Posłowie chcą, aby łatwiej było się pozbyć z przetargów nierzetelnych firm. Nie potrzebny będzie wyrok sądowy. Nie trzeba będzie nawet udowadniać przedsiębiorcy wyrządzenia szkody. Czy według Pana to rozwiązanie jest zgodne z regulacjami unijnymi?

Jest fundamentalnie niezgodne z prawem europejskim. Dyrektywy unijne nakazują wykluczyć przedsiębiorcę, który jest „winny poważnego wykroczenia zawodowego”. Ustawodawcy europejskiemu chodziło więc o wyeliminowanie firm, których zachowanie jest w sposób obiektywny rażąco naganne, ponieważ prowadzi do naruszenia podstawowych, ale powszechnie uznanych reguł prowadzenia działalności gospodarczej.

Czyli o jakie przypadki chodzi?

Różne przypadki nieuczciwości w biznesie. Korupcja, działania spekulacyjne, jak np. porzucenie przez wykonawcę kontraktu, który wygrał, składając nierealną ofertę. Chodzi też o oszustwa. Przykładowo wykonawca świadomie zapewnia w umowie, że dostarczy produkt zgodny z określoną normą jakości, podczas gdy w rzeczywistości produkt ten nie spełnia tych wymagań. Albo firma budowlana przy budowie drogi zamiast żwiru sypie pod nawierzchnię piasek lub też zaniża zawartość asfaltu w nawierzchni bitumicznej. Jednak projektowany przepis nie obejmuje większości takich przypadków. Wszystko dlatego, że tego typu oszustwa są wykrywane dopiero po zrealizowaniu kontraktu, zatem nie będzie spełniona jedna z przesłanek zastosowania tego przepisu – czyli niezrealizowanie 5 proc. kontraktu.

Co nam grozi za naruszenie dyrektywy?

Komisja Europejska może zaskarżyć Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Nie mam żadnych wątpliwości, że przegralibyśmy tę sprawę z kretesem.

Ale czy na rynku zamówień publicznych jest tylko 12 niesolidnych firm, które figurują na tzw. czarnej liście prezesa UZP? Czy obecne przepisy się sprawdzają w praktyce?

Nie sprawdzają. Ale lekarstwem na to nie jest proponowana nowelizacja. Zamiast napiętnować przypadki rzeczywiście nieuczciwych praktyk, projektodawcy kręcą bata na przedsiębiorców, którym zwyczajnie powinęła się noga przy realizacji kontraktu, np. opóźnili się z oddaniem pierwszego etapu prac. Nie chcę oceniać budowy A-1 przez Alpine Bau, bo nie znam szczegółów. Za to wolno mi ocenić propozycję posłów, a ta może spowodować, że niemal każdy przypadek niewywiązania się z umowy, za który zamawiający przewidział prawo odstąpienia czy wypowiedzenia umowy, może pozbawić wykonawcę widoków na otrzymanie przyszłych zamówień.

Dlaczego?

Wykonawca będzie karany dwa razy. Nie tylko utraci realizowany kontrakt i pewnie zapłaci również kary umowne, lecz także zostanie odsunięty od możliwości otrzymania nowych zamówień. Tak jakby sama utrata kontraktu oraz kary umowne nie mogły wystarczająco zdyscyplinować wykonawców. Według mnie trzeba oddzielić przypadki zwykłego zaniedbania obowiązków umownych od przypadków nieuczciwości. Tylko te ostatnie zasługują na tak surową karę.