Wymogiem pytań w teście konkursowym na aplikację adwokacką jest oczywistość odpowiedzi. Pytania nie mogą dotyczyć zagadnień, które są niejasne i wymagają dodatkowej wiedzy.
Publikacja: 10 marca 2010, 03:00 Aktualizacja: 10 marca 2010, 13:57
Aby przeczytać całość artykułu, musisz się zalogować. Jeśli posiadasz już login i hasło, wprowadź je. Jeśli nie, zapraszamy do bezpłatnej aktywacji konta.
Dostęp do treści w serwisie jest całkowicie bezpłatny. Wystarczy się zalogować. Jeśli jeszcze nie posiadasz konta, zapraszamy do jego stworzenia. Zajmie to nie więcej niż kilka minut.
21: nieprawdaż? z IP: 80.50.233.* (2010-03-15 15:38)
do Pawel-przepis to powinien byc taki,ze ten co zdac matury nie potrafi nie studiuje dziennie prawa,a najlepiej go w ogole nie studiuje..to raz.Po drugie-pocioatki cwaniakow z wybornej co inwigiluja pol korporacj maja nie byc prawnikami,to samo tyczy sie bachorow lekarskich...Bo to dla nich w tym roku ta zadyma...
A od prawnikow wara...Im jest znacznie ciezej niz redaktorkom czy bachorom lekarskim...
No,coz studia dla elit,a reszta...w sumie kazdy orze tak jak moze..
22: z. z IP: 77.253.202.* (2010-03-16 09:30)
Obecnie aplikacja nie daje już niczego. Przede wszystkim, nie daje żadnych gwarancji zdobycia kwalifikacji.
Uprzedzam wszystkich optymistów, że dostęp do zawodu wcale nie będzie szerszy, a przyrost liczby adwokatów i radców nie będzie taki szybki, jakby to mogło wynikać z ilości aplikantów.
W grudniu 2009 r. odbył się pierwszy adwokacki egzamin państwowy (dla osób, o których mowa w art. 66 ust. 2 prawa o adwokaturze). Przystąpili ludzie w trakcie aplikacji, legitymujący się wcześniej stażem pracy w kancelariach lub urzędach oraz osoby po aplikacji pozaetatowej sądowej i prokuratorskiej (po etatowej mogą się wpisywać bez egzaminu).
Ogółem na 79 kandydatów zdało 22. W Poznaniu 3 na 15, w Gdańsku 5 na 15, w Warszawie 5 na 25 (!), najlepiej wyglądało to w Krakowie - 9 na 22.
Te współczynniki może trochę wzrosną, ale 50% nie przekroczą (aplikanci izby kieleckiej nie bez powodu wystąpili do MS z petycją, że chcą zdawać egzamin na "starych, dobrych, korporacyjnych" zasadach).
Komisje składają się w połowie z adwokatów i sędziów.
Jak z powyższego wynika punkt ciężkości przesunął się obecnie z egzaminu "pierwszego" na ten "drugi", ważniejszy (słusznie zresztą). Dostrzegli to sprytnie radcowie prawni postulując w ogóle zniesienie egzaminu na aplikacje.
W efekcie spośród tysięcy aplikantów tylko niewielu pracuje w zawodzie i ma dzięki temu szanse ten egzamin zdać. Aplikanci "pozaetatowi", nie zatrudnieni w kancelariach (na co, dzięki interwencji RPO, samorządy wyrażają obecnie zgodę) żadnych szans nie mają. Nie oszukujmy się. Żeby dobrze napisać na egzaminie apelację trzeba ich wcześniej napisać sporo. Z wzorów pism nikt się jeszcze tego nie nauczył (podobnie ze szkoleń). Pracy uczymy się poprzez pracę i tyle.
Poza tym już widzę jak ktoś, kto nigdy nie pracował w kancelarii, a tylko siedzi na etacie, podejmie własną działalność (o ile zda egzamin). Poleci do najwyżej do szefa (naczelnika, kierownika, dyrektora itp) po podwyżkę, bo jest już wielkim adwokatem albo radcą. A jak podwyżki nie dostanie to pójdzie płakać.
23: zgadzam się z IP: 89.75.141.* (2010-03-21 22:09)
Jedyna przemyślana i słuszna wypowiedź w tym temacie.

W postępowaniu upominawczym opłata wyniesie 1/4 opłaty stosunkowej.