Niebawem dowiemy się, czy miasto może wymagać od kierowców, by wpisywali numery rejestracyjne przy płaceniu za parkowanie samochodów. W przyszłym tygodniu NSA rozpozna skargę stołecznego ratusza.
ikona lupy />
DGP
W 2017 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie unieważnił fragment uchwały Rady Miasta Stołecznego Warszawy, która nakazuje kierowcom podawać numery rejestracyjne aut, jeśli płacą w parkomatach nowego typu (tych z klawiaturą). Uznał, że miasto nie wykazało prawnej podstawy do przetwarzania danych osobowych. Numery rejestracyjne stanowią takie dane i w związku z tym ich przetwarzanie musi się opierać na przesłankach ustawowych.
Wyrok był konsekwencją sprawy wytoczonej przez pana Michała, mieszkańca Warszawy, który uznał, że parkomaty naruszają jego prywatność. Mając dane z ich systemu, służby miejskie mogą prześledzić trasę auta i sprawdzić, gdzie i kiedy parkowało. W ramach protestu mężczyzna wpisywał do urządzeń litery X oraz cyfry 1 i taki kwitek zostawiał za szybą samochodu. W końcu zostało to zakwestionowane przez kontrolerów i skończyło się nałożeniem opłaty dodatkowej, czyli kary za brak opłacenia parkowania (50 zł).
Kierowca wytoczył radzie miasta sprawę o bezprawne przetwarzanie danych osobowych. Sąd przyznał mu rację, nie znajdując podstawy prawnej do ich przetwarzania. Jego zdaniem podawanie numeru rejestracyjnego nie jest niezbędne do realizacji umowy ani dla wypełnienia prawnie usprawiedliwionych celów (wyrok z 12 kwietnia 2017 r., sygn. akt VII SA/Wa 1069/16).

Dane czy nie dane?

Stołeczny ratusz zaskarżył tę decyzję. W następnym tygodniu NSA rozpozna tę skargę. Kluczową kwestią będzie rozstrzygnięcie, czy numer rejestracyjny należy uznać za dane osobowe.
„Informacja dotycząca osoby fizycznej staje się danymi osobowymi wówczas, gdy stosunkowo łatwo można ją powiązać z konkretną osobą. Powiązanie to musi być tego typu, że osobę tę można w danej chwili wskazać. Numer rejestracyjny teoretycznie może odnosić się do dwóch kategorii osób fizycznych: właścicieli pojazdów oraz ich użytkowników. W niektórych przypadkach to ta sama osoba, niemniej zupełnie niezasadna jest teza skarżącego o tym, że dysponowanie numerem rejestracyjnym pozwala śledzić trasę konkretnej osoby. Ani Zarząd Dróg Miejskich, ani Straż Miejska, nawet gdyby miały permanentny dostęp do danych identyfikujących właściciela, nie mają narzędzi do stwierdzenia, czy osobą »śledzoną« jest właściciel pojazdu czy też inna osoba” – napisał autor skargi dr Arwid Mednis (wówczas Wierzbowski Eversheds Sutherland, dzisiaj PwC Legal). Podkreślił, że identyfikacja właściciela pojazdu jest możliwa tylko po sprawdzeniu numeru rejestracyjnego w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Zarząd Dróg Miejskich ma do niej dostęp, ale tylko wówczas, gdy kierowca nie uiścił opłaty parkingowej.
Do podobnych wniosków doszedł WSA w Gliwicach, który uznał, że tradycyjny numer rejestracyjny nie stanowi danych osobowych, gdyż powiązanie go z konkretnym człowiekiem wymagałoby zbyt nadmiernych kosztów, czasu lub działań. Numer identyfikuje pojazd, a nie osobę (wyrok z 31 października 2018 r., sygn. akt II SA/Gl 593/18).
Doktor Tomasz Krawczyk, adwokat z Kancelarii GKR Legal, która reprezentuje pana Michała, nie zgadza się z tymi argumentami. Zwraca uwagę, że danymi osobowymi mogą być wszystkie informacje dotyczące osoby fizycznej, której tożsamość można ustalić choćby tylko potencjalnie i pośrednio.
– Powiązanie numeru rejestracyjnego z konkretną osobą jest nie tylko możliwe, ale wręcz nie nastręcza trudności i nie ma tutaj żadnego znaczenia okoliczność, iż właściciel może użyczyć samochód innej osobie. Nawet jeśli samochód parkuje ktoś inny niż właściciel, to numer rejestracyjny zawsze można powiązać z osobą właściciela, a zatem bezsprzecznie stanowi on dane osobowe – uważa dr Tomasz Krawczyk.

E-kontrole

Zdaniem miejskich urzędników nawet w przypadku uznania numerów rejestracyjnych za dane osobowe ich przetwarzanie jest uzasadnione. Egzekucja opłat parkingowych jest bowiem ustawowym zadaniem miasta. Podstawę prawną stanowi tu art. 13b ust. 7 ustawy o drogach publicznych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 2068 ze zm.), zgodnie z którym opłaty za parkowanie pobiera zarząd dróg. W Warszawie jest nim Zarząd Dróg Miejskich. Samo przetwarzanie danych osobowych następuje zaś wyłącznie w zakresie niezbędnym do realizacji zadań ustawowych.
Doktor Krawczyk uważa natomiast, że pobór opłat parkingowych nie uzasadnia obowiązku podawania numeru rejestracyjnego auta. Podkreśla, że w Warszawie wciąż działają parkomaty starego typu, w których nie wpisuje się takich numerów.
– Obowiązek wpisywania numerów rejestracyjnych w pewnym stopniu ułatwił proces pobierania opłat, lecz nie był – jak słusznie ustalił sąd I instancji – do tego niezbędny – podkreśla adwokat.
Do udziału w sprawie NSA dopuścił Stowarzyszenie Prawo na Drodze.
– Nasza organizacja prezentuje stanowisko, że numer rejestracyjny stanowi dane osobowe i nie może być wymagany bez zgody kierowcy. Straż miejska ma dostęp do CEPiK, a więc na podstawie numerów rejestracyjnych może łatwo ustalić właściciela pojazdu. Ponadto ustawa o drogach publicznych nie upoważnia rady miasta do uchwalenia takiego obowiązku. A cel pobierania opłat może zostać zrealizowany bez wskazania numerów rejestracyjnych – mówi Tomasz Hankus, szef regionu śląskiego stowarzyszenia.
Wyrok NSA będzie miał olbrzymie znaczenie także w kontekście nowego sposobu na kontrolowanie wnoszenia opłat. Piesze patrole mają być zastępowane autami wyposażonymi w kamery, które będą skanować tablice rejestracyjne i automatycznie sprawdzać w systemie, czy opłacono parkowanie. Bilet parkingowy będzie więc odgrywał wtórne znaczenie. Rozwiązanie to było już testowane.
Czy e-kontrole mogą stanowić uzasadnienie dla obowiązku podawania numerów rejestracyjnych? Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon uważa, że nie.
– Proponuję cofnąć się krok i zadać sobie kluczowe pytanie, – czy podawanie numerów rejestracyjnych jest rzeczywiście potrzebne. W dotychczasowej dyskusji nie padły przekonujące argumenty. Problemem jest nie tylko brak podstawy ustawowej, ale też wynikająca z konstytucji zasada zbierania przez państwo tylko tych danych, które są niezbędne do realizacji jego zadań – przekonuje ekspert.
Podobnego zdania jest dr Tomasz Krawczyk. Przekonuje on, że ułatwienia dla służb miejskich nie mogą tłumaczyć ograniczania praw obywateli.
– Wyprowadzanie z faktu wprowadzenia samochodów sczytujących tablice rejestracyjne wniosku, że nałożenie na kierowców obowiązku ich podawania jest zgodne z prawem, byłoby postawieniem sprawy na głowie – zauważa adwokat.
Tłumaczy, że byłby to przykład wnioskowania: wszystko, co się w praktyce dzieje, jest legalne. Tymczasem właściwy kierunek myślenia powinien być odwrotny. Owszem, samochody się pojawiły, ale czy ich działalność jest zgodna z prawem, trzeba dopiero ocenić. Na pierwszy rzut oka są co do tego wątpliwości. Zbierają bowiem dane osobowe, chociaż nie mają do tego podstawy, ani w postaci zgody, ani w postaci usprawiedliwionego celu administratora danych.