Następnie wyszukał kolejnego nabywcę, ale zanim doszło do transakcji, Dorota M. rozwiązała umowę i sama sprzedała nieruchomość. Zenon W. pozwał ją o 10 mln zł jako należne mu wynagrodzenie prowizyjne. Za podstawę podał art. 746 kodeksu cywilnego, który mówi, że dający zlecenie może je wypowiedzieć w każdym czasie. Musi jednak zwrócić przyjmującemu zlecenie wydatki, które poczynił, oraz część wynagrodzenia. Sąd I instancji uwzględnił powództwo częściowo i zasądził 850 tys. zł. Uznał, że w istocie była to umowa pośrednictwa, o której jest mowa w ustawie o gospodarce nieruchomościami. Ale pośrednikiem może być tylko osoba uprawniona, a powód takich uprawnień nie ma, więc umowa jest nieważna. Obie strony wniosły apelacje. Powód zarzucał niewłaściwą kwalifikację umowy. Pozwana zaś twierdziła, że umowę zawarła pod presją. Sąd II instancji oddalił obie apelacje. Uznał, że była to umowa pośrednictwa jednorazowego, ale co do wysokości wynagrodzenia wyliczenia sądu I instancji są trafne.

Obie strony wniosły skargi kasacyjne i obie Sąd Najwyższy oddalił. Co do skargi powoda podkreślił, że przed II instancją powoływał się na inny rodzaj umowy niż w pozwie. Nie ulega wątpliwości, że była to umowa pośrednictwa. Sporządzali ją fachowcy i nie ma powodu, by oceniać ją inaczej. Błędnie sąd II instancji określił ją jako jednorazową, bo każda umowa jest jednorazowa. Ale ponieważ sąd apelacyjny przyjął wynagrodzenie wyliczone prawidłowo przez sąd I instancji, wyrok odpowiada prawu.

Wyrok Sądu Najwyższego z 16 listopada 2011 r., sygn. akt V CSK 528/10.