© 2016 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. GP/PRAWO 2016-07-26T16:05:42+02:00 http://prawo.gazetaprawna.pl/rss.xml Niezorganizowana walka z terroryzmem. Stopnie alarmowe wprowadzone bez podstawy prawnej http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962823,niezorganizowana-walka-z-terroryzmem-stopnie-alarmowe-wprowadzone-bez-podstawy-prawnej.html 2016-07-26T07:47:00Z <p>Ekspertom trudno uwierzyć, że taka sytuacja miała w ogóle miejsce. Odkrycie Olgierda Rudaka, redaktora naczelnego Czasopisma Lege Artis, nie pozostawia jednak złudzeń – w Monitorze Polskim nie odnajdziemy zarządzeń wprowadzających stopnie alarmowe. Zatem formalnie rzecz biorąc, nie obowiązują.</p> <p>Beata Szydło już przed szczytem NATO wprowadziła stopień Alfa, zaś obecnie (w związku z ŚDM) Alfa oraz Bravo dla cyberprzestrzeni. Co one oznaczają? To wyjaśnia przyjęta niedawno ustawa antyterrorystyczna (Dz.U. z 2016 r. poz. 904). Z jej art. 15 wynika, że stopień Bravo można wprowadzić „w przypadku zaistnienia zwiększonego i przewidywalnego zagrożenia wystąpieniem zdarzenia o charakterze terrorystycznym, jednak konkretny cel ataku nie został zidentyfikowany”. Stopień taki wprowadza się zarządzeniem premiera, które powinno zostać opublikowane w Monitorze Polskim. I choć z informacji udzielanych przez resort spraw wewnętrznych wynika, że zarządzenie zostało wydane, to próżno go szukać w dzienniku urzędowym. Podobnie rzecz się ma w stosunku do poprzedniego dokumentu podpisanego przez premier z okazji szczytu NATO.</p> <p>W ostatnich tygodniach funkcjonariusze służb faktycznie są bardziej aktywni. Przywrócono kontrole na granicach, a terytorium kraju częściej monitorowane jest z powietrza. Służby, z ABW na czele, traktują więc wprowadzone stopnie alarmowe poważnie. Zwykły obywatel jednak nie wie, na co mogą one sobie wobec niego pozwolić, a czego im uczynić nie wolno. Powód? Zgodnie z art. 16 ust. 5 ustawy antyterrorystycznej premier powinien wydać rozporządzenie, w którym określi szczegółowy zakres wykonywanych działań przez organy administracji publicznej i służby. Rozporządzenia na razie jednak nie wydano. W praktyce więc to, czy ustawa antyterrorystyczna obowiązuje, czy nie – nie ma żadnego realnego znaczenia, skoro nie ma do niej ani kluczowego rozporządzenia, ani opublikowanych zarządzeń.</p> <p>– Brak publikacji zarządzeń czy rozporządzeń określających, z czym tak naprawdę wiąże się wprowadzenie stopni alarmowych, pokazuje, że pośpiech przy uchwalaniu ustawy był na pokaz – twierdzi Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon. Zdaniem eksperta zadziwiający jest brak szacunku do obywatela. A to, że nikomu spośród urzędników nie zapaliła się lampka z tyłu głowy, że wypadałoby treść zarządzenia udostępnić obywatelom, jest szalenie smutne.</p> <p>Do podobnych wniosków dochodzi Olgierd Rudak. Choć jak zaznacza, art. 88 ust. 1 konstytucji wskazuje, że opublikowanie aktu jest warunkiem wejścia w życie jedynie ustaw, rozporządzeń oraz aktów prawa miejscowego, a nie zarządzeń. Ale i tak można mieć poważne wątpliwości co do legalności zaniechania publikacji dokumentu podpisanego przez premier Szydło, skoro z ustawy wynika, że powinien on się znaleźć w Monitorze Polskim.</p> <p>– Może Alfa czy Bravo nie są dla obywateli szczególnie dotkliwe, ale kolejne stopnie Charlie i Delta dają prawo do wprowadzenia zakazu odbywania zgromadzeń i imprez masowych – zaznacza Rudak. I dodaje, że to już przecież ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności, które co do zasady powinno podlegać wyraźnemu ogłoszeniu.</p> <p>Co ciekawe, urzędnicy, których zapytaliśmy o to, dlaczego zarządzenia nie zostały opublikowane, wcale nie negują tego, że doszło do naruszenia prawa. Skupiają się za to na przerzucaniu się odpowiedzialnością.</p> <p>– „W odpowiedzi na pana zapytanie dotyczące zarządzenia nr 91 Prezesa Rady Ministrów z dnia 6 lipca 2016 r. w sprawie wprowadzenia – na obszarze miasta stołecznego Warszawy – pierwszego stopnia alarmowego (ALFA), uprzejmie informuję, że właściwym do udzielenia odpowiedzi jest Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji” – odpisał nam Stanisław Małecki, dyrektor departamentu prawa administracyjnego w Rządowym Centrum Legislacji.</p> <p>Zwróciliśmy się więc z prośbą o stanowisko do MSWiA. To jednak odesłało nas do... Rządowego Centrum Legislacji. W tej sytuacji Postanowiliśmy więc o opinię poprosić Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, pytając, dlaczego Polacy nie mają prawa poznać aktów mogących wpłynąć na ich prawa obywatelskie.</p> <p>„Rozporządzenie nr 91 Prezesa Rady Ministrów nie ingeruje w swobody obywatelskie. Dotyczy ono działania służb, tj. uruchamia działania służb wobec infrastruktury krytycznej” – odpisała nam lakonicznie KPRM. Co to dokładnie znaczy – nie wiadomo.</p> Rząd zarządzeniem wprowadził stopnie alarmowe z powodu zaczynających się Światowych Dni Młodzieży. Tyle, że urzędnicy zapomnieli dokument opublikować.]]> Straciłeś prawo jazdy? Możesz domagać się zadośćuczynienia http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962848,straciles-prawo-jazdy-mozesz-domagac-sie-zadoscuczynienia.html 2016-07-26T07:29:00Z <p>Uprawomocnił się właśnie pierwszy wyrok, w którym sąd uniewinnił kierowcę obwinionego o przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym. Od 18 maja 2015 r. takie wykroczenie powoduje automatyczne zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące. W tej sprawie kierowca prawo jazdy stracił, ale przekonany o tym, że nie popełnił wykroczenia, nie przyjął mandatu i walczył o uniewinnienie w sądzie. W efekcie sąd uznał, że pomiar prędkości był przez policjantów wykonany nieprawidłowo i nie ma pewności, czyją prędkość zmierzyło urządzenie. A to znaczy, że środek karny w postaci zatrzymania prawy jazdy na trzy miesiące był zastosowany niesłusznie. Teraz kierowca będzie walczył o rekompensatę od Skarbu Państwa.</p> <p>Odszkodowanie czy zadośćuczynienie</p> <p>Bez wątpienia w takiej sytuacji można domagać się odszkodowania na podstawie art. 417 kodeksu cywilnego. Osoba, której prawo jazdy było niezbędne do pracy czy prowadzenia działalności gospodarczej, nie powinna mieć problemów z udowodnieniem swojej szkody. Jeśli więc ktoś np. dojeżdżał do pracy samochodem, a po niesłusznym zatrzymaniu uprawnień musi korzystać z taksówek, może przedstawić rachunki za alternatywny transport i domagać się na tej podstawie odszkodowania.</p> <p>Gorzej, gdy utrata prawa jazdy powoduje uciążliwości, które trudno udowodnić. W przypadku uniewinnionego przez sąd kierowcy brak prawa jazdy nie miał wpływu ani na możliwość świadczenia pracy, ani na utrudnienie dojazdów do niej. Jednak samochodem jeździł on do swojej dziewczyny. Dlatego też będzie się domagał zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych.</p> <p>– W takiej sytuacji trzeba wyraźnie wskazać, jakie dobro osobiste zostało naruszone. To na powodzie ciąży obowiązek wykazania, jakie konkretnie dobro ucierpiało na skutek czasowego pozbawienia go uprawnień – tłumaczy Jacek Miłaszewski, prawnik specjalizujący się w kwestiach odszkodowań, autor bloga „Przepraszam nie wystarczy”.</p> <p>– Może to być prawo do wolności, do decydowania o własnym życiu czy prawo do prywatności. W niektórych przypadkach zatrzymanie prawa jazdy może się również wiązać ze szkodami wizerunkowymi – dodaje prawnik.</p> <p>Podobnie uważa adwokat Tomasz Lustyk, prowadzący własną kancelarię.</p> <p>– Jeśli ktoś został niesłusznie pozbawiony prawa jazdy, to absolutnie nie widzę okoliczności wyłączających możliwość dochodzenia zadośćuczynienia. Na podobnej zasadzie niektórzy walczą o zadośćuczynienie z powodu pozbawienia dostępu do internetu, choćby jedyną szkodą była niemożność oglądania filmów o kotkach – mówi prawnik.</p> <p>– Jeżeli człowiek jest w stanie udowodnić, że ucierpiał na skutek pozbawienia go możliwości korzystania z samochodu, to musi to wykazać przed sądem – podkreśla jednak.</p> <p>Szkoda nie zawsze da się wyrazić w pieniądzu</p> <p>Zdaniem prof. Jana Błeszyńskiego, cywilisty z Uniwersytetu Warszawskiego, trzeba się jednak zastanowić, czy sięgać do pojęcia dóbr osobistych, gdy wysokość szkody jest trudna do wykazania.</p> <p>– W prawie odszkodowawczym obserwuje się tendencję do tego, by pojęcie szkody było interpretowane poszerzająco. Bardzo często bowiem fakt wystąpienia szkody jest bezsporny, natomiast wykazanie konkretnego jej rozmiaru będącego następstwem zawinionego działania sprawcy – utrudnione – wskazuje prof. Błeszyński i przypomina art. 322 kodeksu postępowania cywilnego.</p> <p>Przepis ten stanowi, że jeżeli sąd uzna, że ścisłe udowodnienie wysokości żądania jest niemożliwe lub nader utrudnione, może w wyroku zasądzić odpowiednią sumę według swojej oceny, opartej na rozważeniu wszystkich okoliczności sprawy.</p> <p>Z drugiej strony zauważalny jest też trend, by poszerzać katalog dóbr osobistych i sięgać po art. 448 kodeksu cywilnego: żądać za ich naruszenie zadośćuczynienia w formie pieniężnej.</p> <p>– W moim przekonaniu w przypadku niesłusznego odebrania prawa jazdy ograniczenie dóbr osobistych ma miejsce. Mamy do czynienia z sytuacją, gdy dochodzi do ograniczenia możliwości korzystania z pewnego dobra i korzystania z nabytych praw na skutek bezprawnego działania – stwierdza prof. Błeszyński.</p> <p>Jak podkreśla, jest to ograniczenie jednego z podstawowych dóbr, jakim jest prawo do wolności.</p> <p>– To, czy ktoś korzysta z tego prawa dla realizacji celów szczytnych, czy wynikających z codziennych upodobań, to jego sprawa. Istota problemu polega na tym, że na skutek zatrzymania prawa jazdy został pozbawiony możliwości korzystania ze swojej wolności – dodaje prof. Błeszyński, wskazując, że praprzyczyną problemu są regulacje dotyczące zatrzymywania prawa jazdy.</p> <p>– Zastosowanie tego środka karnego wyprzedza postępowanie, w którym dopiero przesądzone zostanie, czy doszło do naruszenia, które może być podstawą jego użycia. W cywilizowanym państwie raczej tego rodzaju sytuacje nie powinny się zdarzać – puentuje cywilista.</p> Zatrzymanie uprawnień kierowcy powoduje szkody, które nie zawsze mają charakter majątkowy i czasem trudno je udokumentować. Można jednak domagać się zadośćuczynienia.]]> Pałka: W poszukiwaniu korupcji sędziów http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962809,w-poszukiwaniu-korupcji-sedziow.html 2016-07-26T07:29:00Z <p>Nie może być przyzwolenia na korupcję i tolerancji dla niej. W państwie prawa panuje co do tego dosyć szeroki konsensus, dlatego chyba nie ma potrzeby rozbudowywania uzasadnienia dla powyższych tez.</p> <p>Po co zabierać więc w tej sprawie głos? Inspiracją stały się coraz liczniejsze w ostatnim czasie wypowiedzi polityków, w tym urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości. Wiele z nich rozwija popularną narrację o skorumpowanym wymiarze sprawiedliwości. Tego rodzaju oskarżenia nie zasługują na odrzucenie a priori. Przeciwnie, wymagają zastanowienia, spojrzenia w siebie. I wyciągnięcia wniosków, jeżeli zarzuty są prawdziwe. Ale też zdecydowanej reakcji, jeżeli prawdziwe nie są. Na marginesie, dla uporządkowania: wymiar sprawiedliwości sprawują sądy (art. 175 konstytucji) i pojęcie to nie obejmuje prokuratury czy policji, które są elementem władzy wykonawczej (na czele prokuratury stoi przecież minister sprawiedliwości – prokurator generalny, zaś policja odpowiada przed prezesem Rady Ministrów i ministrem spraw wewnętrznych).</p> <p>Zacznijmy od tego, że zapowiedzi zmiany kwalifikacji prawnej czynu korupcyjnego z występku na zbrodnię, co ma wynikać z zaostrzenia kar za tego rodzaju czyny, nie wzbudzają chyba specjalnych emocji. Kontrowersje może budzić jedynie, czy takie zaostrzenie jest racjonalne z punktu widzenia całego systemu kar i innych środków reakcji karnej w Polsce. Czy zachowana zostanie spójność systemu karania, a więc czy rozwiązania tego rodzaju gwarantować będą sprawiedliwość? Czy wreszcie zaostrzenie kar odpowiada na rzeczywistą potrzebę tworzenia nowych narzędzi do walki z korupcją? Jest to jednak kwestia wysoce ocenna i nikt nie może odebrać ustawodawcy prawa do kreowania polityki karnej państwa za pośrednictwem ingerencji w obowiązujące regulacje, jeżeli tylko ustawodawca mieści się w granicach konstytucji i wiążących Polskę norm prawa międzynarodowego. Sędziowie nie są przecież od tworzenia prawa, tylko od jego rozsądnego stosowania.</p> <p>Zastanowienia wymaga, czy korupcja w wymiarze sprawiedliwości jest problemem systemowym, czy incydentalnym? Znowu zastrzeżenie: z incydentalnymi przypadkami trzeba bezwzględnie walczyć. Ale tylko problemy o charakterze systemowym wymagają rewolucji. Incydenty wymagają jedynie korekty. Czy więc korupcja „zjada”, „niszczy”, „rujnuje” wymiar sprawiedliwości? Czy też jest przykrym, wstydliwym, ale zwalczanym i piętnowanym wyjątkiem? I czy może uogólniające oskarżenia dalece bardziej niszczą wizerunek sądów w społeczeństwie, stwarzając atmosferę oskarżeń bez pokrycia, nieufności, podejrzliwości?</p> <p>Rozstrzygnięcie sporu między przedstawiającymi sądownictwo w ponurym świetle a broniącymi jego czci możliwe jest chyba tylko w oparciu o dostępne badania, analizy, dane w oderwaniu od prezentowanej niekiedy w mediach populistycznej narracji. Najpierw trzeba spojrzeć na dane dotyczące skazań sędziów, prokuratorów i asesorów prokuratorskich za korupcję. Dane dotyczące przestępstw z art. 228 kodeksu karnego (sprzedajność pełniącego funkcję publiczną) są dostępne w Ministerstwie Sprawiedliwości i nie zawierają rozróżnienia przypadków przestępstw korupcyjnych z uwagi na to, jaki zawód wykonywała osoba skazana. Dla sędziego jednak skazanie za przestępstwo wiąże się zawsze z postępowaniem dyscyplinarnym. Z informacji dotyczących postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów mamy jednak pewność, że w odniesieniu do tej grupy zawodowej przypadki stwierdzonej korupcji są sporadyczne, i to na przestrzeni wielu lat. Każdy taki przypadek jest porażką wymiaru sprawiedliwości, ale nie systemowym problemem, który trzeba pilnie rozwiązać.</p> <p>Być może jednak liczba spraw karnych czy dyscyplinarnych o korupcję w wymiarze sprawiedliwości (których w praktyce nie ma) nie oddaje całej prawdy o tym problemie? Wobec tego spojrzeć wypada, jak obywatele postrzegają problem korupcji w Polsce: czy z ich punktu widzenia, jako klientów sądów, jest to zjawisko dostrzegalne, istotne? Wszystkie badania w tym zakresie obejmują jednak również inne władze, wobec tego spójrzmy szerzej.</p> <p>The World Justice Project jest niezależną organizacją promującą rządy prawa. Organizacja ta opracowuje m.in. „World Justice Rule of Law Index”, gdzie jednym z czynników wpływających na miejsce kraju w rankingu jest brak korupcji. Jak wypada Polska? Co najmniej dobrze. Ankietowano metodą bezpośredniej rozmowy 1000 respondentów. W 2015 r. zajęliśmy 21. miejsce na 102 analizowane kraje. Jeżeli chodzi o korupcję, byliśmy na 28. miejscu, wyprzedzając takie kraje, jak Włochy, Grecję, Chorwację, Węgry czy Chiny. Zawsze warto mierzyć wysoko i starać się doścignąć najlepsze w tym zestawieniu kraje skandynawskie czy praktycznie wolny od korupcji Singapur, ale od takiej konkluzji daleko do wniosku o tym, że korupcja zjada Polskę. Warto dodać, że w poszczególnych składowych „Indexu” Polska najlepiej wypadła w badaniu wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych (15. miejsce na świecie), a system prawa karnego (od postępowania przygotowawczego przez fazę sądową po wykonanie wyroków) oceniony został jako efektywny, zapewniający bezstronność, wolny od korupcji i od niepożądanych wpływów zewnętrznych, chroniący bezstronny proces i prawa podejrzanego. Według metodologii omawianego badania najlepszy wynik, jaki można było osiągnąć w danym obszarze, to 1. Im wynik bliższy 1, tym wskaźnik lepszy (1 więc to całkowity brak korupcji). Jeżeli chodzi o Polskę, sądownictwo uzyskało najlepszą, bliską ideału notę – 0,82, dobrze wypadły policja i wojsko (0,79), znacznie gorzej władza wykonawcza (0,59) i ustawodawcza (0,41). Dobre dane wymiaru sprawiedliwości potwierdzają się w szczegółowych badaniach sądownictwa cywilnego (poziom wskaźnika braku korupcji – 0,79) i karnego (0,76). Na pytanie, na ile korupcja w sądownictwie jest poważnym problemem w miejscu zamieszkania (w konkretnej miejscowości, w której respondent żyje), ankietowani Polacy odpowiedzieli, że nie jest to w ogóle problem (wskazując to zagadnienie na ostatnim miejscu, w kategorii „not very serious”). Większą wagę przywiązujemy do wysokości opłat, niewystarczającego szkolenia sędziów i niewydolnego systemu alternatywnych sposobów rozwiązywania sporów. Ankietowani odpowiedzieli, że korupcja w sądzie nie jest powodem, dla którego mieliby unikać sądów (nie jest więc to problem), znów akcentując zbyt wysokie ich zdaniem koszty procesu i długość trwania procedur. Z tego samego badania wynika, że Polacy nie dostrzegają w najmniejszym stopniu problemu korupcji wśród organów postępowania przygotowawczego w sprawach karnych, jak również w postępowaniu sądowym w sprawach karnych.</p> <p>Problem ewentualnej korupcji w wymiarze sprawiedliwości nie jest też sygnalizowany jako znaczący w „Global Competitiveness Report”, przygotowywanym przez World Economic Forum, gdzie korupcja uwzględniana jest w tzw. pierwszym filarze (instytucje). Jeżeli te dane nie przekonują, spójrzmy na zestawienie Transparency International „Corruption Perceptions Index 2015”. Polska w tym zestawieniu jest 30. na 167 ocenianych krajów i od 2012 r. konsekwentnie poprawia swój wynik.</p> <p>Co więcej, sądownictwo polskie jest postrzegane przez Europejską Sieć Rad Sądownictwa (encj.eu) jako jedno z tych z obszaru tzw. nowych demokracji w Europie, w których problem korupcji nie istnieje. Wynika to wprost z badań tej organizacji i wniosek taki jednoznacznie wybrzmiał w trakcie Zgromadzenia Ogólnego ENCJ, które odbyło się na początku czerwca 2016 r. w Warszawie.</p> <p>Podsumujmy: statystyki ministerstwa, a także dane dostępne m.in. w KRS nie wskazują na znaczącą liczbę przypadków korupcji w wymiarze sprawiedliwości; badania krajowe i zagraniczne (ogólnoeuropejskie i globalne) nie sygnalizują korupcji jako ważkiego problemu w polskim wymiarze sprawiedliwości; organizacje zajmujące się wymiarem sprawiedliwości również, dostrzegając korupcję w sądownictwie innych krajów Europy, widzą Polskę jako wolną od tego problemu. Skąd więc ponawiające się oskarżenia wobec wymiaru sprawiedliwości i czemu służy ten atak? Gdzie weryfikowalne informacje na temat rzekomej korupcji w sądownictwie?</p> <p>W państwie prawa pozycja władzy sądowniczej opiera się na zaufaniu. To zaufanie musi być wypracowane przez wymiar sprawiedliwości ciężką pracą i osiąganiem dobrych wyników. Zaufania do wymiaru sprawiedliwości nie wolno rujnować przez nieodpowiedzialne wypowiedzi przedstawicieli innych władz, którzy oskarżając sądy, zdają się nie dostrzegać, że percepcja korupcji w ich środowisku jest – jak wskazują badania – znacznie poważniejsza. Skoro zaufanie jest podstawą pozycji sądów, to ten, kto to zaufanie niszczy, niszczy też sądy. Kto zaś niszczy sądy, niszczy państwo prawa, bo raz zabranego zaufania obywateli nie da się łatwo odzyskać. Nawet jeżeli sądownictwo dosięgnie nie reforma, ale rewolucja.</p><p>Sławomir Pałka, członek Krajowej Rady Sądownictwa, zastępca rzecznika prasowego KRS</p> Na początek kilka zdań, które muszą paść, choć w zasadzie nie powinny, bo mowa o oczywistości: z korupcją trzeba walczyć. Skorumpowanych trzeba usuwać z zajmowanych stanowisk, pozbawiać pełnionych funkcji, a wreszcie karać. I to surowo.]]> Jakie są prawa i obowiązki radnych? http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962697,prawa-i-obowiazki-radnych.html 2016-07-26T07:00:00Z Radny funkcjonujący na każdym szczeblu samorządu terytorialnego ma ustawowo przypisane obowiązki i prawa, z których może skorzystać. Kwestie te reguluje odpowiednio ustawa o samorządzie gminnym, ustawa o samorządzie powiatowym i ustawa o samorządzie województwa.]]> Śledztwo w sprawie zeszłorocznych rozporządzeń MS o stawkach adwokackich http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962709,sledztwo-w-sprawie-zeszlorocznych-rozporzadzen-ms-o-stawkach-adwokackich.html 2016-07-25T15:26:00Z <p>Jak powiedział w poniedziałek prok. Michał Dziekański z tej prokuratury, postępowanie wszczęto w związku z zawiadomieniem skierowanym przez aktualne kierownictwo resortu sprawiedliwości. Przed ponad kwartałem trafiło ono do Prokuratury Okręgowej w Warszawie - jako jedna z tzw. spraw audytowych po raporcie oceniającym rządy PO-PSL.</p> <p>Zawiadomienie MS - jak informowała przed kilkoma tygodniami PAP prokuratura - dotyczyło podejrzenia niedopełnienia obowiązków przez Borysa Budkę - poprzednika obecnego ministra Zbigniewa Ziobry - przy wydaniu czterech rozporządzeń z 22 października zeszłego roku w sprawie opłat za czynności adwokackie i radców prawnych oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu.</p> <p>"Śledztwo zostało wszczęte w piątek" - poinformował prok. Dziekański. Jego podstawą jest paragraf pierwszy art. 231 Kodeksu karnego mówiący, że "funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech".</p> <p>"Sprawa ma tylko i wyłącznie wymiar polityczny, pokazuje absurd sytuacji, gdy minister sprawiedliwości jest prokuratorem generalnym. Nie wyobrażam sobie, aby podległy ministrowi prokurator nie zgodził się z jego zawiadomieniem" - powiedział PAP Budka.</p> <p>Na mocy rozporządzeń z października 2015 r., od początku 2016 r. zwiększono stawki adwokackie i radcowskie. "Z praktyki radcy prawnego wiem, że stawki za urzędowe sprawy z prawa pracy i ubezpieczeń społecznych są wyjątkowo niskie" - mówił wówczas Budka. Ówczesne kierownictwo MS wskazywało, że zmiany te były wynikiem analizy postulatów i dyskusji prowadzonej z władzami obu samorządów prawniczych.</p> <p>Obecnie na etapie konsultacji znajdują się projekty czterech nowych rozporządzeń dotyczących stawek adwokackich i radcowskich przygotowane przez aktualne kierownictwo MS. Chodzi o koszty np. obrony z urzędu (opłacanej ze Skarbu Państwa wyznaczonym przez sądy obrońcom osób, których nie stać na prawnika), ale również koszty pomocy prawnej, jakie w sprawie cywilnej stronie wygrywającej musi zapłacić strona przegrana.</p> <p>W projektach tych rozporządzeń zaproponowano zmniejszenie wysokości stawek. Na przykład w odniesieniu do obrony z urzędu przed sądem okręgowym stawkę zmniejszono z 1200 zł do 600 zł, zaś przed sądem rejonowym w postępowaniu w sprawach o wykroczenia z 360 zł do 180 zł. Przegrany w cywilnym procesie o ochronę dóbr osobistych musiałby zapłacić pełnomocnikowi strony wybranej nie 1080 zł ale 720 zł; w sprawie o opróżnienie lokalu mieszkalnego stawkę obniżono by z 480 zł do 240 zł, zaś w sprawie uznania wypowiedzenia umowy o pracę za bezskuteczne - z 360 zł do 180 zł.</p> <p>"Sądy powinny służyć wszystkim Polakom, także tym słabszym, niezamożnym i bez wsparcia kancelarii adwokackich. I to na Radzie Ministrów spoczywa obowiązek zapewnienia zwykłym ludziom dostępu do procesów sądowych bez obaw, że wystąpienie z pozwem ich zrujnuje" - napisano w uzasadnieniu MS.</p> <p>Dodano, że w przypadku stawek obowiązujących od początku tego roku nie wyliczono skutków finansowych dla budżetu państwa. "Co istotne, nie uzgodniono również tych skutków z ministrem finansów, co było konieczne, by wprowadzić nowe stawki w życie. W efekcie doszło do złamania prawa, czyli obowiązującej procedury legislacyjnej przez poprzednie kierownictwo MS" - dodał resort.</p> <p>Ministerstwo wskazało, że "stwierdzenie tego faktu musiało więc doprowadzić do skierowania zawiadomienia do prokuratury". Ponadto - jak zaznaczono w uzasadnieniu - do nowych stawek nie został dostosowany system informatyczny obsługujący elektroniczne postępowanie upominawcze (EPU), co obecnie ma skutkować wydłużeniem tego postępowania. Zawiadomienie do prokuratury dotyczyło także niedopełnienia obowiązków w tym zakresie.</p> <p>"Rozporządzenia wchodziły od początku 2016 r., więc obecny minister miał sześć tygodni na dostosowanie procedur EPU do ich wymogów" - zaznaczył natomiast Budka.</p> <p>Projekty nowych rozporządzeń aktualnego kierownictwa MS ws. stawek skrytykowały samorządy adwokacki i radcowski. Także Krajowa Rada Sądownictwa negatywnie oceniła obecne plany obniżenia stawek.</p> Wszczęto śledztwo ws. podejrzenia niedopełnienia obowiązków przez poprzednie kierownictwo resortu sprawiedliwości w związku z wydanymi w 2015 r. rozporządzeniami dotyczącymi stawek adwokackich i radcowskich - poinformowała PAP Prokuratura Okręgowa w Warszawie.]]> Prezes Urzędu Zamówień Publicznych: Cena może być jedynym kryterium http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962516,prezes-urzedu-zamowien-publicznych-cena-moze-byc-jedynym-kryterium.html 2016-07-25T08:17:00Z <p>Wchodząca w czwartek w życie nowelizacja przepisów o zamówieniach publicznych (Dz.U. z 2016 r., poz. 1020) ma, poza implementacją prawa unijnego, poprawić jakość polskich przetargów. Z jakimi regulacjami wiąże pani największe nadzieje?</p> <p>Ważne są zmiany dotyczące kryteriów oceny ofert. Po wielu latach obowiązywania przepisów regulujących udzielanie zamówień publicznych nadszedł czas, by przy wydawaniu publicznych pieniędzy większy nacisk położyć na jakość, a nie tylko na cenę. Z jednej strony nowe regulacje powinny zlikwidować pewien automatyzm w stosowaniu kryteriów pozacenowych, bo przecież nie chodzi o to, by wpisywać je do specyfikacji tylko dlatego, że tak nakazują przepisy. Z drugiej zaś mam nadzieję, że gdy kryteria inne niż cena będą już stosowane, to w taki sposób, by rzeczywiście osiągnąć jak najlepszy efekt, czyli jakość lub innowacyjność zamawianego produktu czy usługi.</p> <p>W powszechnym odbiorze pokutuje opinia, że nowelizacja jeszcze większy nacisk kładzie na stosowanie pozacenowych kryteriów, bo będą one musiały mieć co najmniej 40 proc. wagi. Tymczasem pani mówi, że kończy ona z automatyzmem w stosowaniu pozacenowych kryteriów.</p> <p>Tak, bo choć nowe brzmienie art. 91 ust. 2a ustawy – Prawo zamówień publicznych rzeczywiście wprowadza limit wagowy, jeśli chodzi o stosowanie kryterium ceny, to jednocześnie wiele osób nie zauważa alternatywy zawartej w tym przepisie. Zamawiający może bowiem wybierać ofertę na podstawie ceny, o ile określi standardy jakościowe odnoszące się do wszystkich istotnych cech przedmiotu zamówienia oraz wykaże, w jaki sposób uwzględnił koszty życia produktu. Innymi słowy, teraz zamawiający będą mieli wybór: albo dobrze opiszą przedmiot zamówienia, zwracając uwagę na jego jakość, albo też zastosują inne niż cena kryteria oceny ofert, co również ma pozwolić na osiągnięcie efektu lepszej jakości. Mam nadzieję, że takie rozwiązanie ukróci praktykę stosowania pozacenowych kryteriów pro forma, tylko po to, by wypełnić obowiązek ustawowy.</p> <p>Podejrzewam jednak, że dla wielu łatwiejsze może być stosowanie pozacenowych kryteriów. I tu pojawia się problem, gdyż (jak pokazują dane za 2015 r.) najczęściej stosowane były te, które najmniej dają, czyli termin realizacji zamówienia i okres gwarancji. A nowelizacja nie zmusza do stosowania innych, bardziej racjonalnych kryteriów.</p> <p>Rzeczywiście, zastosowanie kryterium „termin realizacji zamówienia” zwykle jest sposobem na proste wypełnienie dotychczas obowiązującej regulacji w zakresie kryteriów pozacenowych. Trzeba jednak mieć świadomość, że same przepisy niczego nie rozwiążą. Bez wątpienia niezwykle istotne jest kształtowanie dobrej praktyki w tym zakresie. UZP angażuje się w tego rodzaju działania i będzie to czynić jeszcze bardziej efektywnie, pokazując przykładowo, jakie kryteria mogą być stosowane. Myślę bowiem, że wielu z zamawiających z jednej strony nie ma wystarczającej wiedzy na ten temat, a z drugiej może też obawiać się formułowania kryteriów pozacenowych, zwłaszcza takich, których nie da się matematycznie policzyć. Jeśli więc UZP pokaże przykładowe kryteria oceny ofert, to zamawiający mogą zostać zachęceni do ich stosowania.</p> <p>Kiedy można się spodziewać opracowania takich wzorcowych kryteriów?</p> <p>W najbliższym czasie powołam w UZP wewnętrzny zespół zadaniowy, który zajmie się ich opracowaniem. Na pewno nie jest to praca na tydzień czy miesiąc. Zresztą zespół ten będzie pracował nie tylko nad kryteriami oceny ofert, ale też nad innymi wzorcowymi dokumentami i dobrymi praktykami. Zacznie od przygotowania trzyletniego planu działań, w którym ustali zakres, sposób i harmonogram prac. Choć będzie to zespół wewnętrzny, to będzie współpracował z zewnętrznymi podmiotami i korzystał z doświadczeń fachowców. Cenną jest choćby inicjatywa ministra infrastruktury i budownictwa, który powołał radę ekspertów do spraw działań mających na celu optymalizację procesu realizacji inwestycji drogowych. Ważne mogą też być doświadczenia Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa, która prowadzi spory w sprawach umów o zamówienia publiczne.</p> <p>Kiedy konkretnie zobaczymy pierwsze efekty działań tego zespołu?</p> <p>Zakładam, że zacznie działać po wejściu w życie nowelizacji. Tak jak wspomniałam, najpierw będę oczekiwała przedstawienia planu działań i dopiero wówczas będzie można określać konkretne terminy. Mam nadzieję, że już po wakacjach zostaną upublicznione pierwsze materiały. Przy czym nie będzie to od razu pełny katalog wzorów, dokumentów, klauzul umownych. Będziemy je publikować sukcesywnie. Dodam, że już teraz na stronach internetowych UZP zainteresowani mogą znaleźć publikacje poświęcone choćby kryteriom oceny ofert czy zrównoważonym zamówieniom. W najbliższych dniach natomiast planujemy także publikację pierwszych kilku materiałów wzorcowych dotyczących znowelizowanych przepisów.</p> <p>Nowelizacja ma też skończyć z umowami śmieciowymi w zamówieniach publicznych. Przy wszystkich czynnościach spełniających warunki pracy na umowę pracownicy mają być zatrudniani na etat. Wierzy pani, że zamawiający będą wpisywać ten wymóg do specyfikacji przetargowych, skoro oznaczać to będzie dla nich większe koszty?</p> <p>Zamawiający muszą pamiętać, że jest to regulacja obligatoryjna. Będziemy obserwować, jak realizowany jest ten wymóg ustawowy. Zmiana powyższa wpisuje się zresztą w szerszą prospołeczną politykę rządu i zamawiający muszą mieć świadomość, że oni także w niej uczestniczą i będą z tego rozliczani.</p> <p>Tyle że jeśli nie będą wymagać umów o pracę, to praktycznie nic im nie grozi. Przepisy nie przewidują bowiem żadnych konkretnych sankcji.</p> <p>Z pewnymi sankcjami zamawiający muszą się jednak liczyć. Jeśli nie wprowadzą wymogów związanych z zatrudnieniem, to naruszą przecież bezwzględnie obowiązujące przepisy ustawy. Bez wątpienia UZP w prowadzonych kontrolach będzie zwracał uwagę na te kwestie. Jeśli okaże się, że pomimo obiektywnych przesłanek zamawiający nie zażąda zatrudnienia na podstawie umów o pracę, nie określi sposobu weryfikacji tego zatrudnienia i nie ureguluje sankcji za naruszenie obowiązków wykonawców, to będzie musiał się liczyć z konsekwencjami, choćby związanymi z dyscypliną finansów publicznych. Dodatkowo będzie to również podlegać kontroli ze strony wykonawców, którzy widząc, że ustawowy wymóg jest pomijany, będą mogli wnieść odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej.</p> <p>Jednym z celów nie tylko naszej nowelizacji, ale też dyrektywy, którą ona wdraża, było ułatwienie przedsiębiorcom startu w przetargach. Temu miało służyć wprowadzenie jednolitego europejskiego dokumentu zamówienia. Tymczasem słychać głosy, że zamiast ułatwić, utrudni on życie przedsiębiorcom.</p> <p>Niestety częściowo podzielam te obawy. Przygotowany przez ustawodawcę europejskiego jednolity europejski dokument zamówienia nie jest łatwy, a raczej dosyć skomplikowany i chyba nie do końca realizuje założenia nowych dyrektyw odbiurokratyzowania i odformalizowania zamówień publicznych. Jednakże, podobnie jak wszystkie inne kraje członkowskie, musimy go stosować. Ze swojej strony mogę zapewnić, że będziemy pomagać przedsiębiorcom w stosowaniu tego dokumentu. Upubliczniliśmy już wstępną instrukcję wypełniania JEDZ, a w najbliższym czasie zostanie ona pogłębiona i uszczegółowiona. W przetargach poniżej progów unijnych JEDZ nie będzie wymagany. Wykonawcy będą jedynie składać oświadczenia o spełnianiu warunków i braku przesłanek do wykluczenia. Tu także chcemy przygotować pewien wzór tych oświadczeń, uwzględniający chociażby wymagania związane z powoływaniem się na zasoby innych podmiotów czy podwykonawstwem.</p> <p>Z kolei zamawiający boją się, że nowe przepisy wydłużą procedury, bo na końcu przetargu może się okazać, że zwycięski wykonawca nie spełnia warunków i trzeba będzie prosić o dokumenty kolejnego. Część ekspertów doradza wręcz, by już na etapie przetargu żądać od wszystkich kompletu dokumentów.</p> <p>Przed tego typu praktyką zdecydowanie bym przestrzegała. Przepis, który pozwala na żądanie dokumentów na dowolnym etapie postępowania, może być bowiem zastosowany w uzasadnionych sytuacjach. Z taką szczególną sytuacją możemy mieć do czynienia w tzw. trybach wieloetapowych, gdzie kwalifikacja podmiotowa wykonawców jest wydzielona od oceny ofert, albo w sytuacji, gdy postępowanie o zamówienie publiczne trwa dłużej i może powodować zmianę sytuacji podmiotowej wykonawców. Przepis ten nie powinien być jednak nadużywany, aby nie podważać celów nowych dyrektyw zamówieniowych.</p> <p>Polska skorzystała z możliwości, jaką daje dyrektywa, i przesunęła w czasie moment pełnej elektronizacji zamówień. Do 2018 r. musimy jednak stworzyć system, który umożliwi składanie ofert i całą komunikację w internecie. Tymczasem kilka miesięcy temu zdecydowała się pani na rezygnację z wprowadzenia platformy e-zamówienia w ramach przepisów znowelizowanej ustawy. Co dalej?</p> <p>Wprowadzenie na tym etapie platformy e-zamówienia nie było obiektywnie możliwe, zważywszy na stan przygotowań do budowy systemu. Teraz nie chcę mówić jeszcze o szczegółach, gdyż prowadzone są w tym zakresie uzgodnienia z Ministerstwem Cyfryzacji oraz Ministerstwem Rozwoju, w trakcie których poszukujemy optymalnego rozwiązania. Pełna elektronizacja zamówień musi zostać wprowadzona do października 2018 r. i do tego czasu właściwe narzędzie techniczne bezwzględnie musi powstać.&#160;</p><p> Polecany produkt: Ustawa o pracownikach samorządowych &gt;&gt;</p> Jeśli zamawiający nie będą wprowadzać wymogów związanych z zatrudnieniem, to naruszą bezwzględnie obowiązujące przepisy ustawy. Urząd Zamówień Publicznych w prowadzonych kontrolach będzie zwracał uwagę na te kwestie.]]> E-inicjatywa obywatelska: Społeczne projekty ustaw będą składane w internecie? http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962508,spoleczne-projekty-ustaw-beda-skladane-w-internecie.html 2016-07-25T08:07:00Z <p>Ustawy pisane przez obywateli wciąż należą w Polsce do rzadkości. W kadencji Sejmu 2007– –2011 zgłoszono zaledwie 19 takich projektów, w latach 2011– –2015 inicjatyw było ich 28. Obecnie na stronach internetowych Sejmu VIII kadencji widnieje tylko jeden projekt obywatelski dotyczący wprowadzenia całkowitego zakazu przerywania ciąży. Główną przyczyną bynajmniej nie jest brak zaangażowania Polaków.</p> <p>Walka z czasem</p> <p>Wniesienie obywatelskiego projektu pod obrady Sejmu nie jest proste. Całą procedurę określa ustawa z 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli (Dz.U. nr 62, poz. 688 ze zm.). Potrzebna jest m.in. grupa 15 osób, która zawiąże komitet. Następnie konieczne jest zebranie tysiąca głosów poparcia dla komitetu. Po zarejestrowaniu go za pośrednictwem marszałka Sejmu komitet ma zaledwie trzy miesiące na złożenie w Sejmie projektu ustawy wraz z listą zebranych pod nim 100 tysięcy podpisów.</p> <p>Tu zaczyna się walka z czasem. Zebranie wymaganej liczby podpisów bywa nie lada wyzwaniem. Co innego, gdy podpisy zbiera silnie skonsolidowane środowisko, np. działkowców, którym w obliczu zagrożenia rozbiórką ok. 900 tysięcy altan w niespełna trzy miesiące udało się zebrać 700 tysięcy podpisów. Co innego, gdy grupa zapaleńców z inicjatywy STOP janosikowe zbiera głosy pod projektem ustawy nowelizującej niezrozumiały dla większości Polaków system wyrównywania dochodów w samorządach. Wówczas w analogicznym czasie zebrano już „tylko” 157 tysięcy podpisów.</p> <p>Zdaniem dra Adama Bodnara sporym ułatwieniem byłaby możliwość ich składania drogą elektroniczną. Eksperci chwalą propozycję rzecznika. – To dobry pomysł, trzeba tylko przewidzieć odpowiednie mechanizmy identyfikacji osób składających podpisy, skoro miałoby to mieć wpływ na proces legislacyjny. Jako operatora tego procesu widziałbym Państwową Komisję Wyborczą (PKW) – mówi Andrzej Zdzitowiecki z firmy doradczej PPPIP działającej w branży IT.</p> <p>Rząd jest za</p> <p>Jak RPO i zwolennicy takich rozwiązań wyobrażają sobie to funkcjonowanie w praktyce? Ich zdaniem podpis elektroniczny mógłby posłużyć do przesyłania treści proponowanego aktu prawnego. Przy czym zdaniem RPO inna? procedura? może być zaprojektowanie w ramach PKW elektronicznej platformy bądź serwisu internetowego, względnie uruchomienie usługi w ramach serwisu ePUAP. – W przypadku rozwiązania, kto´re polegałoby na wskazaniu wymogów technicznych dla systemów teleinformatycznych, każdy z zainteresowanych komitetów mógłby samodzielnie tworzyć środowisko teleinformatyczne (system), za pomocą którego realizowałby kampanie? gromadzenia poparcia – twierdzi dr Bodnar.</p> <p>Ministerstwo Cyfryzacji wyraziło zainteresowanie pomysłem. Przy czym zwraca uwagę na kilka kwestii do rozstrzygnięcia. M.in. kto powinien być administratorem takiego systemu. Zdaniem resortu nie powinien być to komitet obywateli, lecz organ administracji publicznej. To z kolei rodzi pytania o środki finansowe na utrzymanie systemu i zapewnienie bezpieczeństwa danych. Minister Anna Streżyńska deklaruje gotowość do szybkiego podjęcia rozmów.</p> <p>Inna sprawa, że na dziś wdrożenie propozycji RPO byłoby rozwiązaniem dość niszowym. Z danych Ministerstwa Rozwoju wynika, że do kwietnia 2016 r. liczba wszystkich certyfikatów kwalifikowanych służących do składania podpisów elektronicznych wyniosła w Polsce niecałe 1,2 mln, z czego aktywnych było zaledwie 360 tys.</p> <p>Poza tym rynek e-podpisów zdominowało u nas kilka firm, m.in. Krajowa Izba Rozliczeniowa, Asseco czy Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. To oznacza, że to one będą przez długi czas dyktować ceny takich rozwiązań. – I niby jak ma się to u nas rozpowszechnić? – pyta przedstawiciel branży zajmującej się identyfikacją elektroniczną obywateli.</p> <p>Świat już w sieci</p> <p>Polska nie byłaby pierwszym krajem wykorzystującym sieć przy inicjatywach ustawodawczych. W Wielkiej Brytanii od lat z powodzeniem działa serwis petycyjny. Zasada jego funkcjonowania jest prosta – jeśli odpowiednia liczba mieszkańców złoży petycję, rząd musi ją rozważyć. Ostatni raz na dużą skalę wykorzystano to narzędzie przy okazji Brexitu – ok. 4 mln ludzi poparło petycję o powtórzeniu referendum. Ale po sprawdzeniu numerów IP głosujących okazało się, że ok. 80 proc. podpisów złożyły osoby spoza Zjednoczonego Królestwa. Rząd petycję odrzucił.</p> Rzecznik praw obywatelskich chce, by Polacy mogli w sieci składać podpisy pod społecznymi projektami ustaw. Pomysł popiera Ministerstwo Cyfryzacji.]]> Osiecki: Co dalej z trybunałem http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962572,osiecki-co-dalej-z-trybunalem.html 2016-07-25T07:38:00Z <p>To sytuacja, w której Trybunał Konstytucyjny ocenia prawo według ustawy z czerwca zeszłego roku, a rząd domaga się, by robił to na podstawie tzw. ustawy naprawczej z grudnia 2015 r. i dlatego nie ogłasza orzeczeń. W momencie gdy ustawa wejdzie w życie, pojawi się nowe prawo i automatycznie wygasi spór w tym punkcie. Teraz Trybunał Konstytucyjny będzie oceniał ustawę na podstawie niej samej. To dlatego właśnie Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło przepis, w myśl którego ustawy o trybunale są zwolnione z zasady rozpatrywania zgodnie z kolejnością wpływu. Niezałatwione zostają dwie kwestie. Mniej ważna jest sprawa publikacji orzeczenia z 9 marca, dotyczącego tzw. ustawy naprawczej, ale w momencie gdy obowiązują nowe przepisy, nie ma to większego znaczenia. Bo nowa ustawa i tak nakazuje opublikować resztę orzeczeń wydanych przez Trybunał Konstytucyjny po 9 marca, więc z praktycznego punktu widzenia ta kwestia nie ma znaczenia.</p> Sprawa Trybunału Konstytucyjnego została zamknięta, więc można ją uważać za otwartą. Taki wniosek płynie z przegłosowanej w piątek w Sejmie ustawy o trybunale. To twierdzenie może wydać się dziwne, ale uchwalenie ustawy zarówno z punktu widzenia Prawa i Sprawiedliwości, jak i opozycji zamyka pewien istotny etap, w którym szansa na kompromis była mała, ale jednak była. Ta okazja minęła. Niezależnie od tego, że uchwalenie i wejście w życie ustawy załatwi jeden z ważniejszych obecnie problemów – problem dualizmu prawnego.]]> Efekt nowych fotoradarów: Kierowcy jeżdżą za wolno http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962561,efekt-nowych-fotoradarow-kierowcy-jezdza-za-wolno.html 2016-07-25T07:11:00Z <p>Niezależnie od tego, co sądzimy o fotoradarach, ich obecność sprawia, że zdejmujemy nogę z gazu. Oficjalne statystyki nie pozostawiają złudzeń – w miejscach, gdzie zamontowano urządzenia mierzące prędkość, liczba wypadków wyraźnie spadła. Mogłoby się zatem wydawać, że wszystko (łącznie z budżetem państwa) przemawia za tym, aby system nadzorowany przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego rozbudowywać. Tymczasem – jak ustaliliśmy – przynajmniej do końca 2018 r. na drogach nie pojawi się ani jedno nowe urządzenie.</p><p>Obecna sieć, na którą składa się 400 fotoradarów stacjonarnych (na żółtych masztach), 29 mobilnych (zamontowane w nieoznakowanych samochodach GITD), 29 systemów odcinkowego pomiaru prędkości (w pełni działa 17) oraz 20 instalacji wychwytujących przejazdy na czerwonym świetle, jest traktowana jako zakończony projekt unijny. Jego realizacja kosztowała łącznie 190 mln zł, z czego ponad 160 mln otrzymaliśmy z Brukseli.</p> GITD zakończył oplatanie Polski siecią kamer i urządzeń do pomiaru prędkości. Kierowcy z pewnością odetchną. Ale tylko przez dwa lata.]]> Jak uzyskać wypis i wyrys z ewidencji gruntów? http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962452,wypis-i-wyrys-z-ewidencji-gruntow.html 2016-07-24T19:00:00Z <p>Wypis uproszczony. Od 1 lipca tego roku można wnioskować także o uproszczony wypis z rejestru gruntów (bez adnotacji dotyczących jakości danych ewidencyjnych oraz klauzuli upoważniającej do oznaczania nieruchomości w księdze wieczystej na podstawie tego dokumentu). Opłata za wypis uproszczony wynosi 15 zł za 1 działkę ewidencyjną, 12 zł za działkę przy zamówieniu od 2 do 10 działek oraz 6 zł za działkę przy zamówieniu powyżej 10 działek. </p><p>Warto wiedzieć: Jak uzyskać zwolnienie od kosztów sądowych w sprawie cywilnej? &gt;&gt;&gt;</p><p>Wniosek wygląda tak:</p><p>Pobierz wniosek o wydanie wypisu i wyrysu z ewidencji gruntów i budynków w formacie DOC do wypełnienia na komputerze &gt;&gt;&gt;</p><p>Pobierz wniosek o wydanie wypisu i wyrysu z ewidencji gruntów i budynków w formacie PDF &gt;&gt;&gt;</p><p>Złóż wniosek o wydanie wypisu i wyrysu z ewidencji gruntów i budynków online (ePUAP) &gt;&gt;&gt;</p>Koszty<p>Uzyskanie wypisu i/lub wyrysu z ewidencji gruntów i budynków wiąże się z następującymi kosztami:</p>40 zł - wypis z rejestru gruntów w postaci dokumentu elektronicznego 50 zł - wypis z rejestru gruntów w postaci dokumentu drukowanego 24 zł - wypis z rejestru gruntów bez danych osobowych w postaci dokumentu elektronicznego 30 zł - wypis z rejestru gruntów bez danych osobowych w postaci dokumentu drukowanego 140 zł - wypis z rejestru gruntów oraz wyrys z mapy ewidencyjnej w postaci dokumentu elektronicznego 150 zł - wypis z rejestru gruntów oraz wyrys z mapy ewidencyjnej w postaci dokumentu drukowanego 105 zł - wyrys z mapy ewidencyjnej w postaci dokumentu elektronicznego 110 zł - wyrys z mapy ewidencyjnej w postaci dokumentu drukowanego 25 zł - wypis z rejestru budynków albo wypis z rejestru lokali w postaci dokumentu elektronicznego<p>Podstawa prawna:</p> Rozporządzenie Ministra Administracji i Cyfryzacji z dnia 9 lipca 2014 r. w sprawie udostępniania materiałów państwowego zasobu geodezyjnego i kartograficznego, wydawania licencji oraz wzoru Dokumentu Obliczenia Opłaty (zobacz tekst) Ustawa z dnia 17 maja 1989 r. Prawo geodezyjne i kartograficzne (zobacz tekst ujednolicony) Wypis i wyrys z ewidencji gruntów to dokument niezbędny np. przy zakładaniu księgi wieczystej czy zawieraniu umowy notarialnej sprzedaży działki.]]> Grób psa nie jest czczony tak jak ludzki http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962443,grob-psa-a-grob-ludzki.html 2016-07-24T16:00:00Z <p>Sprawa dotyczyła kobiety, która pozwała spółkę prowadzącą cmentarz dla zwierząt. Powódka domagała się 1200 zł wraz z odsetkami, z czego 1000 zł stanowić miało odszkodowanie za doznaną krzywdę, jakiej kobieta doznała, gdy firma pomimo wpłacenia przez nią wskazanej w umowie kwoty zlikwidowała grób jej pupila. 200 zł to suma, jaką wpłaciła spółce tytułem przedłużenia umowy o opiekę nad grobem na dalsze 5 lat.</p><p>Pozwany nie zgadzał się z żądaniami i wnioskował o odrzucenie powództwa w całości. </p><p>W analizowanej sprawie doszło do oczywistej pomyłki. Spółka prowadząca cmentarz przyznała, że doszło do nieporozumienia. Strony łączyła umowa o pochówek psa. Zanim doszło do końca terminu, na jaki została zawarta, kobieta przesłała 200 zł na „pokładne” czyli utrzymanie mogiły przez następne 5 lat. Niestety nagrobek z granitu i tak został zlikwidowany. </p><p>Gdy kobieta zażądała wyjaśnień, firma przyznała się do pomyłki. W ramach rekompensaty przeproszono za zdarzenie i zaoferowała rekonstrukcję nagrobka. Powódka jednak nie przystała na tę propozycję i zażądała zapłaty odszkodowania w kwocie 200 zł tytułem zwrotu opłaty za utrzymanie nagrobka, 300 zł tytułem zwrotu kosztów nagrobka i 1000 zł tytułem zadośćuczynienia za szkody moralne, łącznie 1.500 zł. Gdy firma nie reagowała kobieta skierowała sprawę do sądu. </p><p>W tym czasie nagrobek został odtworzony, gdyż jak tłumaczyła spółka „w ramach likwidacji nagrobka zniwelowano jedynie część naziemna. Zwłoki psa powódki nie były ruszane”</p><p>Przed sądem kobieta wskazywała, że cała sytuacja spowodowała u niej rozstrój zdrowia i złe samopoczucie. Przez długi czas musiała zażywać leki uspokajające. Zdaniem sądu ocena jej samopoczucia pozostaje sprawa indywidualną. </p><p>Świadkowie jednak zwracali uwagę na fakt, że grób był zaniedbany, a powódka nie była często widziana na cmentarzu. </p><p>Analizowany spór rozstrzygano w zakresie przynależności prawa do grobu zwierzęcia do kategorii dóbr osobistych. Zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego ten, czyje dobra osobiste zostało naruszone, może żądać „ odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę lub na jego żądanie zasądzić odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez niego cel społeczny, niezależnie od innych środków potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia”. </p><p>Jak przyznał Sąd Apelacyjny w Białymstoku (sygn. akt: I ACa 567/15) prawo do grobu należy do kategorii dóbr osobistych. Z kolei Sąd Najwyższy w sprawie o sygn. akt: III CSK 84/15, LEX nr 1992040 przyznał, że prawo do grobu ma „charakter cywilnoprawny, a umowa o pochowanie zwłok jest czynnością cywilnoprawną zawartą przez osobę fizyczną z zarządem cmentarza, z której wynika szereg uprawnień dla osoby, dla której kult pamięci osoby zmarłej pochowanej w tym grobie, jest jej własnym dobrem osobistym. Suma tych uprawnień stanowi prawo do grobu.. Prawo do grobu ma dwojaki charakter: osobisty i majątkowy, przy czym na pierwszy plan wysuwają się elementy osobiste, do których zalicza się prawo do pochowania zwłok uprawnionego w wybranym przez niego miejscu, jeżeli dokonał takiego wyboru i obok zwłok jego bliskich, prawo opieki nad grobem, sprawowania kultu osoby tam pochowanej, podjęcia decyzji o pochowaniu innych osób bliskich itp. Prawo to ma także elementy majątkowe, takie jak np. ponoszenie wydatków związanych z utrzymaniem prawa do grobu oraz utrzymaniem samego grobu, jednak mają one charakter podrzędny w stosunku do decydujących elementów niemajątkowych. Jednak uwagi te dotyczą wyłącznie pochówku i grobu osób, a nie zwierząt”. </p> Traktowanie pupila jak członka rodziny i oczywisty smutek po jego śmierci to za mało, by miejsce pochówku zwierzęcia traktować na tych samych zasadach, co grób ludzki.Chowanie zwierząt nie jest oczywiste, dlatego usunięcie nagrobka nie narusza żadnego dobra związanego z pochówkiem psa - wskazał sąd w Trzciance.]]> Poradnik rowerzysty: Sprawdź, czy ubezpieczenie jest potrzebne http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962161,poradnik-rowerzysty-czy-ubezpieczenie-jest-potrzebne.html 2016-07-24T15:00:00Z <p>Z raportu mfind.pl wynika, że główną przyczyną wypadków wśród rowerzystów (oraz kierowców) jest nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu. Rowerzyści nie sygnalizują też manewru skrętu, źle przejeżdżają po przejściach dla pieszych, nie dostosowują prędkości do panujących warunków. Tylko w 2014 roku było ponad 4500 wypadków z udziałem rowerzystów. Jakich podstawowych zasad przestrzegać, by czuć się bezpiecznie?</p>OC, gdy wyrządzimy szkodę osobom trzecim <p>Wybierając się na rower, niezależnie od tego, czy decydujemy się na dłuższy rodzinny wypad, czy krótką wycieczkę, warto pomyśleć o ubezpieczeniu NNW oraz OC w życiu prywatnym. O ile to pierwsze zabezpieczenie jest nam dobrze znane, o drugim myślimy dość rzadko. Wyobraźmy sobie jednak, że podczas wycieczki rowerowej potrąciliśmy przechodnia, zderzyliśmy się z innym rowerzystą lub wjechaliśmy w dzieci bawiące się przy drodze. W wyniku zdarzenia ucierpiały osoby trzecie: mają złamaną rękę lub inne obrażenia ciała, a ich sprzęt sportowy jest zniszczony. To przykłady sytuacji, w których ubezpieczenie OC w życiu prywatnym może uchronić nas od sporych wydatków. Na co jednak zwrócić uwagę? – To ubezpieczający, czyli osoba która wykupuje ubezpieczenie, decyduje o zakresie ochrony w ramach polisy OC, wysokości sumy gwarancyjnej i tym samym o wysokości opłacanej składki. Wybierając ofertę warto pamiętać, że w świecie ubezpieczeń niska składka nie zawsze oznacza, że wybraliśmy najkorzystniejszą ofertę. Zdarza się, że zbyt niska suma gwarancyjna, ogranicza wysokość odszkodowania wypłacanego przez ubezpieczyciela i może być niewystarczająca do pokrycia wszystkich roszczeń poszkodowanego, np. kosztu zniszczonego sprzętu sportowego. Roszczenia przewyższające sumę gwarancyjną sprawca szkody będzie musiał pokryć z własnych środków finansowych – podkreśla Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych Gothaer TU S.A.</p> Z danych GUS wynika, że w Polsce na 1000 mieszkańców przypada aż 300 rowerów. Polacy szybko doganiają średnią unijną (600), ale daleko im jeszcze chociażby do Holendrów (900). Mimo to, aż 15 proc. Polaków jeździ na rowerze, a ponad połowa z nich (64 proc.) traktuje go jako środek komunikacji służący do przemieszczania się. Aż 40 proc. rowerzystów korzysta z roweru przynajmniej kilka razy w tygodniu, a co czwarty robi to kilka razy w miesiącu. Czy ubezpieczenie na rowerze jest potrzebne? Jak przewozić dziecko zgodnie z przepisami Kodeksu Drogowego? Jak dobrać odblaski? Które z przepisów ruchu drogowego trzeba znać?]]> Ochrona danych osobowych: Sprawdź co cię czeka po reformie w Unii Europejskiej http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962217,ochrona-danych-osobowych-sprawdz-co-cie-czeka-po-reformie-w-unii-europejskiej.html 2016-07-23T19:00:00Z <p>CO MUSISZ WIEDZIEĆ O UNIJNYM ROZPORZĄDZENIU?</p><p>1. Weszło w życie. Będzie stosowane od 25 maja 2018 roku.2. Zaostrza przepisy dotyczące ochrony danych osobowych (państwa UE będą mogły zwiększyć ochronę, ale nie będą mogły złagodzić przepisów).3. Ujednolica przepisy w obrębie państw członkowskich (wszystkie państwa będą miały ten sam reżim prawny).4. Pojawia się definicja danych biometrycznych. Odciski palców, skan siatkówki oka, a w niektórych przypadkach wizerunek twarzy stają się danymi wrażliwymi, a ich przetwarzanie jest możliwe m.in. za zgodą. 5. Za zaniechania są potężne kary pieniężne - do 20 mln euro, a w przypadku przedsiębiorstw do 4% rocznego obrotu.6. Rozporządzenie nie przewiduje przepisów przejściowych. 25 maja 2018 roku musisz mieć wszystko dopięte na ostatni guzik – budzisz się w nowej rzeczywistości.</p> Już za niecałe dwa lata zaczną być stosowane nowe, unijne przepisy o ochronie danych osobowych. Przed Wami krótki poradnik, który przygotowali eksperci Kancelarii Radców Prawnych Lubasz i Wspólnicy.]]> Privacy Shield: Nowe zasady przekazywania danych osobowych do USA http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/962215,privacy-shield-nowe-zasady-przekazywania-danych-osobowych-do-usa.html 2016-07-23T15:00:00Z <p>Czym jest Privacy Shield?</p><p>Privacy Shield została przyjęta w drodze decyzji Komisji Europejskiej. Zgodnie z dyrektywą 95/46/WE, Komisja Europejska może stwierdzić, że państwo trzecie zapewnia odpowiedni stopień ochrony danych osobowych na podstawie swojego prawa krajowego lub zobowiązań międzynarodowych. W takich przypadkach przekazywanie danych osobowych do państwa trzeciego zasadniczo nie będzie wiązało się z koniecznością spełnienia dodatkowych obowiązków.</p> 12 lipca 2016 r. Komisja Europejska dała zielone światło dla nowych zasad przekazywania danych osobowych z UE do USA. Nowy pakiet tzw. Privacy Shield (Tarcza Prywatności) zastąpi wcześniejszy Safe Harbour, który przestał być skuteczną podstawą przekazywania danych do USA po wyroku TSUE z 5 października 2015 r. w sprawie Schrems (C-362/14). W przywołanym wyroku TSUE stwierdził, że Safe Harbour nie gwarantował wystarczającej ochrony praw podstawowych, w szczególności prawa do prywatności w związku z przetwarzaniem danych osobowych.]]> Kamil Zaradkiewicz kontra TK. Zagadkowa przemiana http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/960657,kamil-zaradkiewicz-kontra-tk-zagadkowa-przemiana.html 2016-07-23T08:00:00Z <p>Jeszcze kilkanaście miesięcy temu zawodowy życiorys Kamila Zaradkiewicza wyglądał na modelowe ucieleśnienie naukowego sukcesu i oddanej służby publicznej. Od ponad 15 lat był lojalnym urzędnikiem Trybunału Konstytucyjnego, a od 2006 r. do niedawna pełnił stanowisko dyrektora zespołu orzecznictwa i studiów w biurze TK, komórki zajmującej się m.in. opracowywaniem analiz na potrzeby składu orzekającego oraz przygotowywaniem dorocznych raportów na temat działalności instytucji.</p> <p>Sędziowie trybunału, którzy mieli okazję z nim współpracować, pamiętają go przede wszystkim jako rzetelnego fachowca. Tym trudniej jest im dzisiaj określić postawę Zaradkiewicza w kategoriach innych niż zaskoczenie, rozczarowanie i zawód. – Nasza współpraca zawsze układała się dobrze. Nie miałem żadnych zastrzeżeń do tego, jak wywiązuje się ze swoich obowiązków – twierdzi Wojciech Hermeliński, sędzia TK w stanie spoczynku. – Bardzo krytycznie natomiast oceniam teraz publiczny charakter jego wypowiedzi. Urzędnik państwowy, zajmujący eksponowaną funkcję w trybunale, powinien powstrzymać się od wygłaszania swoich prywatnych poglądów związanych z funkcjonowaniem tej instytucji – dodaje.</p> <p>– Wykonywał swoje zadania sumiennie, choć nie mogę powiedzieć, żeby czymś się wyróżniał. W każdym razie nie mieściło mi się w głowie, że wieloletni pracownik TK, na dodatek naukowiec z tytułem doktora habilitowanego, może wykazać się tak dużą nielojalnością w stosunku do instytucji i jej szefa – mówi Jerzy Stępień, prezes trybunału w latach 2006–2008.</p> <p>Podobne sprzeczne emocje Zaradkiewicz wywołuje dziś wśród swoich naukowych mentorów i wydziałowych kolegów. Profesor Ewa Łętowska, która dobrze poznała akademicki dorobek Zaradkiewicza dwa lata temu, kiedy była recenzentką w jego przewodzie habilitacyjnym, podkreśla, że spełniał on wszelkie kryteria rzetelnego i bezstronnego naukowca. – Napisał znakomitą rozprawę na temat prawa własności w kontekście ochrony konstytucyjnej. Byłam także jak najlepszego zdania o warsztatowej stronie jego naukowej działalności, w tym uczciwości intelektualnej – zapewnia prof. Łętowska, sędzia TK w stanie spoczynku. Monografia „Instytucjonalizacja wolności majątkowej. Koncepcja prawa podstawowego własności i jej urzeczywistnienie w prawie prywatnym” wygrała zresztą prestiżowy konkurs miesięcznika „Państwo i Prawo” na najlepszą pracę habilitacyjną, a także otrzymała nagrodę prezesa Rady Ministrów. – Ogromnie żałuję, że prof. Zaradkiewicz nie zdecydował się ograniczyć swojej aktywności do kontynuowania bardzo dobrze zapowiadającej się kariery naukowej. Sądzę, że jego postępowanie z ostatnich miesięcy przybiera niekiedy charakter kontrproduktywny, także z punktu widzenia jego własnej kariery – dodaje prof. Łętowska.</p> <p>Pierwszym sygnałem, że w konflikcie wokół Trybunału Konstytucyjnego Zaradkiewicz nie zamierza być pokornym urzędnikiem i obserwatorem ex cathedra, były wywiady udzielone pod koniec kwietnia dziennikowi „Rzeczpospolita” oraz stacji TVP Info. To właśnie w nich powiedział, że orzeczenia TK nie zawsze są ważne i ostateczne oraz stwierdził, że nie każdy akt wydany przez sędziów należy obiektywnie potraktować jako orzeczenie. Zasugerował także, że wyrok można uznać za ostateczny dopiero po analizie prawnej dokonanej przez niezależny organ. Tyle że konstytucja ani żadna ustawa nie wskazują, jaki podmiot miałby być kompetentny, aby rozstrzygać tego rodzaju spory. Od konstytucjonalistów, zdumionych intelektualną przemianą kolegi, można dziś usłyszeć, że nie tak dawno na konferencjach naukowych Zaradkiewicz wygłaszał zupełnie inne tezy. Niektórzy wysłali mu e-maile wyrażające niezadowolenie zarówno z formy, w jakiej przedstawił swoje poglądy, jak ich merytorycznej wartości. Nie otrzymali odpowiedzi.</p> <p>Krótko po tych wywiadach Zaradkiewicz został poproszony przez szefa biura TK Macieja Granieckiego o rozważenie rezygnacji z stanowiska dyrektora, a do tego otrzymał zakaz wypowiadania się w mediach. Długo jednak nie wytrzymał, zwłaszcza że z miejsca stał się wtedy bohaterem prawicowych portali. Swoją kampanię medialną kontynuował zresztą, mimo zwolnienia lekarskiego, na które udał się w kwietniu (nie odwołał także swojego majowego wykładu dla radców prawnych w stołecznym samorządzie).</p> <p>Każda jego kolejna wypowiedź publiczna na temat trybunału, a zwłaszcza prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, jest przy tym coraz bardziej kategoryczna, śmiała i naszpikowana przytykami personalnymi. Sędziom TK zarzucił, że wykraczają poza swoje kompetencje i formułują poglądy stricte polityczne, a całe środowisko prawnicze oskarżył o to, że próbuje zastraszać i eliminować ze swojego grona osoby, które mają poglądy inne niż mainstream. O samym prezesie Rzeplińskim powiedział, że „nadwyręża zaufanie do tej instytucji, jaką jest TK, żeby nie powiedzieć, że doprowadza trybunał do ruiny”. Równie dyplomatyczny nie był jednak w swoich lakonicznych wpisach na Facebooku. Zaproszenie studenckiego koła naukowego praw człowieka na wykład „Po co nam Trybunał Konstytucyjny?” (prowadzony przez Jerzego Stępnia) skwitował krótko: „strata czasu”.</p> <p>Co więcej ostatnio zaczął otwarcie sugerować, że teoretycznie likwidacja tej instytucji w Polsce jest możliwa. – Nie byłoby to nierealne, choć z punktu widzenia prawnego konieczna byłaby zmiana konstytucji. Ale też nie byłoby to zagrożeniem dla demokracji, a w szczególności przejawem jakichś pokus totalitarnych, bo w wielu państwach europejskich nie ma trybunałów konstytucyjnych. Mało tego, w niektórych krajach, jak np. w Szwajcarii, istnieje zakaz kontroli konstytucyjności prawa przez sądy – powiedział niedawno na antenie Telewizji Republika.</p> <p>Niewykluczone, że pracę w TK w ogóle uważa dziś za błąd i plamę na życiorysie, którą trzeba starannie wymazać. W jego precyzyjnie opracowanej i udokumentowanej notce biograficznej w Wikipedii jest tylko lakoniczna wzmianka o tym, że zajmował dyrektorskie stanowisko w TK. Z serwisu YouTube zniknął jego profil, na którym zamieścił m.in. film ze swojego wystąpienia konferencyjnego na temat modeli kontroli konstytucyjności prawa. A powiedział wówczas jednoznacznie, że „głos ostateczny w wielu wypadkach należy do sądów konstytucyjnych. I to chodzi o ostateczne rozstrzygnięcie nie tylko w stosunku do władzy parlamentu, lecz także w stosunku do innych władz: wykonawczej i sądowniczej”. Z Google’a poginęły też odnośniki do wielu jego publikacji, wykładów i komentarzy. Na przykład, w internetowej wyszukiwarce nie już niemal żadnej informacji o wydanej w 2010 r. monografii pod redakcją Zaradkiewicza „Relacje między prawem konstytucyjnym a prawem wspólnotowym w orzecznictwie sądów konstytucyjnych państw Unii Europejskiej”. W spisach jego publikacji naukowych figurują teraz jedynie prace cywilistyczne. Można odnieść wrażenie, że Zaradkiewicz w zasadzie nigdy nie zajmował się naukowo problematyką sądownictwa konstytucyjnego.</p> <p>Kiedy zaczęła dojrzewać jego intelektualna i zawodowa wolta, powyrzucał też ze znajomych na Facebooku wszystkich tych, którzy odmiennie od niego interpretowali konflikt wokół TK. Wkrótce w ogóle zamknął swój prywatny (choć otwarty)profil, służący mu głównie za pamiętnik życia codziennego. Dokładnie od tego czasu zaczął za to aktywnie uprawiać na Twitterze zaangażowaną działalność quasipublicystyczną.</p> <p>– To, jak dziś działa, co mówi, to jest dla mnie pod każdym względem niezrozumiałe, to zaprzeczenie tego, co mówił i robił do tej pory – powiedział w rozmowie z „Polityką” prof. Marek Safjan. To właśnie on w 2000 r. zaproponował Zaradkiewiczowi pracę w trybunale, a także był promotorem jego rozprawy doktorskiej na temat charakteru prawnego i konstrukcji timesharing w prawie cywilnym. – Darzyłem go wielkim zaufaniem. Często rozmawialiśmy o koncepcjach konstytucyjnych i zgadzaliśmy się w tym względzie – dodał prof. Safjan.</p> <p>Mirosław Wyrzykowski, sędzia TK w stanie spoczynku i profesor na Wydziale Prawa UW, niespełna roku temu publicznie wymieniał Zaradkiewicza jako osobę, którą widziałby w składzie trybunału na miejscu jednego z sędziów. Dziś o swoim wydziałowym koledze i prawniczej nadziei nie chce rozmawiać, przyznając jedynie, że w ostatnich miesiącach radykalnie zmienił swój stosunek do niego.</p> <p>Nieoczekiwanie Zaradkiewicz znalazł nawet wroga w posłance PiS prof. Krystynie Pawłowicz, której nikt nie posądza o szczególną życzliwość wobec trybunału. W opublikowanym na początku maja felietonie na portalu „Frondy” dała do zrozumienia, że byłego dyrektora ma za oportunistę i karierowicza. „Pan K. Zaradkiewicz zatrudniony został i ze swymi poglądami dobrze się odnajdywał przez 15 lat w biurach TK jako ulubieniec kolejnych prezesów i sędziów: M. Safjana, A. Rzeplińskiego, M. Zubika czy M. Wyrzykowskiego – pisze prof. Pawłowicz. Jej zdaniem były dyrektor liczył, że dzięki takim protektorom posłowie PO i PSL wybiorą go do TK. Ale kiedy Platforma przegrała wybory były dyrektor zaczął dyskretnie zmieniać front polityczny. „Niezorientowani ze strony obecnej władzy natychmiast wykreowali go po tej wypowiedzi na „męczennika” i „ofiarę” sędziego Rzeplińskiego” – twierdzi prof. Pawłowicz, dodając, że kara za pracowniczą nielojalność zwyczajnie się Zaradkiewiczowi należała.</p> <p>– Widział, że niektórzy byli pracownicy zostają sędziami trybunału i uwierzył, że to jest możliwe także w jego przypadku. Okazało się jednak, że brakuje mu odpowiednich kwalifikacji moralnych – ocenia jeden z sędziów TK w stanie spoczynku.</p> <p>Sam Zaradkiewicz konsekwentnie odpiera zarzuty, że w kwestii sporu o trybunał oraz statusu jego rozstrzygnięć zatracił bezstronność i wstrzemięźliwość, których wymaga funkcja urzędnika państwowego. – Nigdy nie odnosiłem się publicznie do argumentacji zawartej w orzeczeniach ani do trafności działań sędziów. Moje słowa były jedynie prawną i naukową interpretacją obowiązujących przepisów – przekonywał w rozmowie z „Rzeczpospolitą” krótko po tym, jak otrzymał wypowiedzenie dotychczasowej umowy o pracę w trybunale i został przeniesiony na stanowisko asystenta sędziego (nie wskazano przy tym którego).</p> <p>Tę degradację przynajmniej częściowo rekompensuje mu powołanie przez Ministerstwo Skarbu Państwa do rady nadzorczej spółki Naftogaz. Objęcie tej posady niemal idealnie zbiegło się w czasie z początkiem jego zwolnienia lekarskiego. Wygląda na to, jakby cały ciąg zdarzeń od jego pierwszego wywiadu dla „Rzeczpospolitej” był pieczołowicie wykalkulowaną operacją. Jak ustaliła „Polityka”, w czasie parodniowego urlopu były dyrektor w TK pojawił się na posiedzeniu rady nadzorczej Naftoportu i był na nie dobrze przygotowany.</p> <p>Niektórzy profesorowie z wydziału prawa UW, którzy w połowie maja publicznie stanęli w obronie Zaradkiewicza, upominając się w liście do prezesa Rzeplińskiego o prawo do wolności wypowiedzi naukowca, czują się teraz oszukani. – Podpisałem ten list z pobudek moralnych, bo w pewnym momencie miałem wrażenie, że rzeczywiście rozpętano na niego nagonkę. Dzisiaj już bym tego na pewno nie zrobił. Nie podoba mi się zwłaszcza to, że zataił informację o posadzie w radzie nadzorczej. A jeśli przyjmuje propozycję od konkretnej partii, to też trudno uwierzyć w jego zapewnienia o niezależności – mówi jeden z sygnatariuszy listu.</p> <p>– Przed wojną, a w niektórych środowiskach także po wojnie, nie podawano ręki. To nie były złe wzorce zachowań. Ostracyzm jest ostatnią bronią, jaką mamy w pewnych okolicznościach – ucina jeden z profesorów na Wydziale Prawa UW.</p> <p>Nowa zawodowa rola Zaradkiewicza wywołała też zdziwienie wśród prawników, którzy znają go przede wszystkim jako klasycznego akademika. – Kiedyś poszedłem do niego z praktycznym problemem, jaki napotkałem w pracy, i wprost odpowiedział mi wtedy, że jego kwestie praktyczne nie interesują. Że kiedyś pracował w kancelarii, ale w ogóle to go nie wciągnęło. Zawsze był stricte teoretykiem, do tego oryginalnym w swoich naukowych poglądach – wspomina jeden z byłych studentów Zaradkiewicza, obecnie prawnik. Absolwenci WPiA UW przyznają też, że zdanie egzaminu z prawa cywilnego u profesora jest uznawane za wyczyn, bo ma wymagania znacznie wyższe niż inni wykładowcy.</p> <p>Żaden z naszych rozmówców nie do końca rozumie, skąd ten radykalny zwrot w myśleniu i postawie obiecującego naukowca. Zdarzenia z ostatnich miesięcy kwitują najczęściej twierdzeniem, że to po prostu przygnębiająca historia. – Moim zdaniem zrobił straszne głupstwo. Biznes i nauka nie zapominają. Jest mi go żal – komentuje sędzia TK w stanie spoczynku.</p> <p>Niektórzy upatrują źródła przemiany Zaradkiewicza w jego emocjonalnym rozchwianiu i ogromnej wrażliwości. Dziwili się, że zamieszcza frywolne wpisy i selfie na Facebooku, biorąc je za świadectwo niedojrzałości i narcystycznych potrzeb, które nie licują z powagą działalności naukowej. A przecież środowisko akademickie nie szczędziło mu nagród i pochwał.</p> <p>Ci, którzy znają Zaradkiewicza z trybunału, zwracają uwagę, że zawsze był osobą niezwykle konfliktową w kontaktach z ludźmi, a współpraca z nim nie należała do łatwych i przyjemnych. Z ich relacji wynika, że pracowników stojących niżej w hierarchii urzędniczej, a też tych na podobnym szczeblu, potrafił traktować apodyktycznie i bezwzględnie, lubując się w personalnych rozgrywkach. Nie był po prostu wymagającym, a przez to nielubianym szefem. Napastliwość Zaradkiewicza, według osób znających go z TK, była niczym innym jak formą nadużywania własnej pozycji, która kompensowała jego brak pewności siebie. Nasi rozmówcy podkreślają przy tym, że nigdy w ten sposób nie zachowywał się wobec swoich zwierzchników. Wręcz przeciwnie, zawsze okazywał należny im szacunek i życzliwość. Nie dawał przy tym żadnych powodów, aby wątpić w jego bezstronność jako urzędnika. Wystarczy choćby przejrzeć zapisy z posiedzeń sejmowych komisji i podkomisji dotyczących projektu ustawy o TK uchwalonej w czerwcu 2015 r., w których Zaradkiewicz aktywnie uczestniczył. Jego ówczesne wypowiedzi i uwagi zawsze miały charakter ściśle merytoryczny. – W kontaktach z nim nigdy nie odniosłam wrażenia, że ma zacięcie polityczne – zaznacza prof. Łętowska.</p> <p>Od niedawna w mediach społecznościowych zaczął też z dumą afiszować się z tragiczną historią swojej rodziny, budując wokół niej mit o wielopokoleniowym męczeństwie. Pradziadek Zaradkiewicza gen. Kazimierz Tumidajski uczestniczył w kampanii wrześniowej, a potem w konspiracji. W 1947 r. zamordowało go NKWD. Drugi pradziadek legionista płk Stanisław Styrczula został zabity w 1940 r. w Charkowie. Rodzice Zaradkiewicza, z zawodu graficy po ASP, podobnie jak teraz syn, z zaangażowaniem kultywują pamięć o przodkach. Jego samego wspierają w walce z przeciwnościami losu. „Jestem dumny z mojego syna, że miał odwagę stanąć po stronie prawdy. Żaden decydent, w tym prof. Rzepliński, nie może traktować państwa jak własny folwark. Nie jest to pierwsza represja w stosunku do jego rodziny (co najmniej od czterech pokoleń)” – napisał Zaradkiewicz senior na Facebooku.</p> <p>Prof. Zaradkiewicz nie chciał z nami rozmawiać, tłumacząc, że obecnie nie pozwala mu na to stan zdrowia.</p> Zwieńczeniem kariery Kamila Zaradkiewicza mógł być, zdaniem niektórych, nawet urząd sędziego Trybunału Konstytucyjnego. On sam otwarcie kwestionuje dziś sens istnienia tej instytucji.]]>