W jednym z ogólnopolskich dzienników 7 lipca 2008 r. ukazał się artykuł autorstwa Elżbiety Ż. „Pułkownik oskarża resort obrony”. Mowa była w nim o bałaganie w MON, źle adresowanych pismach, mylonych datach i tytułach. W grudniu 2007 r. minister obrony narodowej wydał upoważnienie dla szefa resortu kadr i sekretarza stanu do wydawania określonych decyzji. Nie wymieniono w nim jednak nazwisk. Wobec tego upoważnienie to zostało w artykule nazwane in blanco. Mógł je, zdaniem dziennikarki, wypełnić każdy. Dlatego było nieważne, tak jak decyzje wydawane na jego postawie. Po tym artykule minister obrony narodowej pozwał autorkę, redaktora naczelnego i wydawcę o naruszenie dóbr osobistych. Żądał zamieszczenia w prasie oświadczenia i zadośćuczynienia w kwocie 5 tys. zł na rzecz Caritasu.

Sąd I instancji oddalił powództwo. Dziennikarka, zdaniem sądu, dochowała staranności przy zbieraniu materiału, bo zadzwoniła do prof. Michała Kuleszy i specjalisty z Centrum im. Adama Smitha z pytaniem, czy można wydać urzędnikowi upoważnienie in blanco. Dowiedziała się, że upoważnienie takie powinno być indywidualizowane. Minister odwołał się, a sąd II instancji powództwo uwzględnił. Stwierdził, że w prawie nie ma jednolitego stanowiska, jakie powinno być upoważnienie. Dlatego nie można było jednoznacznie stwierdzać, że upoważnienie było nieważne. Pozwani wnieśli skargę kasacyjną, ale Sąd Najwyższy oddalił ją. W ustnych motywach podkreślił, że zarzuty zawarte w artykule są bardzo poważne, więc należało wykazać, że są prawdziwe. Nie było podstaw do stwierdzenia, że upoważnienie było nieważne. Uznanie go za in blanco daje pole do insynuacji.

Należyta staranność oznacza, że dziennikarz powinien wykazać, że zrobił wszystko, żeby postawione zarzuty wyjaśnić. Telefoniczna konsultacja to nie ekspertyza, a poprzestanie tylko na jednym informatorze to za mało.

SYGN. AKT I CSK 548/10