Sądy zdążyły przez ten czas okrzepnąć, nabrały doświadczenia. Teraz muszą zniknąć. Co to oznacza w praktyce? Ludzie, którzy już przyzwyczaili się do wydziałów grodzkich, będą krążyć zdezorientowani po korytarzach sądowych. Mieszkańcy miast, w których działały wydziały zamiejscowe, nie dotrą już na rozprawę pieszo. Sędziowie od kilku dni nerwowo przeglądają wykaz likwidowanych sądów. Chcą wiedzieć, czy w najbliższym czasie czeka ich kolejna przeprowadzka, przekazywanie akt, repertoriów itp. Resort tłumaczy zmiany potrzebą racjonalnego wykorzystania kadr. Ale czy rzeczywiście gra jest warta świeczki, zwłaszcza że w ocenie kolejnego ministra sprawiedliwości sądy grodzkie mogą się okazać racjonalnym rozwiązaniem...