Przypomnijmy: senatorowie chcą, by sprzedawcy żywności w sklepach o powierzchni powyżej 250 mkw. byli zobowiązani do zawarcia z organizacjami pożytku publicznego pisemnych umów przewidujących nieodpłatne przekazywanie na cele społeczne niesprzedanego jedzenia. Oddawać dobroczynnie będzie trzeba te artykuły, które jeszcze spełniają wymogi prawa żywnościowego, ale już – ze względów handlowych, estetycznych lub z powodu zbliżającego się upływu terminu przydatności – są nieatrakcyjne dla sprzedawcy. Jeśli biznes nie zdecyduje się przekazać produktów, a te się zmarnują (np. nikt nie kupi przecenionych jogurtów z krótkim terminem przydatności), będzie musiał zapłacić organizacji odpowiednią kwotę (w projekcie przewidziano 10 gr za każdy 1 kg odpadów).

Cały projekt spotkał się z chłodnym odbiorem ze strony przedsiębiorców, ale jedno rozwiązanie niemal wszyscy sklepikarze chwalili. Chodzi o to, że obecne przepisy ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 594 ze zm.) nie pozwalają na przekazywanie nie tylko przeterminowanego jedzenia, lecz także tego, dla którego upłynęła data minimalnej trwałości („najlepiej spożyć przed...”). W ocenie zarówno senatorów, jak i Związku Przedsiębiorców i Pracodawców zakaz ten jest bezsensowny. Lepiej bowiem oddać potrzebującym jogurt, który stracił barwę, czy czekoladę, która się pokruszyła, niż wyrzucić jedzenie na śmietnik.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w toku opiniowania projektu uznał jednak, że tak postrzegana dobroczynność będzie niedobra.

– Pozostawienie przepisów w proponowanym przez projektodawców brzmieniu spowoduje zróżnicowanie sytuacji konsumentów, którzy dokonują zakupów w placówkach handlowych, i osób korzystających z pomocy organizacji charytatywnych – wskazuje prezes UOKiK Marek Niechciał. Jego zdaniem nie może być tak, że potrzebujący będą otrzymywali produkty gorszego sortu. Prezes UOKiK grzmi, że mogłoby to stanowić przejaw nierównego podejścia w zakresie ochrony zdrowia i obywateli.

Wątpliwości ma również Ministerstwo Zdrowia. Urzędnicy zastanawiają się bowiem, kto ponosiłby odpowiedzialność za jakość żywności po przekroczeniu daty minimalnej trwałości oraz szkodę związaną z ewentualnym spożyciem produktów o nieodpowiedniej jakości. Bez wątpienia nie może to już być producent jedzenia. Pytanie więc brzmi, czy odpowiedzialność spocznie na zakładach żywienia zbiorowego, czy na organach kontrolujących żywność. Tak czy inaczej, żaden z wariantów resortowi zdrowia się nie podoba.

Etap legislacyjny

Projekt ustawy w konsultacjach