Przecież – jak mi tłumaczył ów oskarżyciel – do sprawowania tego urzędu wystarczy znajomość prawa, bezstronność i zwykła przyzwoitość. A skoro tak, po co Zbigniew Ziobro posiada aż pięć immunitetów? Jako parlamentarzysta ma immunitet poselski materialny w zakresie wykonywania mandatu. To on gwarantuje mu swobodę wypowiedzi i głosowanie zgodne z własnym sumieniem. Ma też immunitet poselski formalny – ten chroniący go przed odpowiedzialnością karną.

Ewa Ivanova

Ewa Ivanova

źródło: Materiały Prasowe

Przysługuje mu też immunitet prokuratorski formalny chroniący przed odpowiedzialnością karną i – zdaniem wielu – również prokuratorski materialny, zapewniający bezpieczeństwo w przypadkach nadużywania wolności słowa np. przed sądem. Oprócz tego Zbigniew Ziobro może się też pochwalić wyjątkowym immunitetem materialnym cywilnym: obowiązująca od marca nowa ustawa – Prawo o prokuraturze praktycznie przyzwoliła mu na naruszanie dóbr osobistych obywateli. Gwarantuje mu bowiem brak pełnej odpowiedzialności cywilnoprawnej w razie szkód wyrządzonych na skutek przekazywania przez niego informacji ze śledztw mediom czy też bliżej niezdefiniowanym „innym osobom”. Odpowiedzialność w takim wypadku zostaje przerzucona na Skarb Państwa, a wobec prokuratora generalnego można dochodzić jedynie odpowiedzialności regresowej, ale tylko na zasadach kodeksu pracy (który ogranicza wysokość takiego regresu).

Jak to możliwe, że – w czasie, gdy trwa dyskusja nad zbyt szerokim zakresem immunitetów w Polsce – jedna osoba w państwie korzysta z taryfy ulgowej, o jakiej inni mogą tylko pomarzyć?

Aby to ustalić, trzeba bliżej przyjrzeć się konstytucji i pracom nad nową ustawą – Prawo o prokuraturze. Z art. 103 ust. 2 ustawy zasadniczej wynika jasno: prokurator nie może sprawować mandatu poselskiego. To jedna z gwarancji apolityczności i niezależności śledczych. Czy dotyczy ona także szefa prokuratury? Ewa Siedlecka z „Gazety Wyborczej” nie miała wątpliwości, że tak – i apelowała: „Ziobro, oddaj mandat!”. Bezskutecznie.

Ministerstwo tłumaczyło, że ów konstytucyjny zakaz nie dotyczy prokuratora generalnego. Konstytucja posługuje się bowiem albo słowem „prokurator”, gdy ma na myśli sześć tysięcy szeregowych śledczych (np. w kontekście zakazu sprawowania mandatu poselskiego), albo pojęciem „Prokurator Generalny”, gdy ma na myśli organ naczelny (np. przy składaniu wniosków do Trybunału Konstytucyjnego). Niezłe wytłumaczenie. Ale w jego zasadność wątpili chyba nawet sami autorzy nowych porządków w prokuraturze. Dowód? Jeden z prokuratorów zwrócił uwagę, jak sprytnie „wyczyszczono” obecną ustawę tak, aby nie było wątpliwości, że prokurator generalny to nie prokurator. Przykładowo pierwotnie w art. 134 projektu – Prawo o prokuraturze pojawiało się sformułowanie „Prokurator, w tym prokurator generalny, nie może być podciągnięty do odpowiedzialności...”. Potem znacząco zmieniono brzmienie przepisu: „prokurator oraz Prokurator Generalny nie może być pociągnięty do odpowiedzialności...”.

Ale czy rzeczywiście dzięki temu Prokurator Generalny to nie prokurator? PG ma obecnie zwykłe kompetencje oskarżyciela: gdyby się uparł, mógłby prowadzić śledztwa, występować przed sądem, może też wydawać polecenia i zmieniać decyzje podwładnych. Ma też szczególne kompetencje, które wykonuje osobiście lub poprzez zastępców (np. występowanie przed Sądem Najwyższym i Trybunałem Konstytucyjnym). Dlatego tam, gdzie PG ma kompetencje zwykłego prokuratora, stosuje się do niego też art. 103 Konstytucji gwarantujący apolityczność śledczych. I choćby w tym zakresie PG nie powinien korzystać z nadzwyczajnej ochrony immunitetowej.