Rozmawiamy z Andrzejem Zwarą, prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej

W Sejmie trwają intensywne prace nad ustawą o państwowych egzaminach prawniczych. Jednym z jej głównych elementów jest dopuszczenie absolwentów prawa do świadczenia usług przed sądami powszechnymi. Czy takie propozycje nie martwią adwokatów?

O ile rynek pozasądowej pomocy prawnej jest bardzo liberalny i praktycznie każdy może na nim świadczyć swoje usługi, o tyle postępowanie przed sądami, gdzie obowiązują kwalifikowane procedury, wymaga odpowiedniej – praktycznej – znajomości prawa. To wymóg niezbędny tym bardziej, że w postępowaniu przed sądem już same błędy formalne mogą pozbawić stronę roszczenia. W mojej ocenie usług tych nie powinny świadczyć osoby bezpośrednio po studiach. Nie ma w tej chwili w Europie kraju, który pozwala w sposób zupełnie dowolny – tak jak to przewiduje projekt ustawy o państwowych egzaminach prawniczych – świadczyć usługi prawne.

Ustawa jest już na końcu sejmowej drogi legislacyjnej.

Dlatego cały czas alarmujemy. Przestrogą może tu być ustawodawstwo Hiszpanii. Jeszcze dwa lata temu adwokatem mogła tam zostać każda osoba zaraz po studiach prawniczych. Dopiero fala roszczeń odszkodowawczych masowo składanych przeciwko niedouczonym prawnikom zmusiła rząd Hiszpanii do zmiany prawa. Pod ich naporem wprowadził on obowiązek ukończenia aplikacji przez każdego prawnika.

Ustawodawca zakłada jednak, że umożliwiając absolwentom prawa świadczenie pomocy sądowej, zapewni każdemu obywatelowi możliwość korzystania z fachowej pomocy prawnej?

Nic bardziej mylnego. Oczywiście nie wolno utrudniać prawnikom dostępu do zawodu i w tym zakresie zamykanie drogi do wiedzy jest błędem. W związku z tym uważam, że egzaminy wstępne na aplikacje nie są potrzebne. Ich szybkie zniesienie leży w interesie powszechnym. Innymi słowy, aplikacja powinna być obowiązkiem każdego, kto chce świadczyć usługi prawne, a w szczególności polegające na występowaniu przed sądem. Tym bardziej że konkurencja na tym rynku nie opiera się na cenach świadczonych usług, ale właśnie na wiedzy. Na szczęście w ciągu ostatnich sześciu lat problem dostępu do zawodu został praktycznie rozwiązany. Dzisiaj na 9 tys. aktywnych zawodowo adwokatów mamy 5 tys. aplikantów. To pokazuje, jak dużo osób aspiruje do wykonywania zawodu prawnika. Tymczasem wprowadzając ustawę w proponowanym kształcie, politycy lekceważą rzesze młodych osób, które chcą się uczyć i podnosić swoje kwalifikacje.

Z jakich powodów nie do zaakceptowania jest projekt ustawy w obecnej wersji?

Projekt ten nie tylko zwalnia magistrów prawa z odpowiedzialności dyscyplinarnej, lecz także nie przewiduje obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej. To całkowicie niedopuszczalne i sprzeczne z istotą wykonywania zawodu prawnika. Przecież tajemnica zawodowa adwokata czy radcy prawnego jest przywilejem klienta. Nie zapominajmy również, że takie osoby mają nie podlegać lustracji. Tymczasem ci, którzy z tych powodów nie wstąpili do korporacji adwokatów czy radców prawnych, teraz bez problemu będą mogli reprezentować klientów w sądach. Podobnie jak adwokaci czy radcy pozbawieni prawa wykonywania zawodu za ciężkie przewinienia dyscyplinarne.

W trakcie prac nad ustawą próbowaliśmy znaleźć rozwiązanie kompromisowe. Zgodnie z naszą propozycją absolwent prawa miał reprezentować klienta w sądzie tylko na podstawie substytucji udzielonej przez adwokata bądź radcę prawnego. W wyniku tego profesjonalista udzielający substytucji brałby odpowiedzialność dyscyplinarną i majątkową za błędy popełnione przez absolwenta prawa. W praktyce gwarantuje to większą ochronę klienta. Niestety, nikt nie chce nas słuchać.