Zapowiadane w nowelizacji przepisów o zamówieniach publicznych ułatwienia dla przedsiębiorców mogą nie być tak duże, jak się początkowo wydawało. Zasadą miało być, że papiery potwierdzające spełnianie warunków przetargowych będą żądane wyłącznie od firmy, której oferta zostanie najwyżej oceniona. Zamawiający jednak przygotowują się do częstszego wykorzystania wyjątku, który pozwoli im na żądanie dokumentów także od innych przedsiębiorców.

Zgodnie z nowelizacją wykonawcy do swych ofert dołączą jednolity europejski dokument zamówienia, a poniżej progów unijnych własne oświadczenie o spełnianiu warunków. Dzięki temu nie będą musieli gromadzić sterty różnorakich zaświadczeń potwierdzających spełnianie warunków. Tych miano żądać wyłącznie od firmy, której oferta zostanie najwyżej oceniona. Pozostali mieli dzięki temu zaoszczędzić czas i pieniądze.

Jak będzie wyglądać nowa procedura

Jak będzie wyglądać nowa procedura

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ryzyko opóźnień

Problem w tym, że nowa procedura grozi znacznym wydłużeniem się przetargów. Jeśli bowiem okaże się, że zwycięzca nie przedłożył wszystkich dokumentów, to będzie wzywany do ich doniesienia. Gdy zaś nie sprosta temu zadaniu, o zaświadczenia ma być proszony kolejny wykonawca, który znów będzie musiał dostać na to co najmniej 10 dni. Co gorsza, poprawność przedłożonych dokumentów będzie często przedmiotem odwołań wnoszonych do Krajowej Izby Odwoławczej, a to spowoduje dalsze opóźnienia.

Jest na to jednak sposób. Artykuł 26 ust. 2f znowelizowanej ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 2164 ze zm.) pozwala zamawiającemu na każdym etapie przetargu żądać wszystkich lub niektórych dokumentów, o ile jest to „niezbędne do zapewnienia odpowiedniego przebiegu postępowania o udzielenie zamówienia”.

– Doświadczenie pokazuje, że wykonawcy nie zawsze są w stanie prawidłowo ocenić to, czy spełniają warunki. Skoro zaś przepisy pozwalają żądać dokumentów na każdym etapie przetargu, to nie widzę powodów, by zamawiający nie mogli z tej możliwości skorzystać. Już samo ryzyko przedłużania się postępowania daje im wystarczającą do tego podstawę – uważa Grzegorz Wicik, radca prawny prowadzący indywidualną kancelarię.

Jego zdaniem zamawiający nie powinni mieć problemu z wykazaniem spełnienia ustawowej przesłanki. Ostrożniejszy jest dr Włodzimierz Dzierżanowski, prezes Grupy Doradczej Sienna, choć i on uważa, że wskazany przepis będzie często stosowany przez zamawiających.

– Czytałbym go przez pryzmat wpisanej do przepisów ustawy zasady proporcjonalności. O ile więc w prowadzonym bez pośpiechu przetargu powinien być on raczej rzadko stosowany, o tyle gdy przykładowo zbliża się koniec roku, a zamawiający musi zakontraktować środki, to już jak najbardziej może z niego skorzystać – twierdzi ekspert.

Reguła zamiast wyjątku

Może się więc okazać, że przepis o incydentalnym charakterze stanie się zasadą w polskich przetargach. Tym bardziej że trudno będzie zamawiającym czynić z tego zarzut. Teoretycznie można sobie wyobrazić odwołania, w których przedsiębiorcy będą próbowali podważyć wystąpienie przesłanki uprawniającej do skorzystania z art. 26 ust. 2f znowelizowanej ustawy, jednak w praktyce nie byłoby to łatwe, choćby z powodu konieczności wykazania interesu.

Eksperci zachęcają natomiast, by zamawiający ograniczali swoje żądania do możliwie wąskiego grona wykonawców, a nie kierowali ich do wszystkich.

Ilu konkretnie wzywać do jednoczesnego składania dokumentów? To będzie zależeć od liczby złożonych ofert.

– Jeśli złożono tylko dwie, to oczywiście wezwanie powinno dotyczyć wyłącznie wykonawcy, którego oferta została najwyżej oceniona. Jeśli trzy, cztery – to doradzałbym wzywanie dwóch przedsiębiorców zajmujących najwyższe pozycje. Przy większej liczbie ofert za uzasadnione uznałbym wzywanie trzech pierwszych – ocenia Grzegorz Wicik.

Dzięki takiej procedurze zamawiający nie musiałby się obawiać przeciągania przetargu. Jednocześnie bowiem oceniałby dokumenty trzech wykonawców i – w razie potrzeby – wzywał do ich uzupełnienia. Gdyby okazało się, że pierwszy podlega wykluczeniu, natychmiast wybierałby ofertę drugiego; gdyby i jego dokumenty nie potwierdzały spełniania warunku – trzeciego. Pozwoliłoby to również na jednoczesne rozpoznawanie odwołań, najczęściej połączonych w ramach jednej rozprawy.

Czy jednak przepisy pozwalają żądać dokumentów od wybranej grupy wykonawców?

– Z literalnego ich brzmienia rzeczywiście nie wynika, czy za każdym razem należy wzywać wszystkich, czy też można jedynie wybranych. Jednak każdorazowe wzywanie wszystkich byłoby nieefektywne i zwyczajnie pozbawione sensu. Dlatego też na przykład w austriackich przepisach przesądzono, że wezwania mają dotyczyć „określonych” wykonawców – zauważa Grzegorz Wicik.

Podobnego zdania jest Włodzimierz Dzierżanowski.

– Wyobraźmy sobie, że zamawiający dostaje informację o karalności prezesa zarządu jednej z firm, która powinna stanowić podstawę do wykluczenia z przetargu. Żądanie od wszystkich wykonawców dokumentów potwierdzających niekaralność byłoby w tej sytuacji irracjonalne – pokazuje na przykładzie. 

Etap legislacyjny

Ustawa wróciła do Sejmu po poprawkach Senatu