- Jakkolwiek nie zgadzam się zwieloma regulacjami, to kibicuję tej nowelizacji, dlatego że to nas pełnomocników w pierwszej kolejności klienci obwiniają o to, że proces nie idzie sprawnie. Bo często pierwszym pytaniem klienta jest to, kiedy on ma szanse uzyskać wyrok - mówi w rozmowie z DGP Anisa Gnacikowska, Naczelna Rada Adwokacka.
ikona lupy />
DGP
Prezydent podpisał nowelizację kodeksu postępowania cywilnego. Duża reforma autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości ma przeciwdziałać przewlekłości i postawić tamę pieniactwu. Czy pani zdaniem ten cel zostanie osiągnięty?
Jak mówił Albert Einstein, problemu nie da się rozwiązać na tym poziomie świadomości, na którym powstał. Opóźnienia w sądach są plagą. Należy z uznaniem przyjąć działania ministerstwa mające na celu rozwiązanie tego problemu. Jednak recepta opiera się na tych samych założeniach i rozwiązaniach, które kiedyś już obowiązywały. Powrót do koncepcji odrębnego postępowania gospodarczego, może nie w tym samym kształcie, ale jeszcze bardziej sformalizowanego, zaskakuje o tyle, że te przepisy się nie sprawdziły. Przyjmujemy, że racjonalny ustawodawca, uchylając przepisy o odrębnym postępowaniu gospodarczym, wiedział jednak, co robi, uznając, że dyskrecjonalna władza sędziego wystarczy do tego, by sprawnie poprowadzić postępowania bez uszczerbku dla prawdy materialnej. Nie trzeba w kodeksie ograniczać tej władzy wtedy, gdy zwykłe poczucie słuszności czy sprawiedliwości przemawia za tym, by dopuścić dowody, by wydać sprawiedliwy wyrok, a nie tylko wyrok, który jest poprawny formalnie. Powrót do nadmiernego formalizmu nie uleczy bolączek. Tak samo jak nadmierna kazuistyka. Mam wrażenie, że ta ustawa została przygotowana pod środowisko sędziowskie, bez uwzględnienia perspektywy pełnomocników czy stron.
A które zmiany można jednoznacznie ocenić pozytywnie?
To, za co na pewno trzeba pochwalić nowelizację, to próba – nie wiem czy skuteczna, ale trzymam za to kciuki – zarządzania procesem. Do tego będzie służyć plan rozprawy i wyznaczenie z góry wszystkich terminów wraz z określeniem przewidywanej daty rozstrzygnięcia. Gdyby to się udało wdrożyć, byłoby to z ogromną korzyścią dla obywateli. Jednak pamiętajmy, że sędziowie w sądach wielkomiejskich mają po kilkaset spraw w referatach i wyznaczają terminy na rok do przodu. Czy chcąc stosować nowe przepisy, przestaną doręczać pozwy? Zgodnie z nowelizacją posiedzenie przygotowawcze sąd będzie musiał wyznaczyć nie później niż dwa miesiące od złożenia odpowiedzi na pozew. Tak samo z terminami określanymi w planie rozprawy. Ich również niż będzie można wyznaczyć np. na za rok od terminu posiedzenia przygotowawczego. Poza tym może się niestety zdarzyć, że ten pierwotny plan będzie niewykonalny i będzie trzeba stworzyć w uzgodnieniu ze stronami nowy. Nie rozumiem jednak, dlaczego wówczas będzie można składać nowe wnioski dowodowe w bardzo ograniczonym zakresie. Klienci często dopiero w trakcie postępowania przypominają sobie o ważnych dowodach, które mają znaczenie dla wyniku sprawy.
Ryzyko, że sprawa będzie spadać z wokandy, na pewno zmaleje, jeśli zgodnie z nowymi przepisami plan rozprawy będzie przewidywał terminy dzień po dniu.
Jeśli sąd wspólnie ze stronami, uwzględniając np. kolizję terminów pełnomocników, rzeczywiście będzie wyznaczał rozprawy na trzy dni z rzędu, to będzie bardzo dobra zmiana. Bo przygotowywanie się do rozprawy co trzy miesiące czy pół roku sprawia, że sąd i pełnomocnicy muszą poświęcić dodatkowy czas na przypomnienie sobie jej szczegółów. Jednak przy tak dużym obciążeniu sędziów i zaległościach nie wiem, czy jest to możliwe. To, że teraz sprawa nie jest rozpoznawana na pierwszym terminie, też nie jest winą sędziów, a przykazu, że na jednej wokandzie musi być dziesięć spraw. Jakkolwiek nie zgadzam się zwieloma regulacjami, to kibicuję tej nowelizacji, dlatego że to nas pełnomocników w pierwszej kolejności klienci obwiniają o to, że proces nie idzie sprawnie. Bo często pierwszym pytaniem klienta jest to, kiedy on ma szanse uzyskać wyrok.