Nie sądziłem jednak, że trzeba też zapisywać wyroki sądu dyscyplinarnego adwokatury. Bo jeśli są nie po myśli dziekanów, będą skasowane.

Jakiś czas temu na stronie internetowej Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury przeczytałem wyrok dotyczący powszechnej praktyki wykupowania przez adwokatów reklam Google AdWords. Skład orzekający uznał to za złamanie obowiązującego palestrę zakazu reklamy, ale jednocześnie stwierdził, że sam ten zakaz jest sprzeczny z prawem unijnym. I dlatego nie powinno się karać za jego naruszenie. Wyrok ciekawy, więc postanowiłem go opisać. Gdy jednak ponownie zajrzałem na stronę WSDA, okazało się, że zniknął. Tak samo zresztą jak notka na jego temat, którą wcześniej można było przeczytać w zakładce z aktualnościami.

Byłem pewien, że to jakaś pomyłka. Tymczasem okazało się, że wyrok usunięto jak najbardziej celowo, na prośby dziekanów rad adwokackich. Utrudnia im bowiem walkę z niedozwoloną reklamą. Nazwijmy rzecz po imieniu – komuś nie spodobało się rozstrzygnięcie, więc zwyczajnie je skasowano. Bo jeszcze któryś adwokat mógłby je przeczytać, a co gorsza być może nawet by się z nim zgodził? Może ktoś uzna to za przejaw szlachetnej walki o zachowanie czystości umysłów członków palestry. Mnie jednak ciśnie się na usta inne słowo – cenzura!

To wyjątkowy wręcz paradoks, że cenzura ta jest wprowadzona w imię starań o poszanowanie kodeksu etyki adwokackiej. Czy dbałość o etykę może tłumaczyć ukrywanie wyroków przed członkami własnej korporacji? Oczywiście, że nie. Zamiatanie spraw pod dywan nie jest żadnym rozwiązaniem. Zamiast ukrywać wyroki lepiej byłoby przeprowadzić dyskusję na temat reklamy w internecie. Bo problem nie zniknie, mimo skasowania orzeczenia. A co jeśli w kolejnej sprawie znów sąd dyscyplinarny orzeknie podobnie? Czy znów po prostu wyrok zostanie usunięty z bazy? A potem kolejny?