Tylko w ubiegłym roku na własną prośbę odeszło z wymiaru sprawiedliwości 58 sędziów. Pan też przeszedł do notariatu. Dlaczego?

Na odejście z sądownictwa decydują się najczęściej sędziowie doświadczeni z dużym dorobkiem pracy orzeczniczej, którzy mają świadomość swojej wartości i są w stanie odnaleźć się na rynku usług prawniczych. Na ich miejsce przychodzą osoby młode, niedoświadczone, często te, które słabo zdały egzamin sędziowski, a na osiągnięcie podobnego poziomu orzecznictwa potrzebują kilka czy kilkanaście lat. Na skutek odejść spada zatem poziom merytoryczny orzekania, a w konsekwencji zaufanie obywatela do wymiaru sprawiedliwości.

Jakie są najważniejsze przyczyny rezygnacji sędziów z pracy?

Jedną z przyczyn odejść sędziów z zawodu jest zły system organizacji pracy w wymiarze sprawiedliwości i jego niedoinwestowanie. Gabinety zajmowane są przez kilku sędziów, którzy w tych warunkach nie są w stanie skupić się na pracy i analizie akt postępowania. Sędziowie są też obciążeni zbyt dużą liczbą spraw w swoich referatach i nie są w stanie prawidłowo przygotować się do ich rozstrzygania. Nie chcą zatem narażać się na wydawanie wadliwych rozstrzygnięć i w poczuciu odpowiedzialności podejmują bardzo trudną decyzję o odejściu z zawodu. Brak także czytelnych kryteriów awansów, co działa demotywująco na sędziów.

Co powinno zrobić Ministerstwo Sprawiedliwości, aby zachęcić do wykonywania zawodu sędziego?

Sędzia nie powinien rozstrzygać w przedmiocie kosztów sądowych, pisać comiesięcznie wielostronicowych sprawozdań ze swojego referatu czy redagować korespondencji do różnych urzędów. Tego typu sprawami powinni zajmować się referendarze lub inni pracownicy sądu. Sędziowie powinni się skoncentrować na orzekaniu. Każdy sędzia powinien mieć kancelarię, czyli osoby, które pomagałyby mu przygotowywać się do wydawania wyroków, np. poprzez wyszukiwanie orzecznictwa, wypowiedzi doktryny. Konieczna jest też zmiana przepisów w zakresie wymogów formalnych uzasadnień wyroków. Dziś sędziowie piszą nazbyt obszerne uzasadnienia, które sięgają nawet 100–150 stron. O coraz częstszych odejściach decyduje też niski poziom wynagrodzeń.