• Co było impulsem do zorganizowania kongresu sędziów?

- Stoimy na zakręcie. Z jednej strony, jest fundamentalne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego i konieczność zastąpienia asesorów, a więc przemodelowania naboru przyszłych sędziów. Z drugiej zaś, mamy trudną sytuację kadrową i związane z tym napięcie w środowisku sędziowskim. Kongres będzie próbą wytyczenia nowej drogi, po to by mieć poczucie dumy z naszego wymiaru sprawiedliwości.

• Jakie zagadnienia zostaną poruszone na kongresie?

- Trzeba się zastanowić się, jak rozwiązać zagadnienia doboru kadry sędziowskiej. Rząd forsuje ustawę o Krajowym Centrum Szkolenia Kadr, czyli o szkole sędziów. Ten nowy model da nam za sześć lat pierwszego kandydata na sędziego. I znów będzie to młody człowiek, bez praktyki. Na kongresie nie powinno zabraknąć propozycji zmian, które pozwolą unowocześnić sądownictwo. Należy przyjrzeć się rozwiązaniom, które przyjęły kraje ościenne. Dla przykładu - w cywilizowanych krajach sędzia ma do dyspozycji dwóch asystentów, tymczasem w Polsce dwóch asystentów przypada na jeden duży wydział. Trzeba też poruszyć problem zbyt niskich wynagrodzeń. Sędzia musi zarabiać godnie. Tymczasem trwa selekcja negatywna. Mamy nadal nierozstrzygniętą sytuację sędziów, którym prezydent odmówił nominacji, i nie wiemy, jaka droga prawna im służy. Ponadto rząd chce zlikwidować awanse poziome, które zostały zaakceptowane przez większą część środowiska.

• Czego sędziowie oczekują w związku z organizacją kongresu?

- Chcę, żeby kongres nie ograniczył się do narzekania nad obecną sytuacją. Trzeba powołać zespół, który podejmie współpracę z władzą wykonawczą, prezydentem, premierem, ministrem finansów. Powinien on podjąć próbę wypracowania pewnego konsensusu. Często jest tak, że podejmuje się uchwały i na tym sprawa się kończy. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.