Joanna Solska, publicystka ekonomiczna tygodnika „Polityka”

To właśnie tym mechanizmom, regulującym funkcjonowanie m.in. władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, przygląda się w swym najświeższym raporcie Instytut Spraw Publicznych („Mechanizmy przeciwdziałania korupcji w Polsce”).

Raport ten najpierw przytacza opinie mogące sugerować, że jednak wszystko idzie ku lepszemu i korupcja w naszym kraju staje się coraz mniejsza. Na przykład Indeks Percepcji Korupcji (Corruption Perceptions Index) Transaprency International, wskazujący, czy korupcji jest postrzegana jako poważny problem przez przedsiębiorców i analityków ryzyka gospodarczego – od 2005 roku stale się poprawia i w 2010 r. wyniósł 5,3 pkt (10 punktów wskazywałoby, że korupcja jest potężna).

W badaniu Global Integrity Index, w którym w skali od 0 do 100 oceniana jest zdolność danego kraju do zapobiegania korupcji i ograniczania jej, Polskę oceniono na 80 punktów. Znaleźliśmy się w pierwszej dwudziestce krajów, wyprzedzając m.in. Francję, Włochy, a także Czechy i Węgry.

Również sondaże zdają się tę opinię potwierdzać. Według CBOS oraz Fundacji Batorego tylko 9 proc. ankietowanych Polaków przyznało, że w ostatnich kilku latach brało albo wręczało łapówkę. Trudno dopatrzyć się problemu także w twardych danych. Centralne Biuro Antykorupcyjne w 2010 r. zarejestrowało 13 938 przestępstw korupcyjnych (rok wcześniej – 11 726).

Głównie przekupstwa, płatne protekcje, nadużycia funkcji publicznych. Ich skutki finansowe to zaledwie 11 mln zł. Nawet przy zastrzeżeniu, że ledwie co trzecie wykroczenie korupcyjne kończy się wyrokiem skazującym, ta statystyka wydaje się nadto optymistyczna – tak dobrze chyba jednak nie jest. Te twarde dane bardziej mogą świadczyć o niesprawności zarówno aparatu sądowego, jak i samych organów ścigania, które nie potrafią należycie udokumentować stwierdzonych przestępstw, niż o rzeczywistym zagrożeniu korupcją.

Zwłaszcza że inne sondaże, być może odzwierciedlające odczucia, a nie stan faktyczny, już tak dobre nie są. Tylko 20 proc. Polaków – według Instytutu Spraw Publicznych – dobrze ocenia funkcjonowanie Sejmu, źle natomiast aż 60 proc. Aż 59 proc. respondentów sądzi, że przekupując parlamentarzystów lub innych polityków można spowodować uchwalenie stosownej ustawy albo zmianę prawa.

Z raportu ISP wynika, że podobne złe zdanie o procesie stanowienia prawa mają także eksperci. Uważają, że w procesie legislacyjnym wprowadza się zbyt dużo poprawek, nierzadko pod naciskiem lobbystów. Ustawy zbyt często są nowelizowane, a po kilkunastu takich nowelizacjach ciężko się nawet zorientować, po co w ogóle prawo uchwalono. Często tylko po to, by przemycić zapisy korzystne dla danych grup nacisku. Jako przykład tej złej praktyki raport przywołuje działalność komisji Przyjazne Państwo kierowanej przez Janusza Palikota.

Najwięcej zmian pod dyktando lobbystów wprowadza się na posiedzeniach komisji i podkomisji, którymi media najmniej się interesują. Eksperci wręcz uważają, że jest to „miękkie podbrzusze” procesu stanowienia prawa. Oprócz posłów biorą w nich udział (często suflując różne zapisy) osoby zaproszone przez przewodniczącego. Podają się za niezależnych ekspertów, zachowują się natomiast jak lobbyści. Ponieważ posiedzenia tych podkomisji ciągle nie są rejestrowane, nie sposób potem dojść, kto jest prawdziwym autorem danego przepisu.

W podobnie wnikliwy sposób raport Instytutu Spraw Publicznych przygląda się funkcjonowaniu rządu, administracji publicznej, a także sądownictwu. Ocenia, że przyczyną ich nieprzejrzystego, a więc sprzyjającego korupcji zachowania nie jest wcale brak pieniędzy. Tych, zwłaszcza w przypadku aparatu sprawiedliwości, jest więcej niż w wielu innych krajach. Wszystkie trzy władze w Polsce cierpią natomiast na brak systemu oceny efektywności własnych działań. Wydajemy na nie coraz większe pieniądze, nie wiedząc nawet, z jakim skutkiem. Bez tego całe państwo nie może funkcjonować dobrze.