Akcja pod hasłem „Dni bez wokand” odbywa się już po raz piąty. Z roku na rok zdobywa coraz większy rozgłos medialny, ale jej skutki są coraz skromniejsze. Paradoksalnie może się jednak okazać, że media oddadzą sędziom wilczą przysługę.

Im bowiem głośniej o proteście sędziów, tym więcej jego przeciwników. A tych, jak wynika z sondaży, nie jest mało. Większość Polaków (około 60 proc.) nie ufa wymiarowi sprawiedliwości, niechętnie wnoszą oni sprawy do sądów, bo nie wierzą w możliwość wyegzekwowania na drodze sądowej swoich praw.

Minister sprawiedliwości nie powołał tym razem zespołu, który miał docelowo ukształtować system wynagrodzeń w sądownictwie. Przyszłoroczna siedmioprocentowa podwyżka stopniała do niecałych 4 proc. To właśnie dlatego Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” postanowiło wyrazić swój sprzeciw i zorganizowało dni bez wokand.

Sędziowie to osoby w służbie państwa i prawa. Powinni o tym pamiętać, kiedy będą podejmowali decyzje o kolejnych akcjach protestacyjnych. Bo choć większość ich postulatów jest uzasadniona, to sposób walki o ich realizację zaczyna się obracać przeciwko wymiarowi sprawiedliwości, przeciwko todze z fioletowymi wypustkami. Sędziowie w państwie prawa nie powinni dochodzić swych wynagrodzeń tak jak stoczniowcy. Zwłaszcza że samo środowisko jest podzielone w kwestii prowadzenia akcji protestacyjnych. Niektóre stacje telewizyjne i radiowe podały, że „sędziowie nie wyszli na sale rozpraw”. Takie stwierdzenie nie mogło wywołać innej reakcji ze strony społeczeństwa niż oburzenie. Co więcej – zderzenie tej informacji z wiadomościami na temat zarobków przedstawicieli Temidy sprawiło, że u wielu osób oburzenie przerodziło się w złość. Tyle, że wszystkie te materiały na temat „protestu” były – delikatnie mówiąc – niedokładne. Po pierwsze zarobki sędziów zostały zawyżone. To prawda, że sędziowie rejonowi zarabiają 9 tys. zł. Jednak nie wszyscy. Tak wysoka pensja dotyczy wyłącznie sędziów sądów rejonowych, którzy mają za sobą 20 lat nienagannej służby. A takich siłą rzeczy jest najmniej. Tymczasem początkujący sędzia zarabia 6 tys. zł. A przecież problem zbyt niskich wynagrodzeń dotyczy właśnie tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z Temidą. I jeszcze jedno sprostowanie. Zakończona właśnie akcja nie polegała na odmowie wyjścia na salę, a na niewyznaczaniu na 16 i 17 listopada rozpraw. Sędziowie pracowali. W swoich gabinetach, pisali uzasadnienia i czytali akta. Pracowali, by w czwartek 18 listopada mogli znów usiąść za stołem sędziowskim przygotowani i gotowi do konfrontacji prawa i życia.