• Z jakimi nowymi sprawami RPO zamierza wystąpić do Trybunału Konstytucyjnego?

- Analizujemy wniosek Stowarzyszenia Absolwentów Wyższej Szkoły Administracji Publicznej, którzy kwestionują konstytucyjność przepisów ustawy o nadzorze finansowym. Ich zdaniem to zasadniczy błąd, że pracownicy urzędu Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) nie zostali objęci przepisami o służbie cywilnej. Problem jest szerszy, a kontrowersje dotyczą także statusu prawnego. Urząd Nadzoru Finansowego czy KNF można uznać za organ administracji państwowej. Ten konstytucyjny problem powstał, gdy nadzór bankowy został włączony do Komisji Nadzoru Finansowego.

• Dlaczego pana zdaniem TK odwleka rozpatrzenie ustawy o przekształceniu spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu we własność? Wniosek czeka na rozpatrzenie od końca ubiegłego roku.

- Z tego, co wiem, nie ma jeszcze stanowiska Sejmu w tej sprawie.

• A może sprawa nie jest tak prosta, jak wydaje się to wnioskodawcom?

- Istotnie, z punktu widzenia prawnego sprawa nie jest prosta.

Trybunał Konstytucyjny (TK) musi rozpatrzyć nie tylko wnioski posłów i Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO), ale także pytania prawne sądów powszechnych w tej sprawie. Najtrudniejsza do rozstrzygnięcia będzie sprawa warunków finansowych samego przekształcenia. Ustawa, jak wiadomo, dopuszcza przekształcenie za symboliczną złotówkę. Jeden z sądów ma wątpliwości, czy jest to dopuszczalne. My zakwestionowaliśmy cząstkowe walne zgromadzenia spółdzielni. Uważamy, że to członkowie spółdzielni, a nie ustawodawca powinni decydować, kto wejdzie do rady nadzorczej.

Musimy zdawać też sobie sprawę, że uwłaszczanie członków spółdzielni przez zarządy jest spóźnione. Nieuregulowany też jest status praw do gruntów, na którym stoją spółdzielcze budynki. Przeprowadzenie tych spraw w krótkim czasie nie jest możliwe.

• Przed Trybunałem występuje pan od 1996 roku. Jakie argumenty przemawiają najsilniej do sędziów? Powołanie się na orzecznictwo strasburskie czy może linię orzeczniczą SN?

- Wnioskodawca, składając wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, powinien przede wszystkim wykazać się wysokim poziomem profesjonalizmu. Wniosek powinien przedstawiać argumenty za i przeciw, a więc nie tylko te argumenty, które są wygodne z punktu widzenia wnioskodawcy. Jeśli istnieje linia orzecznicza wskazująca na niekonstytucyjny kierunek wykładni przepisów prawa przez sądy, to może być użyta do wykazania TK, jak rozumiane jest prawo. Na pewno w sferze świadczenia usług i prawa gospodarczego dużą rolę odgrywa odwoływanie się do prawa Unii Europejskiej, jak również do orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w tym zakresie.

• W ciągu ostatnich trzech miesięcy Rzecznikowi Praw Obywatelskich udało się wygrać kilka ważnych spraw przed Trybunałem Konstytucyjnym. Które jego wnioski nie znalazły jednak uznania w oczach sędziów?

- Nie mamy nigdy uczucia, że w momencie wnoszenia wniosku sprawa jest już wygrana. Rzecznik Praw Obywatelskich kieruje wnioski do Trybunału Konstytucyjnego, opierając się przede wszystkim na proobywatelskiej wykładni przepisów prawa. Rzecznik zdaje jednak sobie sprawę, iż wykładnia ta często musi być skonfrontowana przez Trybunał Konstytucyjny z potrzebą ochrony innych wartości, np. potrzebą zachowania równowagi budżetowej.

• Czyli wykładnia dokonywana przez Rzecznika jest tendencyjna?

- Nie. Jeśli natomiast istnieje możliwość interpretacji przepisów prawa w sposób korzystny dla obywatela, to RPO będzie się skłaniał ku takiej wykładni. Spojrzenie Rzecznika na sprawę jest inne niż Prokuratora Generalnego, który patrzy na sprawę przede wszystkim przez pryzmat zasady praworządności i jednocześnie jako minister sprawiedliwości uczestniczy w przyjmowaniu projektów ustaw przez rząd.

• Były jednak i takie wnioski, co do których Rzecznik miał ponad 50 proc. pewności, że będą uwzględnione przez sędziów, mimo to sprawa kończyła się niepowodzeniem?

- Mieliśmy takie sprawy, choćby dotyczące komisji przeciwalkoholowych w ustawie o przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Sytuacja przedstawiała się w ten sposób, że osoba, która do nas się zwróciła, chciała skierować męża na przymusowe leczenie, lecz nie miała własnej legitymacji procesowej, aby zwrócić się do sądu z wnioskiem. Zwróciła się więc do komisji antyalkoholowej. Komisja prowadziła sprawę dwa lata, zanim zdecydowała się na złożenie wniosku. W tym czasie rozpadło się małżeństwo wnioskującej osoby. Przewlekłość postępowania przez komisję doprowadziła do rodzinnej katastrofy. Podjęliśmy sprawę, wskazując, iż członkowie rodziny powinni mieć własną legitymację procesową w sprawie przymusowego leczenia orzekanego przez sąd. TK stwierdził, że brak takiego przepisu nie narusza konstytucji, w szczególności prawa do sądu.

• Jeśli Trybunał wydaje orzeczenie przy dwóch zdaniach odrębnych, jak w przypadku tymczasowego aresztowania kobiet w ciąży, to o czym to świadczy?

- Była to niewątpliwie sprawa kontrowersyjna, skoro skład sędziowski nie mógł dopracować jednolitego stanowiska. Na podstawie indywidualnej sprawy rozpatrywaliśmy w tym przypadku kwestię, czy obowiązujące prawo jest zgodne ze standardami konstytucyjnymi. W niektórych krajach europejskich dylemat, czy priorytet przyznać ochronie dobra dziecka i matki, czy też interesom wymiaru sprawiedliwości jest rozstrzygany w nieco inny sposób niż w prawie polskim. W ogóle bowiem nie stosuje się aresztu tymczasowego wobec kobiet w ciąży.

• Jakie problemy wymagają jeszcze wyjaśnienia przez Trybunał?

- Są to sprawy, które budzą wątpliwości także innych organów międzynarodowych, np. prawo do prywatności i art. 47 konstytucji. Zawsze będziemy obserwować sytuację dynamiczną, dlatego że chodzi o wyznaczenie limitu, do którego posunąć się może władza publiczna, wkraczając w prawo do prywatności jednostki. Dużą rolę odgrywają ustalone standardy wypracowane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, ale również wielkie znaczenie ma pojedynczy przypadek przedstawiany TK do rozstrzygnięcia. Takim standardem jest, że inaczej chronione jest prawo do prywatności osób publicznych, a inaczej osób prywatnych.

• Czyli osoby publiczne są w Polsce mniej chronione niż w innych państwach?

- Kontrowersje pojawiają się, gdy mamy do czynienia, z jednej strony, z prawem do prywatności - z drugiej strony - ze sferą prawa do informacji publicznej. Wspólnego mianownika dla wszystkich wypadków nie da się ustalić. Polska nabiera doświadczeń w rozstrzyganiu tych problemów. Chodzi też o zachowania urzędników. Oni powinni wiedzieć, że pewna sfera jest objęta transparentnością i w ogóle nie podlega utajnieniu. I w momencie, kiedy obywatel o to pyta, nie można się zastanawiać, tylko udzielić odpowiedzi. Jest to czynność naturalna w państwie prawa. To jest kwestia sposobu myślenia. W dobie rozwiniętej informatyzacji pojawia się też problem zbierania informacji o jednostce, jak daleko państwo może się posunąć w gromadzeniu danych.

• W konstytucji nie uregulowano sprawy skutków wyroku TK dla postępowań, które toczyły się w przeszłości. Czy spór, od kiedy obowiązują wyroki TK, nie powinien być jednoznacznie uregulowany w ustawie?

- Istotnie, to jest zaniedbanie legislatora, które wszyscy dostrzegają i które wreszcie należałoby rozstrzygnąć. Trybunał też nie jest tutaj zdecydowany. Były orzeczenia, w których Trybunał stwierdzał niezgodność w zakresie poboru podatków, ale mówił, że opłaty nie podlegają zwrotowi np. opłaty abonamentowe czy VAT. W sprawie asesorów powiedział, że nie ma wznowień postępowań prowadzonych niekonstytucyjnie.

WEJŚCIE W ŻYCIE ORZECZEŃ TK

Orzeczenie TK wchodzi w życie z dniem ogłoszenia, chyba że sam Trybunał w orzeczeniu rozstrzygnie inaczej. Inny termin utraty mocy obowiązującej aktu normatywnego nie może przekroczyć 18 miesięcy, gdy chodzi o ustawę, a gdy chodzi o inny akt normatywny - 12 miesięcy. W przypadku orzeczeń, które wiążą się z nakładami finansowymi nieprzewidzianymi w ustawie budżetowej, TK określa termin utraty mocy obowiązującej aktu normatywnego po zapoznaniu się z opinią Rady Ministrów.

STANISŁAW TROCIUK doktor prawa, od 1996 roku występuje w imieniu Rzecznika Praw Obywatelskich przed Trybunałem Konstytucyjnym