Kilkadziesiąt minut później dowiedziałem się jednak, co o reprywatyzacji myślą premier Szydło i minister Ziobro. Poznałem nazwisko szefa speckomisji, którym zostanie Patryk Jaki. Nie zdążyłem zrobić kawy, a już wiedziałem, kto z ramienia PiS będzie w tej komisji przywracał sprawiedliwość pokrzywdzonym lokatorom.

I uśmiech zniknął. Bo już wiedziałem, że zatrzymania nie mogły się odbyć w środę lub w piątek. Musiały w czwartek. To była skoordynowana akcja, dzięki której rządzący odnieśli polityczne korzyści.

Co do tego, że afera reprywatyzacyjna ma polityczny wydźwięk, nikt nie ma wątpliwości. Ale speckomisja nie powinna być w politykę mieszana. Ci zaś, którzy jako przykład podają sejmowe komisje śledcze, zapominają, że komisja reprywatyzacyjna ma się do nich tak jak pięść do nosa. Nowy twór będzie bowiem wydawał decyzje administracyjne, które następnie będzie można zaskarżyć do sądu.

Show polityczne zaś nie powinno stanowić podstawy działania organu administracji publicznej. Grozi to wydawaniem decyzji podyktowanych nie merytorycznymi przesłankami, lecz wolą gawiedzi. Powstanie Koloseum XXI w., w którym jedni będą skazywani na pożarcie, by inni mieli radość. Czy to ma coś wspólnego ze sprawiedliwością? Być może. Wcale nie żałuję osób, które przez lata kręciły lody na nieudolności sądów i polityków w kwestii reprywatyzacji. Ale wiem już, że nie będzie to miało nic wspólnego z prawem. A wolałbym, żeby państwowe organy kierowały się nie tylko sprawiedliwością, lecz także właśnie prawem. Jeśli tak nie będzie, za kilka lat cwaniacy, którzy zarobili majątek, będą się całemu społeczeństwu śmiali w twarz raz jeszcze. Akurat w momencie odbierania sowitych odszkodowań od Skarbu Państwa za to, że pogwałcono ich uprawnienia przed speckomisją.

Inna rzecz, że nie można demonizować działalności komisji, tak jak zdają się to robić sędziowie. Resort sprawiedliwości przygotował projekt nowelizacji regulaminu urzędowania sądów powszechnych. Wynika z niego, że sądy powinny współpracować z komisją. Wydawałoby się, że tak oczywistych rzeczy nie trzeba wpisywać do rozporządzenia. Ale jak widać, dobrze uczyniono. Bo już podnosi się lament środowiska sędziowskiego, które utyskuje na to, że będzie trzeba usługiwać dziwnemu niekonstytucyjnemu tworowi. Cóż, radzę w takim razie w twarzy przewodniczącego komisji Patryka Jakiego widzieć obraz całego społeczeństwa. I usługiwać obywatelom, a nie młodemu ministrowi.