Teraz zaś okazuje się, że jedna firma może zabronić drugiej składania podziękowań klientom. A przynajmniej próbować wywalczyć sobie takie prawo przed sądem.

Sławomir Wikariak

Sławomir Wikariak

źródło: DGP

Nikogo nie powinno dziwić, że spór toczy się w USA, gdyż to właśnie ten kraj wyrósł na niekwestionowanego lidera absurdów związanych ze znakami towarowymi czy patentami. Bank Citigroup zarejestrował na amerykańskim rynku znak towarowy „THANKYOU”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież znakiem może być w zasadzie każda nazwa mająca charakter odróżniający. Problem w tym, że zdaniem banku jego prawa narusza kampania operatora telekomunikacyjnego „AT&T thanks”. Mówiąc wprost – Citigroup chce, aby inne firmy nie używały słowa „dziękuję”. W pozwie skierowanym przeciwko AT&T przekonuje, że klienci mogą czuć się zdezorientowani, a samo zatytułowanie kampanii „AT&T thanks” stanowi naruszenie prawa ochronnego na znak towarowy. To trochę tak, jakby firma Apple przyczepiła się do akcji „Jedz jabłka na złość Putinowi”.

Pozostaje mieć nadzieję, że sędzia rozstrzygający ten spór zachowa rozsądek i dostrzeże, jakie mogą być konsekwencje uwzględnienia pozwu. Następnym razem bank może wszak zakwestionować treść listu, w którym inna firma ośmieli się podziękować swym klientom za skorzystanie z jej usług. Na końcu słowo „dziękuję” w ogóle zostanie zakazane. A pisma do klientów będą zawierać adnotację: „ze względu na zastrzeżenie prawne nie możemy państwu oficjalnie podziękować za skorzystanie z naszych usług, niemniej serdecznie pozdrawiamy”. O ile oczywiście jakaś inna firma nie wpadnie na pomysł zastrzeżenia jako znak towarowy sformułowania „best regards”.