statystyki

Akty prawne są mętne. Bo (czasem) muszą takie być

autor: Artur Kotowski08.07.2016, 18:00
sąd, temida

Sądy mylą czasem pewność rozstrzygnięcia z sucho dobieraną, rozbudowaną argumentacją, często zupełnie niezrozumiałą dla strony. Tymczasem mniej i krócej w takich przypadkach mogłoby oznaczać rzetelniej i spójniejźródło: ShutterStock

Określony styl redakcyjny aktów normatywnych narzuca też styl uzasadniania zapadłych rozstrzygnięć.

Reklama


Reklama


Do napisania tego felietonu skłonił mnie artykuł red. Patryka Słowika „Dlaczego sędziowie muszą tak bełkotać”, opublikowany w Dzienniku Gazecie Prawnej z 6 czerwca. Nie mam zamiaru polemizować z autorem tekstu, gdyż omówione przez niego problemy są znane i szeroko komentowane w licznych opracowaniach naukowych poświęconych problematyce uzasadniania twierdzeń i ocen w prawie. Zagadnienie to jest zresztą często analizowane w powiązaniu z kwestią sposobu dokonywania wykładni prawa. Warto przy tym zauważyć, że takie aspekty uzasadnienia jak stopień wewnętrznej zawiłości, forma jego sporządzenia w profesjonalnym języku prawniczym, skrótowość przedstawienia części informacji oraz zestawianie poglądów doktryny i judykatury w miejscu tradycyjnie (czyli metodologicznie) pojmowanej wykładni prawa będą oceną, nie zaś ustaleniem. To, co dla osoby bez przygotowania prawniczego wydaje się mętne i bełkotliwe, dla profesjonalnego prawnika okazuje się zrozumiałe i klarowne, zgodne z pewnym przyjętym standardem sporządzania tego typu dokumentów.

Warto jednak zastanowić się nad tym, z czego dokładnie wynika ten dysonans. Uważam, że kluczowym czynnikiem, wpływającym na wykorzystywane sposoby prowadzenia wykładni prawa (heurystyki interpretacyjne) oraz styl i formę uzasadniania, jest spójność i jasność treściowa samego systemu aktów normatywnych.

Początek każdego myślenia prawniczego w naszej kulturze prawnej ma swoje źródło w jakości przedmiotu interpretacji oraz cechach samego interpretatora. Zatem w zależności od materiału, na którym pracuje sędzia, ma on większe bądź mniejsze możliwości dotarcia do adresata uzasadnienia. A może być nim przecież zarówno osoba, która nie posługuje się fachowym językiem, jak i środowisko sędziowskie, decydujące o szczeblach awansu zawodowego. Stąd też sędzia nieustannie musi balansować między dwoma skrajnie różnymi wymogami: prawniczego formalizmu i kunsztu języka prawniczego a oczekiwaniem stron postępowania, żeby uzasadnienie wyroku było sporządzone w zrozumiałym dla nich języku. Jest to o tyle trudne, że język prawny jest już dzisiaj klasycznym metajęzykiem, w dodatku wysoce profesjonalnym i specjalistycznym (co widać szczególnie w szeroko pojętym prawie administracyjnym, w tym podatkowym). Skoro prawodawca używa takiej, a nie innej terminologii, to określony styl redakcyjny aktów normatywnych narzuca też styl uzasadniania znaczeń będących podstawą zapadłych rozstrzygnięć.

Nie zapominajmy, że problematyka sposobu przedstawiania w uzasadnieniu orzeczenia operacji interpretacyjnych, których dokonywał sędzia w danej sprawie, przeszła u nas w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat dużą ewolucję. Jednoznacznie pokazuje to analiza porównawcza stylu uzasadniania sądów naczelnych (przede wszystkim Sądu Najwyższego), z okresu PRL i czasów dzisiejszych. W tym pierwszym przypadku mieliśmy do czynienia z praktyką chyba jeszcze gorszą niż obecna. Jak pisała prof. Ewa Łętowska, sąd arbitralnie wskazywał wówczas na przyjmowane znaczenie prawa, bez jakiegokolwiek odniesienia się do alternatywnych interpretacji z innych źródeł (judykatury, doktryny prawniczej czy teorii prawa). Można więc powiedzieć, że orzecznictwo PRL było bardzo mało autorefleksyjne. Trzeba jednak przyznać, że uzasadnienia z tamtych czasów paradoksalnie były łatwiejsze do odbioru przez stronę, bo zwyczajnie były krótsze i bardzo syntetyczne. Problem w tym, że sąd dzięki takim zabiegom ukrywał przed stroną, dlaczego przyjął określone znaczenie prawa, nie ujawniając przy tym, że możliwe było przyjęcie innego znaczenia, a w konsekwencji także innego rozstrzygnięcia (nawet korzystniejszego dla strony).


Pozostało jeszcze 58% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

  • ranger(2016-07-10 09:32) Odpowiedz 90

    Jeśli chcę powiedzieć dzieciom - żeby przyszły do domu na obiad, to wychylam się przez okno i krzyczę: "OBIAAAD!!! Marek, Zuza, biegiem do domu". Nie wołam: "Osoby pozostająca poza wewnętrzną powierzchnią budynku lub innej budowli przeznaczonej na pobyt ludzi, stały lub czasowy, w przypadku zaistnienia okoliczności polegającej na ukońćzeniu procesu podgrzewania powyżej progu wrzenia wody, produktuktów pochodzenia organicznego, zobowiązane są niezwłocznie po usłyszeniu komunikatu słownego, wzywającego do zmiany sposobu spędzania wolnego czasu, stawić się w wewnętrznej przestrzeni budynku lub innej budowli przeznaczonej na pobytu ludzi, z której wygłoszono komunikat słowy wzywający do wskazanej wyżej zmiany"!!! Różnica między mną a bezsensownym państwem jest taka, że ja oczekuję, że polecenie zostanie spełnione, a nie zamierzam jedynie karać dzieci, za niezrozumienie o co mi chodzi.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • XXYYZZ(2016-07-09 07:24) Odpowiedz 70

    Jest przysłowie: W mętnej wodzie łatwiej ryby łowić. Ale mniej metaforycznie, a bardziej socjologicznie - jest teoria i praktyka, że każda grupa ma swój kod językowy, który utrudnia do niej dostęp jednostkom z poza grupy i mniej lub bardziej świadomie jest to wykorzystywane. Prawnicy, ale też inne grupy zawodowe mają swój kod językowy, który mogą dla innych interpretować dowolnie lub wykorzystywać jego "branżowość". I o to chodzi! Bo ten brak dostępu - dla petenta - do zrozumienia pojęć, daje władzę nad maluczkimi!

  • sn(2016-07-09 10:38) Odpowiedz 30

    Miało być jasno,zrozumiale pisane prawo dla mas ,bo one muszą przestrzegać też powszechnie je, a prawnicy na ogół rozumieją ,chociaż nie zawsze, nawet same prokuratury, kancelarie prawne, sądy (3 wyroki i każdy inny w tej samej sprawie ,czyżby inaczej czytali między wierszami kod prawniczy ?). Szczytem rozumienia prawa przez temidę było interpretowanie i wyroki przy aferach (złodziejstwach -na masową skalę ,chyba specjalnie był stosowany kod, aby masy nic rozumiały rozmydlania ) piramidach np.,Hazardowa,Rywina, Amber Gold 9 upomnień -sąd Gdańsk zamiast od razu aferzystę wsadzić do pudła, nie byłoby wtedy 19 tys. poszkodowanych i 850 miln naciągnięcia ,czyżby tu też był potrzebny kod dla trzymającego parasol ochronny z władzy . Gdzie byli wtedy z protestami POparciPSL, aktywiści KODowcy itp?.

  • Polskie prawo jest jak bagno, a unijne jak...(2016-07-09 10:30) Odpowiedz 30

    niezmierzone mokradła. Niedorzeczne tłumaczenie. Prawo to polecenia kierowane do obywateli. To teraz sobie wybraźmy dowódcę, który ma totalną wadę wymowy, taką, że nikt nie rozumie wydawanych przez niego poleceń. Każdy normalny by się w czoło popukał, jakby zobaczył scenę w której rozkazy wydawane są w sposób niezrozumiały. Chyba istotą polecenia jest to, żeby było wykonane. A jak może być wykonane jak nie jest zrozumiałe.

  • Robalna(2016-07-09 06:12) Odpowiedz 02

    ; POLSKA NIE MOŻE POZWALAĆ KOMORNIKOM NAROWIŚCIE ŁAMAĆ PRAWO I OKRADAĆ LUDZI.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama