© 2017 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. GP/PRAWO 2017-05-29T00:08:45+02:00 http://prawo.gazetaprawna.pl/rss.xml Przemoc w rodzinie to nie temat do żartów http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1046152,przemoc-w-rodzinie-to-nie-zarty.html 2017-05-28T17:00:00Z <p>Sformułowanie wywołało spore oburzenie. Po pierwsze dlatego, że wypowiedź została wyemitowana. A po drugie z uwagi na reakcję prowadzącego, która zamiast zareagować śmiał się ze swoim gościem, na co publiczność zareagowała gromkimi brawami. </p><p>Takie wypowiedzi i reakcje mogą mieć tragiczny skutek. Od wielu lat trwa kampania uczulająca społeczeństwo na przejawy przemocy domowej. Funkcjonuje wiele organizacji, które pomagają ofiarom. Jednak zaprezentowanie tego trudnego zagadnienia w programie rozrywkowym w „zabawny” sposób jest bezmyślne. </p> Podczas wizyty w programie Kuby Wojewódzkiego polski bokser stwierdził z uśmiechem na ustach, że żonę, która uchyla się od wykonywania „domowych obowiązków” należy „lać”.]]> Dane osobowe na wagę złota? Nowe regulacje zmienią układ sił pomiędzy konsumentami a firmami http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045963,dane-osobowe-nowe-regulacje-firmy-konsumenci.html 2017-05-27T17:30:00Z <p>Ta niechęć może być związana z faktem, że ponad połowa internautów (58 proc.) spotkała się z nieodpowiednim w ich odczuciu wykorzystaniem własnych danych. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Ochrona danych osobowych oczami polskich konsumentów” zaledwie 16 proc. badanych otrzymało kiedykolwiek informację o naruszeniu poufności ich personaliów. Tymczasem dokładnie za rok, 25 maja 2018 r. zaczną obowiązywać przepisy unijnego rozporządzenia RODO, które znacznie utrudnią firmom zbieranie danych osobowych oraz zrewolucjonizują ich przechowywanie i przetwarzanie. </p> Aż 95 proc. badanych deklaruje, że podczas robienia zakupów lub podejmowania decyzji o wyborze usługi zwraca uwagę na to, czy wymaga się od nich podania danych osobowych. Blisko połowa z nich ma negatywny stosunek do ich udostępniania instytucjom lub firmom, a 83 proc. przynajmniej raz zrezygnowało ze skorzystania z usługi po zapoznaniu się z warunkami przetwarzania danych osobowych.]]> Jak zlikwidować spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością? http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045914,spolka-z-ograniczona-odpowiedzialnoscia-likwidacja.html 2017-05-27T07:30:00Z <p>Otwarcie likwidacji</p><p>Uchwała zgromadzenia wspólników o rozwiązaniu spółki i otwarciu likwidacji rozpoczyna proces likwidacji. Zgromadzenie wspólników powinno podjąć uchwałę ustanawiającą likwidatorów oraz określającą sposób reprezentacji spółki w trybie likwidacji wraz z podjęciem tej uchwały wygasa dotychczasowy sposób reprezentacji spółki (łącznie z prokurami) – zgromadzenie wspólników musi podjąć uchwalę o ustanowieniu likwidatorów oraz o zasadach reprezentacji spółki w likwidacji. Najczęściej przyjmuje się jednoosobową reprezentację likwidatora, którym jest dotychczasowy członek zarządu. Protokół z takiego zgromadzenia wspólników musi być sporządzony w formie aktu notarialnego.Od momentu otwarcia likwidacji do firmy spółki dodaje się określenie „w likwidacji”.</p> Spółkę można założyć w systemie online już w 24h. Inaczej sprawa wygląda, gdy przedsiębiorca chce zakończyć działalność. I tutaj zaczynają się schody…]]> Mazurek: Andrzej Zielonacki kandydatem klubu PiS do TK http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1046017,andrzej-zielonacki-kandydatem-klubu-pis-do-tk.html 2017-05-26T17:03:00Z — Beata Mazurek (@beatamk) 26 maja 2017 <p>Zielonacki - adwokat z Poznania - jest kandydatem na miejsce sędziego Stanisława Biernata, którego kadencja jako sędziego TK kończy się 26 czerwca.</p><p>Biernat został wybrany do Trybunału Konstytucyjnego 13 czerwca 2008, w miejsce kończącego swoją kadencję Jerzego Stępnia. Urząd sędziego TK objął 26 czerwca 2008 po złożeniu ślubowania. 3 grudnia 2010 powołany na wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego.</p><p>Biernat przebywa do końca swojej kadencji na urlopie, którego wykorzystanie zaleciła mu prezes TK Julia Przyłębska.</p><p>10 stycznia zespół prasy i informacji TK podał, że Biernat "został skierowany do wykorzystania części zaległego urlopu w okresie od 9 stycznia do 31 marca 2017 r.".</p><p>14 marca Biernat wysłał list do prezes Przyłębskiej, w którym – stosownie do jej wskazań – przedstawił propozycje dotyczące swej działalności sędziowskiej po skończeniu "narzuconego mu urlopu", czyli po 31 marca 2017 r. "Uprzejmie deklaruję stanowczy zamiar rozpoczęcia pełnienia funkcji w Trybunale od 1 kwietnia 2017 r." - napisał wtedy Biernat.</p><p>Ostatecznie prezes TK napisała do Biernata, że od 1 kwietnia do 26 czerwca udzieliła mu urlopu wypoczynkowego.</p> Adwokat Andrzej Zielonacki jest kandydatem klubu PiS do Trybunału Konstytucyjnego - poinformowała w piątek na Twitterze rzeczniczka PiS Beata Mazurek.]]> Sąd apelacyjny: Drukarz, który odmówił usługi fundacji LGBT jest winny http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1046005,drukarz-z-lodzi-ulotki-lgbt-wyrok.html 2017-05-26T16:52:00Z <p>"Wyrok sądu odwoławczego nie ma zabarwienia ideologicznego. Sąd nie wypowiada się ani za, ani przeciw orientacji grup LGBT albo pana obwinionego. Jest wyrazem tego, że zasada równości wobec prawa jest nadrzędna" - podkreślił w uzasadnieniu sędzia Grzegorz Gała.</p> <p>Łódzki drukarz Adam J. został obwiniony o to, że umyślnie i bez uzasadnionej przyczyny odmówił wykonania usługi jednej z fundacji LGBT - co jest wykroczeniem. Do sprawy włączyły się prokuratura i Rzecznik Praw Obywatelskich.</p> <p>W czerwcu ub. roku w tej sprawie zapadł wyrok nakazowy (wydany bez procesu). Sąd uznał wówczas m.in., że kto "umyślnie, bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny" i nakazał pracownikowi zapłacić 200 zł na rzecz Skarbu Państwa. Obwiniony Adam J. wniósł sprzeciw od tego orzeczenia, a to oznaczało uchylenie wyroku i obowiązek przeprowadzenia procesu od początku. Ruszył w listopadzie ub. roku.</p> <p>31 marca br. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Widzewa uznał drukarza za winnego wykroczenia, ale odstąpił od wymierzenia kary. Uzasadniając wyrok, sąd podkreślał, że nie ma wątpliwości, iż doszło do wykroczenia, ponieważ Adam J., który zawodowo zajmował się wykonywaniem usług drukarskich, "umyślnie i bez uzasadnionej przyczyny odmówił wykonania usługi jednej z fundacji LGBT, a był zobowiązany ją wykonać". Sąd I instancji zwrócił też uwagę, że aby wykonać usługę, nie jest wymagane zawarcie umowy - wystarczy gotowość zapłaty ceny za nią.</p> <p>Piątkowy wyrok jest prawomocny, nie podlega zaskarżeniu w toku instancji. Jak zaznaczył sędzia, wyrok może podlegać kasacji przez Sąd Najwyższy, ale ponieważ postępowanie dotyczyło wykroczenia, mogą o nią wnioskować jedynie Prokurator Generalny lub Rzecznik Praw Obywatelskich.</p> Sąd apelacyjny w Łodzi utrzymał w mocy wyrok na pracownika prywatnej drukarni, który z powodu przekonań odmówił wydrukowania plakatów fundacji LGBT. W poprzedniej instancji mężczyzna został uznany za winnego wykroczenia; sąd odstąpił od wymierzenia mu kary.]]> Chopin, hymn i godło pod specjalnym nadzorem http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045923,chopin-hymn-i-godlo-pod-specjalnym-nadzorem.html 2017-05-26T12:00:00Z Poziom ochrony prawnej symboli narodowych, jak hymn i godło, ale również wybranych dzieł polskiej muzyki klasycznej może zaskakiwać. Ich szczególne znaczenie uzasadnia szeroki społeczny dostęp, z drugiej zaś strony potrzeba kontroli, ograniczającej ryzyko profanacji.]]> Sejm będzie pracował nad projektem noweli o ustroju sądów powszechnych http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045811,nowela-ustroju-sadow-powszechnych-sejm.html 2017-05-25T19:39:00Z <p>Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak argumentował przed głosowaniem, że projekt wzmacnia niezależność sędziów od prezesów sądów. "Oddzielamy murem chińskim menedżerskie zarządzanie sądami od orzecznictwa. To nie jest tak, że minister sprawiedliwości lub jakikolwiek polityk może wpływać na sędziego. Budujemy barierę - prezesi odpowiadają za administracje, a sędziowie za orzekanie" - powiedział.</p> RPO do MS: Należy zdefiniować "opiekę naprzemienną" w polskim prawie http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045783,opieka-naprzemienna-rpo-opieka-nad-dziecmi.html 2017-05-25T17:12:00Z <p>Rzecznik zwrócił uwagę, że taka forma opieki jest określona przez przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, ale nie bezpośrednio i tylko jako element tzw. planu wychowawczego, czyli pisemnego porozumienia o sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywania kontaktów z dzieckiem.</p> <p>Jak zauważył, w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym nigdzie nie występuje termin „opieka naprzemienna”. Dodał, że zwrot ten pojawia się w ustawie z 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci - jednak bez jakiejkolwiek definicji.</p> <p>Bodnar zaznaczył, że w Kodeksie postępowania cywilnego pojawia się określenie: "orzeczenie, w którym sąd określił, że dziecko będzie mieszkać z każdym z rodziców w powtarzających się okresach” i może ono dotyczyć opieki naprzemiennej, ale - jak podkreśla RPO - sam ten termin nigdzie nie pada.</p> <p>Zdaniem RPO, wynikająca z tego "niepewność prawna" może prowadzić do różnego traktowania obywateli przez organy administracji publicznej oraz sądy.</p> <p>"Niektóre organy wymagają, by w orzeczeniu sądowym, padło określenie +opieka naprzemienna+, zaś sądy zazwyczaj takiego określenia nie stosują, choćby dlatego, że nie jest ono używane w tekście zarówno Kro, jak i Kpc" - podkreślił RPO.</p> <p>Dlatego zwrócił się do szefa resortu sprawiedliwości o podjęcie inicjatywy ustawodawczej, mającej na celu zdefiniowanie w polskim systemie prawnym instytucji opieki naprzemiennej.</p> Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o zdefiniowanie w polskim prawie instytucji tzw. opieki naprzemiennej. Zdaniem Bodnara brak definicji może prowadzić do różnego traktowania obywateli przez sądy.]]> UE szykuje się do nowych przepisów o ochronie danych osobowych http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045753,ue-ochrona-danych-osobowych.html 2017-05-25T15:18:00Z <p>Na rynku pojawiły się już przewodniki dla firm precyzujące, co dokładnie zmieni się w związku z nowelizacją modernizacją dotychczasowych przepisów.</p> <p>Nowe regulacje dostosowują przepisy unijne o ochronie danych z 1995 r. do rozwoju nowych technologii internetowych i cyfrowych.</p> <p>Rozporządzenie ogólne o ochronie danych (GDPR) ma umożliwić mieszkańcom całej UE odzyskanie kontroli w odniesieniu do ich danych osobowych. Zakłada ono, że aby dane użytkownika mogły być przetworzone, będzie musiał on wyrazić na to wyraźną zgodę, np. poprzez zaznaczenie na stronie internetowej pola z potwierdzeniem wyrażenia zgody. Nowe przepisy mają też ułatwić użytkownikowi wycofanie zgody na przetwarzanie danych.</p> <p>Zgodnie z rozporządzeniem, internauci uzyskają prawo do sprostowania swoich danych oraz „prawo do zapomnienia”, czyli wymazania ich z bazy firm je przetwarzających.</p> <p>Nowe przepisy regulują też warunki przetwarzania danych osób nieletnich w serwisach społecznościowych. Zgodnie z rozporządzeniem dzieci poniżej określonego wieku nie będą mogły zakładać kont w mediach społecznościowych, jak Facebook czy Instagram, bez zgody rodziców. Kraje UE mają same określić wiek użytkownika, od którego nie będzie konieczna zgoda rodzica. Nie może być to jednak mniej niż 13 lat i więcej niż 16 lat.</p> <p>Przewidziano także uproszczony mechanizm składania skarg przez konsumentów w przypadku naruszenia ich prywatności. Dzięki niemu obywatele będą mogli składać takie skargi do właściwego organu w swoim miejscu zamieszkania, nawet jeśli do złamania prawa doszło w innym państwie UE.</p> <p>Przepisy dają też możliwość nakładania mandatów na firmy łamiące unijne zasady ochrony danych, a kary finansowe mogą sięgnąć nawet 4 proc. rocznego obrotu uzyskiwanego przez firmę.</p> <p>Firmy, które mają do czynienia ze znaczącą liczbą danych osobowych, będą miały obowiązek powołać osobę odpowiedzialną za ochronę danych. Zrobiła to już m.in. organizacja DigitalEurope, zrzeszająca największe europejskie firmy z branży IT, która w środę powołała nowego dyrektora ds. bezpieczeństwa i ochrony danych.</p> <p>Ze statystyk wynika, że 90 proc. Europejczyków chce wspólnych dla całej Unii przepisów o ochronie danych osobowych, a 67 proc. czuje, że nie ma kontroli nad informacjami przekazywanymi online.</p> Adwokat nie saper, może się pomylić http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045524,adwokat-moze-sie-pomylic.html 2017-05-25T07:50:00Z <p>Uznał tak we wczorajszej uchwale Sąd Najwyższy. Na szali leżały dwie wartości. Z jednej strony formalizm postępowania cywilnego i ekonomika procesowa, która jest jego pochodną. Z drugiej konstytucyjne prawo do sądu, w tym do dwuinstancyjnego postępowania.</p> <p>Sprawa powstała na kanwie błędu adwokata. Wniósł on od postanowienia rozstrzygającego sprawę co do istoty środek odwoławczy. Powinna to być apelacja. I z treści pisma wynikało, że rzeczywiście o niej można by mówić. Tyle że profesjonalny pełnomocnik nazwał ją zażaleniem. A następnie w treści swego pisma kilkukrotnie powtórzył, że wnosi zażalenie, a nie apelację.</p> <p>Powstał problem: czy w związku z tym środek odwoławczy należy potraktować jako zażalenie i odrzucić (rozwiązanie niekorzystne dla strony), czy też jako apelację i rozpoznać (rozwiązanie korzystne). Mówiąc prościej, czy kluczowe jest oznaczenie, czy też rzeczywista treść?</p> <p>Sprawa byłaby jasna, gdyby strona nie korzystała z profesjonalnego pełnomocnika. Wówczas byłaby „chroniona” na mocy art. 130 par. 1 zd. 2 kodeksu postępowania cywilnego. Sąd Najwyższy kilkukrotnie jednak stwierdził, że mylny wybór środka zaskarżenia dokonany przez zawodowego pełnomocnika nie może być potraktowany jako mylne oznaczenie pisma procesowego w rozumieniu tego przepisu (np. postanowienie z 12 października 2016 r., sygn. akt II CZ 82/16).</p> <p>Znaczenie formalizmu</p> <p>Sąd Najwyższy we wczorajszej uchwale uznał, że środek odwoławczy należy traktować zgodnie z rzeczywistą treścią.</p> <p>– Formalizm jest pożądany, zapewnia sprawność i przewidywalność dla obu stron prowadzonego postępowania. Ale nie może być nadmierny – wskazał sędzia SN Jacek Gudowski. Jak dodał, każdy ma prawo do popełnienia błędu, zawodowy pełnomocnik także. Dlatego też w niektórych, wyjątkowych przypadkach należy uczynić odstępstwo od formalizmu prawa.</p> <p>– Uchwała SN mnie cieszy. Choć nie ukrywam, że biorąc pod uwagę przywiązanie sądu do formalizmu, szczególnie w postępowaniu cywilnym, spodziewałem się, że będzie brzmiała inaczej – wskazuje adwokat prof. Wojciech Machała z Wydziału Prawa i Administracji UW. Jego zdaniem czym mniej skomplikowanych procedur, a więcej skupienia na meritum – tym lepiej. Tym bardziej że zdarzają się przypadki, gdy wybór środka zaskarżenia nie jest wcale tak oczywisty. I to, co postrzegamy jako błąd pełnomocnika, wynika z niejednoznacznych przepisów.</p> <p>– Co więcej, wydaje mi się – choć nie zostało to jeszcze sprawdzone naukowo – że formalizm wcale nie przyspiesza postępowania sądowego. Myślę, że byłoby ono sprawniejsze, gdyby przyznać wszystkim trochę więcej swobody – zaznacza prof. Machała.</p> <p>Prawa obywatelskie</p> <p>Uchwała podoba się także adwokatowi Kamilowi Kalicińskiemu. Uważa on, że błąd profesjonalisty nie powinien ograniczać praw strony. Wówczas konsekwencje ponosiłaby przecież osoba, która w niczym nie zawiniła. Nie ma więc powodu, by ograniczać jej prawa. Tak samo zresztą wskazywał jeszcze przed wydaniem uchwały w swym stanowisku rzecznik praw obywatelskich. Argumentował on, że skomplikowane procedury, z którymi nie radzą sobie niekiedy profesjonaliści, nie powinny blokować obywatelom prawa do sądu.</p> <p>Mecenas Kaliciński odrzuca jednocześnie argument, jakoby zobowiązanie sędziów do każdorazowego zapoznawania się z treścią pisma, a nie umożliwienie odrzucenia go ze względu na niewłaściwe oznaczenie środka, mogłoby wydłużyć czas rozpatrywania spraw przez sądy.</p> <p>– Nie sądzę, by rozstrzygnięcie SN spowodowało zator w sądownictwie. Pamiętajmy, że już teraz, gdy strona występuje bez profesjonalnego pełnomocnika, sąd jest zobligowany do rozpoznania błędnie oznaczonego pisma. W przypadku profesjonalistów zaś takie pomyłki są rzadkie – twierdzi adwokat. I dodaje, że nie może być także mowy o tym, by adwokaci czy radcowie prawni zaczęli po uchwale przykładać mniejszą wagę do oznaczenia, gdyż korzystne dla nich orzeczenie Sądu Najwyższego nie oznacza wcale, że nie będzie możliwe wyciągnięcie odpowiedzialności dyscyplinarnej za błąd.</p> <p>– Adwokaci i radcowie prawni muszą dochowywać najwyższej staranności. To bez dwóch zdań. Ale formalizm postępowania nie może prowadzić do redukcji praw obywatelskich. Dlatego to dobrze, że sądy będą patrzeć na rzeczywistą treść pisma, a nie jedynie na jego oznaczenie – dodaje adwokat Mikołaj Pietrzak, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie.&#160;</p><p>ORZECZNICTWO</p> <p>Uchwała Sądu Najwyższego z 24 maja 2017 r., sygn. III CZP 2/17. </p> Źle oznaczony środek odwoławczy należy rozpoznać zgodnie z jego rzeczywistą treścią, a nie tytułem. Błąd profesjonalisty nie powinien ograniczać praw strony.]]> Obserwowanie i fotografowanie sąsiadów przy wykonywaniu zwykłych czynności jest naruszeniem ich prywatności http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045369,fotografowanie-sasiadow-jest-naruszeniem-ich-prywatnosci.html 2017-05-25T07:00:00Z <p>Sprawa dotyczyła konfliktu sąsiedzkiego. Jedna z kobiet, biorąca w nim udział, została oskarżona o uporczywe nękanie mieszkającego za płotem małżeństwa. Jej zachowanie, polegające na: wielokrotnym fotografowaniu, obserwowaniu przy użyciu lornetki, znieważaniu, straszeniu Strażą Miejską, zostało zakwalifikowane jako przestępstwo z artykułu 190a §1 Kodeksu karnego. </p><p>Do wskazanych zdarzeń dochodziło w 2015 roku. Niemal każde pojawienie się sąsiadów w ogródku związane było atakiem ze strony oskarżonej. Konflikt pomiędzy stronami trwał od wielu lat. Oskarżona wielokrotnie kierowała pisma do różnych instytucji np. Powiatowego Inspektoraty Nadzoru Budowlanego, Straży Miejskiej zgłaszając liczne zastrzeżenia. Już w 2013 i 2014 roku toczyły się przeciwko niej sprawy sądowe. Ich podstawą były groźby karalne, wysyłane przez kobietę w kierunku sąsiadów, a także niszczenie należącego do nich mienia, poprzez rzucanie kamieniami i ziemniakami w przedmioty znajdujące się za płotem. </p><p>Małżonkowie byli psychicznie wykończeni: ciągłymi wyzwiskami, powtarzającymi się nieprzyjemnościami, ciągłą obserwacją, czuli się bezsilni, załamani i znerwicowani.Kobieta nie przyznała się do zarzucanego jej czynu. Twierdziła, że to małżonkowie, a w szczególności sąsiad ubliżali jej. Wzywanie Straży Miejskiej i robienie zdjęć tłumaczyła przeszkadzającym dymem ulatniającym się z komina sąsiedniego domu. Twierdziła, że zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa to nic innego, jak reakcja na prowadzone z jej inicjatywy w starostwie postępowanie w sprawie o wydanie pozwolenia na przymusowe wejście na ich działkę. Podkreślała, że to zachowanie sąsiadów jest uciążliwe, gdyż „mają samowolę budowlaną, nie wpuszczają oskarżonej na swój teren celem wykonania remontu elewacji jej kamienicy, bez wymaganej zgody palą w kominku”. </p><p>Sąd analizując sprawę nie wziął tych wyjaśnień pod uwagę. Uznał je za całkowicie niewiarygodne i nielogiczne. Przerzucanie odpowiedzialności na pokrzywdzonych nazwano „nieudolną próbę uniknięcia odpowiedzialności w ramach przyjętej przez nią linii obrony”. Świadkowie potwierdzili jedynie uciążliwy dym pochodzący z komina poszkodowanych. Jednak okoliczność ta była nieistotna z punktu widzenia karalności za zachowanie oskarżonej. </p> Każdemu przysługuje prawo do prywatności. Jeżeli działania osób mieszkających za płotem doprowadzają do nerwicy i strachu można dochodzić swoich praw w sądzie.]]> Ustawa z 17 czerwca 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (cz. 7) http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045229,postepowanie-egzekucyjne-w-administracji-komentarz.html 2017-05-24T10:30:00Z <p>W niniejszej części przedstawiamy dokładnie procedurę rozpatrywania zarzutów. Szczegółowe jej opisanie jest ważne z tego powodu, że tryb rozpoznania zarzutów w praktyce wywołuje wiele wątpliwości. Przede wszystkim należy pamiętać, że organ egzekucyjny przed rozstrzygnięciem sprawy w zakresie wniesionych zarzutów musi uzyskać stanowisko wierzyciela. Nie ma takiej konieczności jedynie w stosunku do środka prawnego, którego podstawą jest twierdzenie, że zastosowano zbyt uciążliwy środek egzekucyjny (dotyczy to wyłącznie egzekucji świadczeń pieniężnych), oraz wtedy, gdy organ egzekucyjny i wierzyciel to ten sam podmiot.</p><p> Ta ostatnia kwestia została potwierdzona przez uchwałę siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 25 czerwca 2007 r. (sygn. akt I FPS 4/06). Pomimo to jeszcze obecnie organy egzekucyjne będące jednocześnie wierzycielem wydają stanowisko, orzekając w tej ostatniej roli. Nie jest to dopuszczalne. Uważa się bowiem, że organ egzekucyjny formalnie nie podejmuje czynności procesowych właściwych tylko wierzycielowi, gdyż byłoby to działanie nieważne (podjęte z naruszeniem przepisów o właściwości). Tożsamość personalna wierzyciela i organu egzekucyjnego czyni bezprzedmiotowym wyodrębnianie wierzyciela w toku postępowania egzekucyjnego w administracji. Przykładem takiej sytuacji jest występowanie w procedurze egzekucyjnej dużych miast, które działają w niej w obu wymienionych rolach. Istotne jest także kolejne zagadnienie. Otóż organ egzekucyjny rozstrzyga zarzut dopiero po otrzymaniu ostatecznego stanowiska wierzyciela wydanego w formie postanowienia. Trzeba przypomnieć, że na postanowienie to przysługuje zażalenie, a następnie od rozstrzygnięcia organu drugiej instancji skarga do sądu administracyjnego. </p><p>Podobnie jest z postanowieniem organu egzekucyjnego w sprawie zgłoszonych zarzutów. Drugi środek prawny omówiony w tej części komentarza to wniosek o wyłączenie rzeczy lub prawa majątkowego spod egzekucji. Może go złożyć do organu egzekucyjnego osoba trzecia. Musi to nastąpić w terminie czternastu dni od uzyskania wiadomości o czynności egzekucyjnej skierowanej do tej rzeczy lub tego prawa. Osoba trzecia wraz z żądaniem ich wyłączenia spod egzekucji przedstawia lub powołuje dowody na jego poparcie. Rozpatrzenie wniosku osoby trzeciej o wyłączenie rzeczy lub prawa spod egzekucji przez administracyjny organ egzekucyjny nie jest zadaniem prostym, gdyż musi on dokonać wszechstronnej oceny, czy w świetle przedstawionych dowodów przysługuje jej prawo do rzeczy. Trzeci środek prawny to skarga na czynności egzekucyjne lub przewlekłość postępowania egzekucyjnego. Obok zarzutów to jedno z najważniejszych narzędzi obrony przysługujących zobowiązanemu. Nieuzasadnione przedłużenie postępowania może skarżyć także wierzyciel, jeśli nie jest jednocześnie organem egzekucyjnym. </p><p>PRZEJDŹ DO KOMENTARZA W E-DGP &gt;&gt;</p><p>Skargę na czynności egzekucyjne zobowiązany może wnieść w terminie 14 dni od zawiadomienia go o danej czynności. Organ egzekucyjny rozstrzyga ją w formie postanowienia. Na rozstrzygnięcie dotyczące oddalenia skargi zobowiązany może wnieść zażalenie. </p><p>Leszek Jaworski, prawnik specjalizujący się w prawie administracyjnym</p> Przedstawiamy siódmą część komentarza, w której omawiamy m.in. trzy środki prawne przysługujące w egzekucji administracyjnej. Pierwszym z nich jest zarzut, do którego ma prawo zobowiązany. Przesłanki jego wnoszenia przeanalizowane zostały w poprzedniej części, w której wskazano też wymogi formalnoprawne, jakie musi spełniać pismo zobowiązanego w tym zakresie.]]> Bruksela: W Polsce jest zdecydowanie za głośno. KE grozi sankcjami http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045134,bruksela-kr-sankcje-halas.html 2017-05-24T07:59:00Z <p>Nasz rząd otrzymał już pisemne ostrzeżenie od Komisji, w którym zarzuciła nam „uchybienie zobowiązaniom państwa członkowskiego” w zakresie zanieczyszczenia hałasem. Podobne pismo otrzymały także władze Portugalii. Nasz kraj ma dwa miesiące na odpowiedź. – Gdy ją otrzymamy, dokonamy oceny i zdecydujemy, czy zostaną podjęte kolejne kroki – wyjaśnia w rozmowie z DGP Enrico Brivio, rzecznik KE.</p> <p>Pod określeniem „kroki” kryją się m.in. sankcje finansowe. Komisja nie chce jednak sprecyzować, jak wysokie kary nam grożą. – Jesteśmy na wczesnym etapie postępowania. Sprawa będzie musiała być skierowana do Trybunału Sprawiedliwości dwukrotnie, zanim jakiekolwiek sankcje zostaną nałożone. To będzie zależało też od długości i wagi danego naruszenia – tłumaczy Enrico Brivio.</p> <p>O tym będzie głośno</p> <p>W całej sprawie chodzi o dyrektywę 2002/49/WE, z której wypełnieniem Polska i Portugalia mają problem. KE wezwała oba kraje do opracowania map akustycznych i planów działania w celu zmniejszenia zgiełku w niektórych aglomeracjach, na głównych drogach i kolei, a także – w przypadku Polski – w odniesieniu do portu lotniczego w Warszawie.</p> <p>Choć zasady dyrektywy są dość liberalne (szczegóły w ramce), to Polska najwyraźniej ma problem z podołaniem obowiązkom. I to zarówno na poziomie rządowym, jak i władz lokalnych. Co gorsza, rząd zdaje się bagatelizować problem.</p> <p>– Kielce zaliczają się do aglomeracji, dla których wymagane jest sporządzenie strategicznych map akustycznych. Pomimo kilkukrotnych prób od piątku nie udało się nam skontaktować telefonicznie z przedstawicielami Ministerstwa Środowiska ani Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska w celu wyjaśnienia szczegółów wezwania wystosowanego przez KE – mówi Katarzyna Wesołowska z kieleckiego magistratu. Wtóruje jej Grzegorz Boroń z urzędu miasta w Bydgoszczy.</p> <p>– Nie została nam przekazana informacja o problemach sygnalizowanych przez KE. Przypuszczam, że mogą one dotyczyć miast, które nie rozliczyły się z wykonania map akustycznych i nie przyjęły programów ochrony środowiska przed hałasem – zastanawia się nasz rozmówca.</p> <p>O które polskie aglomeracje chodzi? Niestety, KE nie chce tego zdradzić. – To poufne informacje – ucina krótko Enrico Brivio.</p> <p>Trolejbusem na ratunek</p> <p>Mapy akustyczne powinny być tworzone w cyklu pięcioletnim. Z kilkunastu miast, które przepytaliśmy, najstarszą wersję ma Częstochowa – opracowana została w 2011 r. Tamtejsi urzędnicy nie odpowiedzieli nam jednak na pytanie, czy problem sygnalizowany przez KE dotyczy właśnie ich.</p> <p>Pozostałe miasta albo jeszcze mieszczą się w wyznaczonym okresie (więc nie muszą aktualizować map), albo są na etapie tworzenia kolejnych wersji (mają czas do 30 czerwca br.).</p> <p>Przykładowo mapa akustyczna dla Kielc powstała w 2012 r., a w 2013 r. ją zaktualizowano. Plan działania na lata 2015–2019 rada miasta przyjęła w 2015 r. – Obecnie miasto przygotowuje się do opracowania kolejnej mapy akustycznej w 2017 r. – deklaruje Katarzyna Wesołowska.</p> <p>Władze Warszawy twierdzą, że pierwsza mapa powstała w 2007 r. (a więc kolejna powinna w tym), zaś plan działań przyjęto w 2013 r. W celu ograniczenia hałasu generowanego na drogach stolica przewidziała: zastosowanie cichej nawierzchni drogowej, fotoradarów ograniczających prędkość i budowę ekranów akustycznych.</p> <p>Lublin w ramach walki z decybelami stawia na sieć trolejbusową. – W porównaniu z tradycyjnym silnikiem spalinowym napęd elektryczny emituje od 10 do 15 dB mniej hałasu i jest całkowicie ekologiczny – podkreśla Olga Mazurek-Podleśna z biura prasowego prezydenta miasta. Obecnie w Lublinie jest ponad 61 km specjalnej trakcji, po której porusza się 111 trolejbusów. Do 2020 r. miasto dokupi kolejnych 40 pojazdów i 66 autobusów elektrycznych.</p> <p>Resort środowiska zapewnia, że Polska na bieżąco realizuje zadania wynikające z dyrektywy unijnej, a jej przepisy zostały w całości przeniesione do naszego systemu prawnego ustawą z 27 kwietnia 2001 r. – Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 672). – Polska wprowadziła poprawione mapy hałasu i plany działania w przypadku większości aglomeracji. W kilku przypadkach nie było to możliwe na poprzednim etapie mapowania z uwagi na remonty dróg. Natomiast w przypadku Okęcia wprowadzono aktem prawa miejscowego Obszar Ograniczonego Użytkowania dla lotniska w Warszawie – wylicza ministerstwo. I zapewnia, że analizuje pismo od Komisji Europejskiej i zamierza udzielić odpowiedzi na nie w wyznaczonym terminie.&#160;</p> Dyrektywa jest, ale nie ma w niej konkretów <p>Komisja Europejska podejmuje kroki prawne przeciwko państwom członkowskim, które nie wypełniły swoich zobowiązań wynikających z prawa unijnego. Decyzje te dotyczą różnych sektorów i dziedzin polityki UE, a ich celem jest „zapewnienie właściwego stosowania prawa unijnego dla dobra obywateli i przedsiębiorstw”.</p> <p>Dyrektywa dotycząca walki z hałasem (2002/49/WE) wymaga, by państwa co pięć lat publikowały aktualne mapy hałasu (co pozwoli zlokalizować miejsca, gdzie normy są przekroczone) oraz plany działania mające na celu redukcję tego zjawiska. Przy ich opracowywaniu rząd musi konsultować się z mieszkańcami. Zasady są jednak dość liberalne – dyrektywa nie wskazuje żadnych konkretnych limitów, które trzeba osiąg- nąć wskutek podjętych działań, a państwo członkowskie ma swobodę w decydowaniu, jakie środki zamierza podjąć.&nbsp;</p> Komisja Europejska grozi nam sankcjami za nieskuteczną walkę z hałasem. Problem dotyczy kilku aglomeracji i lotniska Warszawa-Okęcie.]]> Kryszkiewicz: Wrogów minister już zna, teraz poszuka sojuszników. Wśród sędziów http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045141,kryszkiewicz-wrogow-minister-juz-zna-teraz-poszuka-sojusznikow.html 2017-05-24T07:24:00Z <p>W przeciwnym razie po co posłowie dawaliby ministrowi aż pół roku na przeprowadzenie roszad? Ekipa rządząca przecież już nieraz udowodniła, że co jak co, ale zmian personalnych potrafi dokonywać błyskawicznie. Nie sądzę więc, aby minister na zrobienie sobie kadrowego przedpola w sądach potrzebował więcej niż dwóch, no może trzech miesięcy. Ktoś mógłby powiedzieć, że usunąć ze stanowiska to jedno, ale przecież trzeba jeszcze znaleźć kogoś kompetentnego, kto zajmie zwolnione miejsce. Zapewne ten argument byłby dla mnie przekonujący, gdyby nie pewien zapis, który znalazł się w omawianym projekcie. Zgodnie z nim sędzia sądu rejonowego będzie mógł kierować sądem okręgowym. Nie ujmując niczego sędziom rejonowym, których pracę bardzo cenię, to czy po wejściu w życie tej regulacji naprawdę ktoś będzie się jeszcze łudził, że o tym, kto stanie na czele sądu, zdecydują kompetencje albo doświadczenie?</p> <p>Dlaczego więc posłowie postanowili dać ministrowi aż sześć miesięcy na ułożenie na nowo tych sądowych puzzli? Odpowiedź wydaje się być prosta: minister nie zamierza od razu pozbyć się niewygodnych mu prezesów. Woli cierpliwie poczekać.</p> <p>„Jeśli jesteś pewien co do wroga, a wciąż masz wątpliwości co do sojusznika, spraw niech sojusznik zabije wroga”. To oczywiście cytat ze „Sztuki wojny” Sun Tzu. I gdy się chwilę zastanowić, to on tłumaczy nam właściwie wszystko, co ma się niedługo wydarzyć w polskim sądownictwie. Minister swoich wrogów już zna. Zresztą mała w tym jego zasługa, gdyż ci praktycznie sami podali mu siebie na tacy. Aby ustalić, kto może sprawiać władzy problemy, wystarczy przecież sprawdzić, który prezes negatywnie opiniował rządowe pomysły, brał udział w kongresie sędziów czy też pozwolił na zwołanie w swoim sądzie 20 kwietnia w południe zebrania, które stało się powodem opuszczenia na 30 minut przez sędziów sal rozpraw.</p> <p>Wrogów więc minister może z łatwością zidentyfikować. Gorzej z sojusznikami. Tych musi szukać wśród kilku tysięcy sędziów liniowych. Trudno liczyć na to, że wszyscy są złaknieni prezesowskich głów. Z całą pewnością jednak znajdą się i tacy. I to tak naprawdę dla nich, a nie dla ministra, ma być ten półroczny okres, w czasie którego nad prezesami będzie wisieć miecz Damoklesa. To takie osoby mają nabrać przez ten czas pewności siebie, śmiałości, mają mieć chwilę, aby okrzepnąć i uwierzyć, że naprawdę realne jest obalenie tyrana.</p> <p>Proszę mnie źle nie zrozumieć. Mam świadomość, że nie we wszystkich sądach dzieje się dobrze. Zbyt często rozmawiam z sędziami liniowymi, żebym mogła udawać, iż wszystko jest cacy. Wiem, że niektórzy prezesi nadużywają swoich uprawnień, tworzą wokół siebie dwory niczym panowie na włościach, że traktują sędziów niesprawiedliwie. A czasami po prostu są nieudolni, bo do tej funkcji się nie nadają.</p> <p>Z drugiej jednak strony na zbyt wielu rozprawach dyscyplinarnych byłam, aby nie zdawać sobie sprawy z tego, jak trudno zarządzać ludźmi, z których część jest tak mocno przekonana o swojej nieomylności, że każdą, nawet najdelikatniejszą próbę zwrócenia uwagi traktuje jak atak na swoją niezawisłość. A jeżeli do tego dodać, że prezesi są całkowicie pozbawieni instrumentów, które na wolnym rynku wykorzystywane są powszechnie do zarządzania zasobami ludzkimi (sędziemu nie można obniżyć pensji, nie można go zwolnić, nie można także dać mu nagrody, gdy pracuje lepiej niż pozostali), to dopiero wówczas można zdać sobie sprawę z tego, jak trudne zadanie stoi przed każdym prezesem.</p> <p>Biorąc to wszystko pod uwagę, niemal pewne jest, że od lipca do resortu zaczną spływać pisma, w których część sędziów będzie wyrażała swoje niezadowolenie. A minister dzięki temu upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu: rozwieją się jego wątpliwości co do sojuszników, a ci – zgodnie z logiką Sun Tzu – zabiją wrogów. To na nich bowiem minister zrzuci odpowiedzialność za swoje decyzje personalne w stosunku do prezesów.</p> <p>Na zakończenie przywołam jeszcze jeden cytat ze „Sztuki wojny”: „Kto rozumie ludzką naturę, jego rozkazy będą wykonywane z taką łatwością, z jaką woda spływa z gór”. Panie Ministrze! Chapeau bas! Naturę ludzką zna Pan wyśmienicie! I mam nadzieję, że wykorzysta Pan tę cenną wiedzę w trakcie najbliższych miesięcy, kiedy będzie Pan oddzielał uzasadnione skargi na prezesów od zwykłych donosów.</p> Ochrona dobrego imienia RP: Efekt mrożący, czyli knebel jako skutek uboczny http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1045145,ochrona-dobrego-imienia-rp.html 2017-05-24T07:24:00Z <p>Projekt nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej wychodzi właśnie z zamrażarki. Nowe przepisy, którymi na obecnym posiedzeniu Sejmu zajmą się posłowie, mają służyć przeciwdziałaniu rozpowszechnianiu sformułowań takich jak „polskie obozy koncentracyjne” czy „polskie obozy śmierci”. Jak podkreśla Ministerstwo Sprawiedliwości, które opracowało projekt, tego typu wypowiedzi nie tylko godzą w dobre imię RP, ale też powodują wrażenie, że odpowiedzialność za popełnienie hitlerowskich zbrodni ponosi również Polska.</p> <p>Akt przewiduje dwie ścieżki – karną i cywilną. O ile odpowiedzialność karna grozi za błędne (nawet nieumyślne) przypisywanie narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne, o tyle przepis dotyczący odpowiedzialności cywilnej jest o wiele szerszy.</p> <p>Projektowany art. 53o stanowi, że do ochrony dobrego imienia RP i narodu polskiego mają zastosowanie przepisy kodeksu cywilnego o ochronie dóbr osobistych. Powództwo może wytoczyć IPN lub organizacja pozarządowa, a uzyskane w ten sposób odszkodowanie lub zadośćuczynienie przysługuje Skarbowi Państwa.</p> <p>Efekt mrożący</p> <p>– Przepisy przewidujące środki cywilne wykraczają zdecydowanie poza kontekst debaty historycznej. Mamy silną obawę, że przepisy cywilnoprawne będą wykorzystywane przeciwko organizacjom pozarządowym albo dziennikarzom, którzy krytykują bieżącą sytuację w kraju – mówi Dorota Głowacka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Rzeczpospolita Polska działa przez swoje organy. Jeśli więc np. jakaś organizacja pozarządowa będzie krytykować bieżące kroki rządu, które w jej ocenie są sprzeczne ze standardami praw człowieka, to jest ryzyko, że ktoś może uznać to za godzenie w dobre imię Polski. Szczególnie w sytuacji, gdy krytyka jest wygłaszana za granicą – tłumaczy Głowacka.</p> <p>Jak podkreślają eksperci HFPC, trudno przewidzieć, w jaki sposób proponowane przepisy będą stosowane. Może się okazać, że pomimo dobrych intencji projektodawcy zostaną uchwalone regulacje, które w przyszłości mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Poza tym już samo ich brzmienie może wywołać efekt mrożący i doprowadzić do ograniczenia swobody wypowiedzi.</p> <p>Z kolei, jak zauważa prof. Ireneusz Kamiński, który opracował opinię do projektu dla rzecznika praw obywatelskich, powierzenie – obok IPN – organizacjom pozarządowym uprawnienia do wniesienia powództwa o ochronę dobrego imienia RP może mieć bardzo niebezpieczne konsekwencje. W jego ocenie może to „doprowadzić do licznych postępowań wszczynanych w zamiarze nękania autorów, także naukowców, literatów i artystów, których wypowiedzi i dzieła są odbierane nieprzychylnie lub krytycznie”.</p> <p>Dobre intencje</p> <p>Według zamierzeń ustawodawcy nowe przepisy pozwolą wreszcie skutecznie walczyć z pojawiającymi się, szczególnie za granicą, informacjami o „polskich obozach”. Stąd w projektowanym art. 55b zapis, że kara za przypisywanie Polsce odpowiedzialności za nazistowskie zbrodnie grozi także cudzoziemcowi, niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu.</p> <p>Jednak zgodnie z art. 111 par. 1 kodeksu karnego warunkiem odpowiedzialności za czyn popełniony za granicą jest uznanie go za przestępstwo również przez ustawę obowiązującą tam, gdzie miał on miejsce. Od zasady podwójnej karalności można odstąpić, zgodnie z art. 112 k.k., np. w przypadku przestępstw przeciwko bezpieczeństwu wewnętrznemu lub zewnętrznemu RP, polskim urzędom lub funkcjonariuszom publicznym czy też przeciwko istotnym polskim interesom gospodarczym.</p> <p>– Nawet przewidując, że nowe przepisy będą zakładały rozszerzenie wyjątków od zasady podwójnej karalności, trzeba się zastanowić, skąd obywatel jakiegoś innego kraju, np. z drugiej półkuli, ma wiedzieć, że użycie sformułowania „polskie obozy” jest czynem bezprawnym. Najczęściej nie będzie miał on zielonego pojęcia o normach polskiego porządku prawnego – mówi dr Mikołaj Małecki, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – A skoro tak, to będzie to czyn popełniony w warunkach usprawiedliwionego błędu co do bezprawności.</p> <p>Zgodnie z art. 30 k.k. wówczas taka osoba nie popełnia przestępstwa. Jeśli natomiast błąd sprawcy jest nieusprawiedliwiony, wówczas sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.</p> <p>– Z tego względu takie działanie projektodawcy wydaje się bardzo populistyczne. Teoretycznie wprowadzamy surowe przepisy, a w praktyce trudności z ich wyegzekwowaniem będą bardzo duże – pointuje dr Małecki.&#160;</p> Ustawa o karaniu za „polskie obozy” może posłużyć do tłumienia krytyki ze strony mediów czy organizacji pozarządowych. Wszystko przez nieprecyzyjne przepisy o ochronie dobrego imienia RP.]]>