Wyrok, który zapadł w środę w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, jest precedensowy. Mieszkańcy Michałowic zwrócili się do sądu z wnioskiem o unieważnienie decyzji byłego ministra rolnictwa i rozwoju wsi w rządzie Donalda Tuska – Stanisława Kalemby. Uznał on nieważność reformy rolnej w przypadku tej gminy. Nakazał przywrócić prawo własności spadkobiercom dawnych właścicieli, z czym mieszkająca tam ludność nie mogła się pogodzić. Sąd jednak nie uznał ich wątpliwości. Stwierdził, że wszystko jest w porządku, i orzekł, że dziedzicowi wszystko należy się jak psu zupa.

Dwa lata temu każdy obywatel Michałowic, będącej sypialnią, ale też zielonymi płucami stolicy, otrzymał pismo od hrabiego Henryka Grocholskiego. Hrabia informował, że właśnie odzyskał ziemie należące przed wojną do jego przodków, bezprawnie odebrane rodzinie przez komunistów. Na ludzi padł blady strach, bo nie wiedzieli, co pismo oznacza. Przecież mieszkają w swoich domach, sami je budowali albo kupili w dobrej wierze. Mają wpisaną do ksiąg wieczystych własność hipoteczną, istnieje rękojmia niewzruszalności tych ksiąg, a tu nagle jakiś hrabia mówi, że to jego.

Wójt Michałowic Krzysztof Grabka zwołał zebranie. Po raz pierwszy widział taką frekwencję – stawiło się sto procent dorosłej populacji gminy, w tym wielu prawników, od których oczekiwano wyjaśnień, czy takie roszczenia są zasadne. Ktoś zażartował, że teraz pewnie będą chłopami pańszczyźnianymi, zmuszanymi do danin na rzecz hrabiego. W środę 21 września 2016 r. dowiedzieli się, że to wcale nie był żart, a daniny są jak najbardziej realnym zagrożeniem.

Hrabia Henryk Grocholski herbu Syrokomla jest adwokatem, a jednocześnie prezesem Związku Szlachty Polskiej. Jego prawą ręką, sekretarzem związku jest książę Hubert Massalski, specjalista od odzyskiwania nieruchomości w Warszawie, wieloletni współpracownik znanego kolekcjonera kamienic, Marka M. Książę Massalski odzyskał kamienicę Pod Sowami na Okrzei, Francuską 30, stara się o Krakowskie Przedmieście 63 i 65, gdzie już się zameldował. Henryk Grocholski zaś odzyskał Hotel Europejski, który skutecznie oszpecił szklaną nadbudówką, a teraz przejmuje 136 ha gruntów niegdyś rolnych, obecnie zabudowanych przede wszystkim prywatnymi willami. Trudno powiedzieć, czym jeszcze zajmuje się Związek Szlachty Polskiej, ale „odzyskiwanie” należy chyba do priorytetów władz szlachetnej organizacji. Ma ona zresztą siedzibę w monumentalnym, przedwojennym budynku na ulicy Hożej, odzyskanym przez mec. Jana Stachurę, wielce zasłużonego w aferze reprywatyzacyjnej. W tym samym gmachu mieści się też firma Nobilis Partners, kancelaria adwokacka zajmująca się restytucją mienia, której założycielem i współwłaścicielem jest hrabia Grocholski.

Do środy wydawało się, że reforma rolna jest nie do podważenia przez dawnych właścicieli, którzy w latach 1944–1948 potracili swoje dobra w sposób dużo bardziej krzywdzący niż warszawscy kamienicznicy dekretem Bieruta. Znacjonalizowano wszystkie majątki o powierzchni przekraczającej 50 ha, wygoniono arystokratów z ich dworków, dworów i pałaców, a jako dodatkową karę za dawne gnębienie chłopów wprowadzono zakaz zatrzymywania się w ościennych powiatach. Ziemia częściowo została rozdana bezrolnym i małorolnym chłopom, a reszta stała się własnością Skarbu Państwa. Z kamienic jednak nikt nikogo nie wyrzucał. W swoich domach dawni właściciele mogli mieszkać, a nawet na ich wnioski wpisywano w księgach wieczystych, że mają prawo dożywocia. Ziemianie zostali potraktowani okrutnie.

Rozdane grunty wcale nie były podarowane tak do końca. Przez dziesięciolecia rolnicy spłacali przejętą po parcelacji ziemię, która została wyceniona według zysków, jakie można z niej osiągnąć w ciągu roku. Płatność rozkładano na raty. Niechby ktoś dzisiaj spróbował rolnikom odebrać ziemię, w pocie czoła uprawianą już przez kilka pokoleń, którą dziadkowie spłacili co do grosika! W ruch pójdą kosy, widły i inne narzędzia rolnicze. Dlatego nikt dotąd nie myślał o reprywatyzacji dawnych majątków ziemskich. Aż pojawił się kazus Michałowic.

Młody, zdolny adwokat Henryk Grocholski, tytułujący się hrabią, tak długo przekonywał wysokich rangą urzędników Ministerstwa Rolnictwa w rządzie Donalda Tuska, że w Michałowicach nacjonalizacja odbywała się z rażącym naruszeniem prawa, aż w końcu mu uwierzono. Na czym miało polegać to naruszenie? Otóż jeszcze przed wojną rodzina Grocholskich wydzieliła część działek i sprzedała je prywatnym nabywcom. Inne działki też zostały wyodrębnione i przygotowane do sprzedaży. Cały majątek został poszatkowany, a poszczególne kawałki nie przekraczały 50 ha, czyli nie powinny podlegać nacjonalizacji. Wybitni prawnicy kiwali głowami nad słusznym rozumowaniem hrabiego, wreszcie przyznali mu rację. Ówczesny minister rolnictwa Stanisław Kalemba złożył podpis pod decyzją unieważniającą nacjonalizację sprzed siedemdziesięciu lat.

Mieszkańcy Michałowic na ogół pracują w pobliskiej Warszawie. Trawę na przydomowych trawnikach koszą kosiarkami i nikt nie zamierzał kosą bronić swojej hipotecznej własności. W sposób cywilizowany zamierzali dochodzić swoich praw w sądzie. Powoływali się między innymi na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 12 maja 2015 r., wymuszone przez Radę Europy, która pod groźbą kar domagała się ujednolicenia prawa i ograniczenia czasu na podważanie wyroków i decyzji administracyjnych do 10 lat. Orzeczenie zostało prawidłowo opublikowane, tyle że w ferworze walki o Trybunał Konstytucyjny zapomniano o nim i nie wprowadzono korekt do obowiązujących ustaw. Tak więc hulaj dusza, prawa nie ma.

Wojewódzki sąd administracyjny na środową rozprawę ze zbiorowego powództwa mieszkańców Michałowic przygotował salkę, w której pomieścić się mogło 60 osób. Przyjechało ponad półtora tysiąca ludzi. Partia Razem zorganizowała pikietę przed sądem i też zabiegała o uczestnictwo w procesie, by patrzeć sądowi na ręce. Sąd jest niezawisły w swoich decyzjach i żadnych nacisków się nie boi. W mig odrzucił pozew jako niezasadny, nie uwzględniając większości argumentów użytych przez prawników reprezentujących mieszkańców. Panu hrabiemu należy się 136 ha. Koniec. Kropka. Nawet tak oczywista oczywistość jak to, że przodkowie hrabiego aktami notarialnymi sprzedali przed wojną część działek, które teraz ponownie wróciły do spadkobierców, nie wzbudziła zainteresowania wysokiego sądu.

Hrabia Grocholski nie zamierza michałowickich willi zamieniać w czworaki. Deklaruje, że nie będzie nikogo wywłaszczał ani wyrzucał z domu. Wystarczy mu tylko odszkodowanie od gminy. Około półtora miliarda, jak wyliczyli jego doradcy, specjaliści od wyceny nieruchomości. Roczny budżet gminy wraz z przyległymi Komorowem i Opaczą jest niższy od tego roszczenia. Ale gdyby opodatkować każdego obywatela, włącznie z noworodkami, niedużą kwotą, 40 zł, to dałoby radę spłacić roszczenie i uwolnić mieszkańców gminy Michałowice od hrabiego.

Kilka dni temu w prasie pojawiła się informacja, że Centralne Biuro Antykorupcyjne wkroczyło do warszawskich sądów administracyjnych celem zweryfikowania wyroków, jakie w nich zapadały w związku z warszawską reprywatyzacją. Sędziowie są niezawiśli, chronieni immunitetami, nigdy nie ponosili żadnej odpowiedzialności za wydane w imieniu Rzeczypospolitej wyroki. To Rzeczpospolita – czytaj: podatnik – odpowiada za błędy sędziowskie, więc włos nikomu z głowy nie spadnie. Agenci CBA mogą sobie biegać po sądzie, a sprawy czekają na rozpatrzenie i życie musi toczyć się dalej utartymi torami. Nie było żadnych instrukcji, że coś się zmieniło, że trzeba brać pod uwagę interes społeczny. Żadnej dobrej ani złej zmiany. Konstytucja wyraźnie mówi o świętym prawie własności, więc sąd robi, co może, by orzekać zgodnie z konstytucją.

Działania hrabiego Grocholskiego docenia nie tylko sąd, lecz także sam prezydent III RP. Na internetowej stronie Związku Szlachty Polskiej można znaleźć informację o odznaczeniu dwóch prominentnych przedstawicieli naszej arystokracji Brązowymi Krzyżami Zasługi za działalność społeczną. Ordery zostały wręczone w Pałacu Prezydenckim 22 czerwca 2016 r., o czym informuje Monitor Polski pod pozycją 574. Dokument podpisał prezydent RP Andrzej Duda.

Zaszczytu dostąpili radca prawny hrabia Michał Niemirowicz-Szczytt, rzecznik prasowy Związku Szlachty Polskiej, oraz mecenas hrabia Henryk Grocholski, prezes polskiej szlachty. O nominację dla nich zabiegał jesienią ubiegłego roku Jacek Kozłowski, były już wojewoda mazowiecki z nominacji Donalda Tuska. Podkreślał wybitne zasługi obu panów w działalności społecznej. Czy w Michałowicach? Nie ulega wątpliwości, że tamtejsza społeczność nigdy jeszcze nie była tak zintegrowana, tak aktywna, tak wspierająca się wzajemnie, jak przez ostatnie dwa lata. Wróciły solidarnościowe hasła i klimaty ze stanu wojennego, gdzie ludzie spiskują po domach, czytają ustawy i rozporządzenia, studiują kodeksy, politykują i jednoczą się w obronie swoich domów.

Wcześniej przerabiali to mieszkańcy domów przejmowanych przez Marka M. Emeryci, staruszki o kulach, chorzy biegali na manifestacje i blokady eksmisji. Dużo ruchu na świeżym powietrzu, poczucie wspólnoty, ciągła gonitwa myśli aktywizująca komórki mózgowe. Świetny program dla seniorów. Następnym odznaczonym przez prezydenta Krzyżem Zasługi za działalność społeczną powinien być Marek M. (nazwisko i adres znane redakcji).

Działania hrabiego Grocholskiego docenia nie tylko sąd, lecz także sam prezydent III RP. Na internetowej stronie Związku Szlachty Polskiej można znaleźć informację o odznaczeniu dwóch prominentnych przedstawicieli naszej arystokracji Brązowymi Krzyżami Zasługi za działalność społeczną. Ordery zostały wręczone w Pałacu Prezydenckim 22 czerwca 2016 r., o czym informuje Monitor Polski pod pozycją 574. Dokument podpisał prezydent RP Andrzej Duda

Kup w kiosku lub w wersji cyfrowej