Wniosek w sprawie uznania, że brak możliwości przywrócenia terminu do wniesienia subsydiarnego aktu oskarżenia jest niezgodny z ustawą zasadniczą, złożył rzecznik praw obywatelskich. Swoje stanowisko oparł na wpływających do jego biura skargach pokrzywdzonych, którzy nie dotrzymali miesięcznego terminu z powodów od siebie niezależnych.

Jeżeli prokurator nie widzi podstaw do wniesienia aktu oskarżenia i na skutek zażalenia pokrzywdzonego zdania swojego nie zmienia, wówczas pokrzywdzony może wnieść sam akt oskarżenia do sądu. Zgodnie z art. 55 par. 1 kodeksu postępowania karnego ma na to miesiąc od doręczenia mu zawiadomienia o powtórnym odmownym postanowieniu prokuratora. Jeśli jednak nie dochowa tego terminu, nie będzie mógł działać w procesie jako oskarżyciel posiłkowy.

Prawo do sądu

To rozwiązanie jest zdaniem RPO zbyt rygorystyczne. Tym bardziej że – jak wskazuje rzecznik – zdarzają się przypadki, gdy uchybienie terminowi nastąpiło z powodu zaniedbań adwokata lub radcy prawnego, sporządzającego subsydiarny akt oskarżenia, czy z powodu braku pouczenia przez prokuratora o przysługującym ofierze uprawnieniu.

Przedstawiciel RPO dr Marcin Warchoł przywoływał przed TK sprawę pokrzywdzonego, który dwa dni po otrzymaniu postanowienia o umorzeniu postępowania przygotowawczego złożył wniosek o ustanowienie pełnomocnika z urzędu do sporządzenia subsydiarnego aktu oskarżenia. Otrzymał informację o przyznaniu adwokata, ale podano mu błędny adres kancelarii. Prawidłowy adres dostał z sądu już po upływie terminu na wniesienie aktu oskarżenia. W rezultacie skierowane do sądu pismo nie odniosło żadnego skutku.

– W takich sytuacjach obywatel nie powinien ponosić negatywnych konsekwencji błędów organów – wskazywał dr Marcin Warchoł. – Prawo do wniesienia subsydiarnego aktu oskarżenia nie może być iluzoryczne – dodawał.

Stanowiska tego nie podzielili przedstawiciele Sejmu i prokuratora generalnego.

– To nie jest krótki termin – przekonywał Wojciech Sadrakuła, przedstawiciel prokuratora generalnego. Zauważył też, że jego przywracalność spowodowałaby wydłużenie postępowania.

– Jest tu konflikt osoby pokrzywdzonej i podejrzanego. Jeżeli dwukrotnie prokurator odmówił wszczęcia postępowania, to rzekomy sprawca powinien mieć szybko pewność, że do tego nie dojdzie – argumentował Wojciech Szarama (PiS), reprezentant Sejmu.

Prawo do spokoju

Trybunał Konstytucyjny uznał, że art. 55 par. 1 k.p.k. w zakresie, w jakim nie określa terminu do wniesienia subsydiarnego aktu oskarżenia jako przywracalnego, jest zgodny z ustawą zasadniczą. Wyjaśnił, że jest to tak naprawdę publiczny akt oskarżenia, mimo że oskarżyciel posiłkowy reprezentuje własny interes. Przyznanie więc pokrzywdzonemu możliwości jego wniesienia do sądu jest instytucją szczególną.

Trybunał wziął więc pod uwagę, że uprawnienie to dotyczy nie tylko interesów pokrzywdzonego, lecz także rzekomego sprawcy przestępstwa. Ten zaś ma prawo oczekiwać, że decyzja o prowadzeniu postępowania przeciwko niemu zapadnie w miarę możliwości szybko.

Nie może być długotrwałej zależności podejrzanego od pokrzywdzonego, chroni go bowiem konstytucyjne domniemanie niewinności. Przepisy nie mogą więc spowodować, by subsydiarny akt oskarżenia stał się środkiem nękania domniemanego sprawcy. Kres temu kładzie właśnie ograniczenie czasowe na wniesienie własnego aktu oskarżenia.

ORZECZNICTWO
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 stycznia 2013 r., sygn. akt K 18/10.