji Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (z 15 marca) wynika, że „pracodawca powinien uzyskać zgodę zainteresowanego pracownika na dokonanie pomiaru temperatury ciała”, co w praktyce oznacza przedkładanie przepisów o ochronie danych ponad te dotyczące przeciwdziałania epidemii (czego nie zaleca organ powołany do ochrony takich danych, czyli UODO). Na dodatek jeśli resort chciał dać pierwszeństwo regulacjom chroniącym prywatność, to powinien wskazać, że badanie temperatury zatrudnionego w miejscu pracy powinno odbyć się jedynie z inicjatywy samego pracownika, a nie tylko „za uzyskaniem jego zgody”. Dane o zdrowiu są bowiem – zgodnie z k.p. – informacjami szczególnymi, których nie można pozyskiwać „za zgodą” pracownika, a jedynie gdy on sam zaproponuje ich przekazanie. W tej sytuacji konieczne jest szybkie przesądzenie tej sprawy przez inspekcję sanitarną.

Ważność okresowych badań lekarskich pracowników

Termin ich ważności w wielu przypadkach upłynie w okresie stanu epidemicznego, w trakcie którego część jednostek medycyny pracy świadczy usługi w ograniczonym zakresie (a niektóre już zawiesiły swoją działalność). Warto rozważyć odgórne przedłużenie terminu obowiązywania okresowych badań w takich przypadkach (w przeciwnym razie nie będzie można dopuścić danej osoby do pracy).

Lepsza ochrona pracowników branż i sektorów strategicznych, którzy muszą świadczyć pracę w warunkach szczególnego zagrożenia

Chodzi np. o pracowników sklepów spożywczych, stacji paliw, transportu zbiorowego (np. konduktorzy). Pracodawcy muszą im zapewnić bezpieczne i higieniczne warunki pracy, ale w praktyce samodzielnie mają mocno ograniczone możliwości w tym zakresie. Dlatego rząd powinien rozważyć podjęcie kroków, które umożliwią im zapewnienie lepszej ochrony (choćby np. poprzez umożliwienie dostępu do zakupu lub przekazanie rękawiczek ochronnych i maseczek). W przeciwnym razie zwiększy się ryzyko absencji, a w najgorszym scenariuszu – problemy z zapewnieniem obsady takich placówek, których dostępność jest kluczowa z punktu widzenia życia społecznego. Należy też rozważyć rozwiązania proponowane przez przedstawicieli tych grup pracowników. Dla przykładu handlowa Solidarność postuluje wprowadzenie skróconego czasu pracy zatrudnionych w sklepach (do sześciu godzin dziennie) za dotychczasowym wynagrodzeniem oraz wprowadzenie limitów osób i dostawców, którzy w tym samym czasie mogą przebywać w placówce.

Brak zabezpieczenia osób świadczących pracę na umowach cywilnoprawnych

Samozatrudnieni oraz pracujący na umowach cywilnoprawnych, którzy nie opłacają składki chorobowej, nie mają prawa do świadczeń w razie choroby lub kwarantanny. Nie przysługuje im też np. wynagrodzenie przestojowe w razie zamknięcia działalności firmy, która ich zatrudnia. Oznacza to, że wiele osób może pozostać bez wystarczających środków do życia, w szczególności jeśli ograniczenia w związku z sytuacją epidemiczną będą się przedłużać.

Konieczność wypłacania wynagrodzenia chorobowego w okresie choroby/kwarantanny (przez pierwsze 33 dni, a w przypadku zatrudnionych, którzy ukończyli 50 lat – przez pierwsze 14 dni)

Jeśli inspektor sanitarny wyda decyzję o kwarantannie lub izolacji, zatrudnionemu przysługuje wynagrodzenie chorobowe (wypłacane przez pracodawcę), a następnie zasiłek chorobowy (wypłacany przez ZUS). Zrzeszenia zatrudniających (m.in. Federacja Przedsiębiorców Polskich) apelują do rządu o przejęcie obowiązku wypłaty świadczeń przez ZUS już od pierwszego dnia choroby/kwarantanny. Biorąc pod uwagę możliwą skalę nieobecności w pracy w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, koszty, jakie poniosą pracodawcy, mogą być bardzo wysokie (w niektórych przypadkach wręcz zagrażające funkcjonowaniu firm). Jednocześnie obecny system jest ewidentnie niesprawiedliwy i może doprowadzić do zaburzeń konkurencyjnych na rynku.

Brak odpowiednich rezerw finansowych na utrzymanie miejsc pracy w firmach dotkniętych skutkami rozprzestrzeniania się koronawirusa i działaniami zapobiegawczymi

Pieniądze na wypłaty dla pracowników bankrutujących firm oraz na wsparcie dla przedsiębiorstw dotkniętych recesją (dopłaty do wynagrodzeń przestojowych lub pensji w okresie skrócenia czasu pracy) są gromadzone na Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP). Każdy pracownik opłaca w tym celu składkę (0,1 proc. podstawy wymiaru). W latach 2018–2019 rząd wydał jednak 4,6 mld zł ze środków FGŚP m.in. na wypłatę świadczeń przedemerytalnych i sfinansowanie staży lekarzy i pielęgniarek. W rezultacie na początku tego roku w kasie funduszu zostało już tylko 766 mln zł wolnych środków. To budzi niepokój pracodawców i związkowców, którzy już wcześniej apelowali o to, aby nie wydawać pieniędzy zgromadzonych w funduszu na inne cele niż pomoc pracownikom i firmom w razie zagrożenia niewypłacalnością. W związku z tym rząd powinien teraz znaleźć inne źródło finansowania pomocy (apelują o to m.in. Federacja Przedsiębiorców Polskich oraz Konfederacja Lewiatan). Rozwiązania w tym zakresie zostaną przedstawione w pakiecie pomocy dla przedsiębiorców. ©℗