Ukończony właśnie raport w głośnej sprawie porwania i zabójstwa Olewnika, gdzie pojawiają się   wreszcie nazwiska winnych funkcjonariuszy jest może  takim pierwszym krokiem na drodze do poselskiego opamiętania. Ale tak jak pierwsza jaskółka nie czyni wiosny, tak i ten raport nie może przesłonić mizernych efektów  dotychczasowych prac. Zebrane materiały, czy to przez komisję hazardową, czy tzw.  komisję d/s nacisków, dostarczaj  częściej  tematów dla kabaretów moralnego niepokoju, niż dla prokuratury czy sądu. Nikt oczywiście nie liczył, że komisje śledcze będą chwytać złodziei za rękę. Ale też nikt nie przypuszczał, że posłowie  będą  rozkładać się ze swoimi widowiskami medialnymi, jak  pavo cristatus rozkłada swój pawi ogon,  z dala od odpowiedzialności. Odpowiedzialność, która powinna być  odmieniana przez wszystkie przypadki jest podczas posiedzeń komisji słowem nieobecnym.  W naszej pamięci utrwalają się za to bikiniarze i kolorowe skarpetki Anity Błochowiak, owies Renaty Beger czy zera Leszka Milera. A więc słowa, które z odpowiedzialnością  mają raczej niewiele wspólnego.

Gdyby taki stan rzeczy miał się utrwalić , to prof. Andrzej Zoll, były prezes Trybunału Konstytucyjnego uważa, że dla przywrócenia blasku odpowiedzialności przed prawem  byłoby lepiej, gdyby komisje śledcze w ogóle zamilkły na Wiejskiej. Z kolei prof. Bogusław Banaszak,  z Uniwersytetu Wrocławskiego, były przewodniczący Rady Legislacyjnej jest przekonany , że do postawienia komisji śledczych na nogi niezbędna jest  kompleksowa  regulacja ustawowa obejmująca nie tylko postępowanie dowodowe, ale także procedury wykluczania jej członków z postępowania, czy szczegółowe postanowienia dotyczące ochrony praw osób występujących przed komisją.  Ale nie wiem, czy takie proste ujednolicenie i dozbrojenie dotychczasowej ustawy wystarczy na patologie komisji śledczych.

Niezbędne jest, jak sądzę, gruntowne przemyślenie jeszcze raz wzajemnych relacji komisji śledczych i prokuratury, do wprowadzenia zakazu takiej współpracy włącznie. Nie można przecież w majestacie prawa sprowadzać tajemnicy śledztwa do  jednej wielkiej iluzji. A tak to się niestety u nas dzieje, gdyż  tajemnica śledztwa tak ma się  do poselskiej dyskrecji, jak pięść do nosa. Mam przed oczyma po dziś dzień obrazek, na którym tomy zeskanowanych akt z postępowania przygotowawczego, a więc sól każdego prokuratorskiego śledztwa , wędrują na Wiejską do poselskich przegródek .

Wiele cennych, praktycznych uwag ustawodawca mógłby  znaleźć w orzeczeniach Trybunału Konstytucyjnego, który  kilkakrotnie analizował ustawę o komisji śledczej. Choć i tutaj nie brakuje  rozbieżnych ocen prawnych. Trybunał uznał na przykład za niedopuszczalne powołanie komisji śledczej „do zbadania rozstrzygnięć dotyczących przekształceń kapitałowych i własnościowych w sektorze bankowym”. Zdaniem sędziów, tak szeroki zakres zadań komisji byłby sprzeczny z konstytucyjną zasadą, że komisję śledczą powołuje się do ” zbadania określonej sprawy”. Ale w innym orzeczeniu Trybunał nie dopatrzył się już  sprzeczności z konstytucją, uchwały powołującej komisję do zbadania domniemanych nacisków na organy państwa. Choć  pod wyrokiem w tej sprawie,  aż pięciu sędziów złożyło swoje zdania odrębne.

Ustawodawca z pewnością nie będzie więc miał łatwego zadania. Ale trud ten musi podjąć. Dalsze przyzwolenie na dworowanie z komisji śledczych, to także przyzwolenie na dworowanie z odpowiedzialności przed prawem. To także zacieranie śladów między pytaniami o sprawy naprawdę istotne a pogrążaniem się w wyjaśnianie spraw pozornych, wręcz groteskowych, zupełnie, jak w tej  komisji śledczej: Musimy wyjaśnić, powołanej przez Kabaret moralnego niepokoju. Otóż,  musimy wyjaśnić, jak to się stało, że wśród uczestników na mistrzostwa Europy 2012 znalazła się Kolumbia, która leży w Ameryce Południowej i jaką role w tym wszystkim odegrał wiceprezes PZPN Tadeusz Paszczyszyn, którego żona pochodzi z Kolumbii