Poniedziałkowy wyrok TK odbierający moc urzędową księgom rachunkowym funduszy to z całą pewnością krok w dobrym kierunku. Dzięki niemu konsumenci nie będą już musieli udowadniać przed sądami, że nie są wielbłądami. Jednak to orzeczenie to zaledwie wygrana bitwa. Wojna z reliktami gospodarki nakazowo-rozdzielczej trwać będzie w naszym kraju jeszcze długo.

Każdy, kto choć raz popadł w spór z bankiem, wie, że znalazł się na straconej pozycji. I nie chodzi tylko o to, że banki to bogate instytucje, zatrudniające cały sztab świetnych prawników. W Polsce mają one po swojej stronie paragrafy. Najbardziej jaskrawym przykładem uprzywilejowania instytucji finansowych jest możliwość wystawiania przez nie bankowych tytułów egzekucyjnych (BTE). To prawo banków spędza sen z powiek wielu polskim rodzinom. Zwłaszcza dziś, gdy kurs franka pnie się w górę w zawrotnym tempie.

Niestety, nic nie wskazuje na to, żeby polski ustawodawca szybko podjął kroki zmierzające do zmniejszenia dystansu pomiędzy bankami a ich klientami. Do tej pory żaden rząd nie zdecydował się podnieść ręki na BTE. Nie odważył się na to również TK. Co prawda w 2005 r. sędziowie zwiększyli obowiązki banków wystawiających BTE, a resort gospodarki przygotował projekt, który miał ograniczyć zakres jego stosowania, ale na tych nieśmiałych próbach się skończyło. Zabrakło zdecydowanych kroków przywracających równość uczestników stosunków cywilnoprawnych. Jak widać, w zderzeniu z bankami rezon tracą nie tylko konsumenci.