Jak pan ocenia przygotowane przez UZP założenia nowelizacji prawa zamówień publicznych?

Polska musi przyjąć dyrektywę obronną 81/2009/WE do 20 sierpnia 2011 r. To kluczowy cel dla UZP. Ale ten cel musi być pogodzony z interesem bezpieczeństwa państwa oraz z bezpieczeństwem informacji. Nie podzielam optymizmu UZP związanego z otwarciem naszego rynku zbrojeniowego. Dla nas jako wykonawców podstawowe znaczenie ma także to, że przemysł polski nie do końca jest przygotowany na tego typu zmiany. Dotyczy to nie tylko Bumaru, ale generalnie tego sektora.

Także firm prywatnych?

Dotyczy to także przedsiębiorstw prywatnych, tj. WB Electronics czy Teldat. One także nie są w stanie sprostać tej dyrektywie. Trzeba sobie powiedzieć szczerze, że dziś większość produktów, które oferuje na rynek przemysł obronny, to produkty, które nie są technologicznie konkurencyjne. Nawet jeśli oferujemy dobre produkty, to w przypadku większości firm nadal nie będziemy w stanie konkurować z zachodnimi producentami, gdyż nasz proces technologiczny jeszcze odstaje od zachodniego. Jest droższy. Zwłaszcza dotyczy to firm o rodowodzie państwowym, tj. Bumar, gdzie ograniczenie tych kosztów wiąże się z restrukturyzacją.

Jak pan rozumie pojęcie interesu narodowego w kontekście tej dyrektywy?

Uważam, że głównym celem nie powinno być samo jej wdrożenie. A co będzie na wypadek zagrożenia z naszym zapleczem logistycznym – jak będzie działać nasz system obronny, jeśli nie będziemy mieć swego zaplecza logistycznego u siebie.

W jaki sposób przepisy powinny chronić ten nasz „interes narodowy”?

Nie wystarczy tylko zmiana pzp. Trzeba także w innych ustawach dokonać zmian, które zapewnią ochronę naszemu przemysłowi. Można zdefiniować ten podstawowy interes bezpieczeństwa, który dziś nie jest nigdzie określony. Wtedy państwo polskie na pytanie, dlaczego zamówienia udzielono tej firmie, będzie mogło odpowiedzieć, że ze względu na ten podstawowy interes bezpieczeństwa ustalony w naszych przepisach. Możliwość wyłączenia stosowania przetargów jest i będzie, tylko niebawem będziemy musieli się jako państwo tłumaczyć i dokumentować zasadność pominięcia procedur otwartych.

Czyli co konkretnie powinniśmy zrobić?

Na przykład w ramach dokumentu wykonawczego do Strategii bezpieczeństwa narodowego powinien być wydany wykaz wyrobów i usług o podstawowym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa. Ten newralgiczny sprzęt powinien być wyprodukowany w Polsce. Nieważne, jaki jest kapitał, ważna jest lokalizacja. My, jako producenci, potrzebujemy wiedzieć, czy nasz sprzęt będzie potrzebny.

Ale to jest decyzja wojska?

Oczywiście. To nie decyzja przemysłu. Ale to tak naprawdę politycy zdecydują, jak wdrożyć tę dyrektywę. My się dostosujemy. Musimy.

Jak wpłynie dyrektywa obronna i nowelizacja pzp na restrukturyzację Grupy Bumar?

Restrukturyzacja trwa. Nie można jej zatrzymać. Jeśli do tego dyrektywa skurczy nam rynek krajowy i przychody, to będziemy o ten rynek walczyć. Nawet jeśli będziemy w sytuacji trudniejszej od zachodnich producentów.

Co na to związki zawodowe?

Nie cieszą się. Przecież restrukturyzacja bezpośrednio dotyczy załóg przedsiębiorstw.

Czy przez dyrektywę restrukturyzacja będzie jeszcze głębsza?

Wiele będzie zależało od sposobu wdrożenia dyrektywy. Jeśli będzie on niekorzystny dla naszego przemysłu, będziemy musieli przyspieszyć restrukturyzację. To co firmy zachodnie przeżyły w ciągu 15 lat, Bumar będzie musiał zrobić w dwa, trzy lata. Oczywiście koszty społeczne będą wielkie. Na zachodzie była ewolucja, u nas może to być rewolucja.

Grupa Bumar to obecnie ponad 11 tys. pracowników i silne związki zawodowe – czy liczą się one z następstwami dyrektywy?

Związki będą walczyć o interes załogi, pracowników. Ale my musimy robić swoje.

Ale otwarcie rynku UE to też szansa dla naszych firm?

Otwarcie rynku UE jest raczej teoretyczne dlatego, że kraje starej UE (takie jak Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Hiszpania czy Włochy) zawsze prowadziły w branży zbrojeniowej bardzo protekcjonistyczną politykę. Każdy kraj w imię podstawowego interesu bezpieczeństwa korzysta dziś z możliwości udzielania zamówień obronnych poza otwartymi procedurami. Z takiego podejścia korzystały wszystkie kraje, chroniąc własny przemysł. Stare kraje UE prowadząc ekspansywną politykę na nowych rynkach zabezpieczyły już swe interesy we własnych krajach. Zawarto tam wieloletnie kontrakty ograniczające dostępność tych rynków dla potencjalnych dostawców zewnętrznych, np. z Polski. W 2009 r. kiedy nasilił się kryzys, nasilił się też protekcjonizm.

Chce pan powiedzieć, że najpierw przygotowano własne rynki, a potem przyjęto dyrektywę otwierającą rynek UE?

Zdecydowanie tak.

Czy rząd polski przygotował się na tę dyrektywę?

Mamy takie narzędzia. Przynajmniej formalnie. Jest rządowa Strategia konsolidacji i rozwoju przemysłowego potencjału obronnego, jest przede wszystkim Strategia bezpieczeństwa narodowego, w której wskazuje się na przedsiębiorstwa obronne jako integralną część systemu bezpieczeństwa państwa.