Dyrektor generalny Służby Więziennej ma się czym pochwalić. Więźniowie już nie tak ochoczo odbierają sobie życie. Co więcej, pensjonariusze zakładów karnych coraz rzadziej kąsają rękę, która ich karmi. Dowód? Proszę bardzo! Ze statystyk jasno wynika, że wśród więźniów w roku 2010 było o 30 proc. mniej udanych prób samobójczych niż w roku 2009. Podobnie jeśli chodzi o inne negatywne zjawiska, takie jak pobicia funkcjonariuszy (spadek o 26 proc.) czy pobicia więźniów (spadek o 28 proc.). Ale to nie koniec sukcesów. Oto ze statystyk wynika także, że po raz pierwszy od długiego czasu wychodzimy na prostą, jeżeli chodzi o przeludnienie w zakładach karnych. To cieszy i – wydawałoby się – pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Niestety, może się okazać, że nie wszystko jest takie kolorowe, jakby chciał tego resort sprawiedliwości. Na kryształowym wizerunku polskiej służby więziennej pojawiła się oto rysa. Jej sprawcą jest rzecznik praw obywatelskich, który twierdzi, że więzienia są nadal przeludnione. Skąd ta – dość przecież zasadnicza – różnica w postrzeganiu więziennej rzeczywistości?

Otóż RPO twierdzi, że tak świetne wyniki statystyczne to nie dowód na to, że problem został rozwiązany, a jedynie na to, że dyrektorowie zakładów karnych wykazują się dużym sprytem. Zdaniem rzecznika wliczają oni do ogólnej pojemności zakładów karnych takie pomieszczenia, jak cele izolacyjne czy izby chorych. Tymczasem zgodnie z prawem nie powinno się tego robić. Efekt jest więc taki, że w statystykach mogą się pochwalić, że mają więcej cel niż w rzeczywistości. I w ten oto magiczny, acz niesłychanie prosty sposób problem przeludnionych więzień znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Co więcej, RPO podkreśla, że nie jest to oddolna inicjatywa szefów poszczególnych jednostek penitencjarnych, a odgórne zalecenie ich szefostwa.

Obojętnie, co w odpowiedzi na swoje wystąpienie rzecznik usłyszy od szefa służby więziennej, już dziś możemy wyciągnąć z tej sytuacji dwie lekcje. Pierwsza to taka, że sposób liczenia zależy od punktu siedzenia, a druga, że nie wszędzie i nie zawsze statystyka zdaje egzamin. Jak mawiał jeden z profesorów logiki: jeżeli właściciel wychodzi z psem na spacer, to statystycznie mają po trzy nogi!